Przymknęła lekko powieki i wciągnęła do nozdrzy przyjemny
zapach powietrza. Usiadła na skraju drewnianego pomostu, wpatrując się w
zachodzące w oddali słońce. Pomarańczowy blask słońca rozświetlał niebo i taflę
wody. Siedziała już tutaj od dobrych trzydziestu minut. Co jakiś czas zerkała
za siebie, żeby sprawdzić czy czasem Styles nie zapragnął do niej dołączyć, ale
widocznie miała tą godzinę tylko dla siebie. Całe szczęście.
Wyciągnęła telefon z kieszeni ponownie sprawdzając stan
zasięgu, ale nic się nie zmieniło. Na wyświetlaczu wciąż widniała ikonka, że
wiadomość nie została dostarczona. Zagryzła wargę i schowała urządzenie.
Tęskniła za Jaredem, chodź minął dopiero dzień odkąd go nie widziała. Zawsze
spotykali się po zajęciach i tak mijały im godziny we własnym towarzystwie. A
teraz nie mogła żaden sposób się z nim skontaktować. Zmarszczyła brwi
przypominając sobie, że nie otrzymała od niego żadnej wiadomości, gdy Edward
„porwał” ją sprzed uczelni. Nie możliwe żeby przestał się nią interesować, była
przecież jego przyjaciółką. A co jeśli
stało się coś złego? Znów powróciły te myśli. Potrząsnęła głową próbując
wyrzucić nawiedzające jej głowę obrazy. Nie, zapewne gdzieś w Londynie siedzi w
swoim domu i jest cały i zdrowy. Jeśli nie dowie się od niej, pojedzie do ojca
i on mu powie gdzie jest. Musiała trzymać się choćby takiej opcji.
Niebo powoli zaczynało przybierać granatową barwę i
gdzieniegdzie rozbłysły pojedyncze gwiazdy. Zbliżała się pora żeby wracać.
Wsparła się po bokach rękoma i podniosła swoje ciało do góry. Powoli ruszyła w
stronę budynku mierząc wzrokiem jego kontury. W niektórych pokojach na dole
rozbłysły światła, dając znać, że oprócz nich i właścicieli, ktoś jeszcze
wynajmuje pokoje. Dotarłszy do wejściowych drzwi przystanęła i zwróciła głowę w
kierunku, z którego kilka godzin nadjechali. Przed oczami błysnął jej obraz
knajpki, oddalonej kawałek stąd.
Uśmiechnęła się pod nosem. Raczej nie należała do
posłusznych osób. Może obiecała, że wstawi się za godzinę, ale teraz jakoś nie
miała ochoty na jego towarzystwo. Uznała, że późnej postara się jakoś
wytłumaczyć swoje spóźnienie. Potrzebuje jeszcze tylko godzinki.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, podjęła
ostateczną decyzję i szybko oddaliła się od motelu.
*
Dopiero gdy zamknęły się za nią drzwi, pomyślał, że chyba
nie był to zbyt dobry pomysł, żeby puścić ją samą. Ale z drugiej strony nie
mógł jej wiecznie wszystkiego zabraniać i trzymać ją na smyczy. Bond znajdował
się kilkadziesiąt kilometrów stąd. Wrogowie również. Przynajmniej miał taką nadzieję.
Musiał jednak przez cały czas być czujny.
Zamknął dziwi do
swojego pokoju i zabierając czyste, naszykowane przed jej małą wizytą, rzeczy,
ruszył w stronę łazienki. Poświęcił kilka minut na odprężający prysznic, który
pobudził do życia jego organizm. Cały ten pościg i wyprawa na lotnisko, było to
dla niego czymś wyczerpującym. I jeszcze doszła do tego Irma. Dziewczyna
niesamowicie działała mu na nerwy, ale jakoś coraz bardziej przestało mu to
przeszkadzać. Czyżby powoli miękł? Nie, tak nie może być. W swojej pracy
powinien być twardy i nie dawać się omamić. Ale za żadne skarby nie potrafił
zahamować tego jak na niego działała. Na przykład, gdy poprosiła go o samotne
wyjście. Bitwa myśli przetoczyła się przez jego głowę, ale wystarczyło tylko
jedno spojrzenie jej czekoladowych tęczówek, żeby wyraził zgodę.
Jeszcze raz przemył twarz, tym razem nieco chłodniejszą
wodą, po czym wyszedł spod prysznica, wytarł się ręcznikiem i przebrał w czyste
rzeczy.
Przez resztę czasu spacerował od kuchni do pokoju gościnnego,
podgryzając jabłko. Chwilę stanął przy oknie spoglądał w stronę zatoki, gdzie
siedziała. Gdy zobaczył jak odwraca głowę, wycofał się szybko w cień i ruszył
do swojego pokoju. Rzucił ogryzek do kosza i wypuściwszy z ust ciche
westchnięcie położył się na łóżku. Sprawdził jeszcze która była godzina i
odłożywszy telefon na bok, założył ręce za głowę i zamknął oczy. Dochodziła
godzina dziewiętnasta, powiedzmy, że miała jeszcze kilkanaście minut. Poprawił
się jeszcze raz, wyciągając nogi na cała długość łóżka i po chwili odpłynął w
krainę snów.
Obudził się raptownie, siadając na brzegu materaca.
Przetarł dłońmi oczy i odruchowo sięgnął po telefon. 22:34. Przełknął głośno
ślinę, rzucając się na pogrążony w mroku korytarz. Opierając jedną dłoń o
ścianę przesunął się kilka kroków do przodu, idąc w stronę pokoju dziewczyny. Przez
szczelinę między progiem nie wydostawało się żadne światło, utwierdzając go w
tym, że dziewczyny nie ma. A może
zasnęła?
-Irma?- odezwał się cicho, naciskając powoli klamkę.
Rozejrzał się po pokoju rozświetlonym białą poświatą księżyca i zacisnął usta w
wąską linię. Nie. Łóżko było nietknięte.
Nie było sensu szukać jej po innych pokojach, nie
przyszła. Zanim wyszedł, zerknął jeszcze raz na mostek. Wcale nie spodziewał
się, że ją tam zobaczy, sprawdził tak tylko, z ciekawości. Ale dokąd mogła
pójść?
Jak mógł być tak naiwny i uwierzyć w to, że dotrzyma
słowa. Zarzucił na ramiona czarny płaszcz i szybkim krokiem pokonał hol,
wychodząc na plac przed motelem. Przystanął na środku drogi i zmierzwił dłonią
włosy.
-Myśl, Styles! Dokąd mogła pójść…- zagryzł dolną wargę,
tupiąc nerwowo nogą. Spojrzał na ciemną przestrzeń malującą się przed nim i
ruszył drogą prowadzącą w stronę miasteczka. Noc była bezchmurna i gwiaździsta,
ale panował chłód. Czemu się dziwić, nastała już połowa października i robiło
się coraz zimnej. Postawił kołnierz płaszcza i wsunął zmarznięte dłonie do
kieszeni. Zimne powietrze jednak miało swoje plusy. Wzbudził się całkowicie i
po tej jak na razie krótkiej przechadzce jego mózg wypełniły tysiące myśli.
Chciał udowodnić szefowi, a zwłaszcza sobie, że nie jest tylko zapatrzonym w
siebie dupkiem –jak uważali inni- mającym gdzieś opinię innych i olewającym
wszystko, ale że jest osobą odpowiedzialną i potrafiącą w coś się zaangażować i
dążyć do spełnienia swojego celu. Był świadomy tego, że Bond czeka na jego
najmniejsze poślizgnięcie, dlatego przeznaczył mu tą robotę. Będzie to na pewno
do niego sama przyjemność wylać go z agencji i zrujnować do końca jego życie.
Przecież, kto jak nie właśnie ojciec najlepiej zna swoją córkę i wie, do czego
jest zdolna. Więc nie może dowiedzieć się, że jego córeczka wymknęła się mu,
kiedy on spokojnie drzemał sobie w pokoju. Nie mógł pozwolić, żeby to wszystko
się skończyło.
W oddali dostrzegł błysk światła i wychodząc z łagodnego
zakrętu zatrzymał się kilka metrów od przydrożnego baru. Na zewnątrz stało
kilku roześmianych i lekko wstawionych mężczyzn. Minął ich, starając się
ignorować pojedyncze komentarze rzucające w jego stronę i wszedł do środka.
Powitało go duszne powietrze przesiąknięte smrodem alkoholu i dymu
papierosowego, od którego było aż biało w pomieszczeniu.
Był to pierwszy objaw cywilizacji od kilku kilometrów i
miał przeczucie, że właśnie tutaj ja zastanie. Nie mylił się. Gdy wszedł w głąb
pomieszczenia, ujrzał ja siedzącą przy barze, bawiąca się na wpół opróżnioną
butelką z piwem. Irma pochłonięta rozmową z barmanem, wcale nie usłyszała,
kiedy spoczął na krześle obok. Edward oparł łokcie na blacie i zmierzył
chłopaka uważnym spojrzeniem. Odchrząknął zniecierpliwiony, zwracając tym na
siebie uwagę. Niebieskie oczy blondyna najpierw zatoczyły krąg, a następnie
spoczęły na nim.
-Coś podać?- odrzekł barman, siląc się na uprzemy ton.
Widać nie był zbytnio zadowolony z tego, że ktoś mu przeszkadza w filtrowaniu
podczas pracy. Edward uśmiechnął się pod nosem, niemniej nie był to wesoły
uśmiech.
-Poproszę to co ona.- wskazał kciukiem na Irmę, która
słysząc jego głos zakrztusiła się i czerwona na twarzy odwróciła się do niego.
-Co…?
-Co ja tutaj robię? Chyba raczej to ja powinienem zadać to
pytanie tobie. Miałaś wyjść tylko na godzinę.
-Cóż, trochę mi się przedłużyło, jak widać. Spędzam czas w
lepszym towarzystwie.- syknęła zza zaciśniętych zębów. A więc znikneła ta
urocza osóbka, która błagała go o samotne wyjście. Westchnął w duchu.
-Masz na myśli jego?- zaśmiał się sztucznie mierząc
odwróconego do nich tyłem, chłopaka. Już nie przypadł mu do gustu.
-Nazywa się Niall i przynajmniej jest lepszym towarzystwem
niż ty.
-Auć. Prawie mnie to zabolało.- burknął.
Chłopak o imieniu Niall postawił przed nim zamówiony
trunek, posyłając mu obojętne spojrzenie, natomiast dziewczynę obdarzył
szerokim, przyjaznym uśmiechem, który odwzajemniła. Edward przystawił szyjkę
butelki do ust i jednym łykiem opróżnił zawartość do połowy. Zerknął ukradkiem
na Irmę, która oparła głowę o rękę i ze znużoną miną bawiła się pusta butelką.
Nagle rozległ się dźwięk nieznanej mu piosenki rozejrzał
się w poszukiwaniu źródła skąd mogła ona dochodzić. Irma gwałtownie wyprostowała
się i zaczęła się szamotać z kieszenią swojej kurtki. Spojrzał na jej wysiłki
rozbawiony, ale uśmiech zamarł mu na ustach, gdy dostrzegł telefon w jej dłoni.
Dziewczyna posłała mu szybkie, pełne niepokoju spojrzenie i starała się
odrzucić połączenie. Wyrwał jej urządzenie, co spotkało się z cichym okrzykiem
oburzenia i zanim osoba dzwoniąca zdążyła się rozłączyć przeczytał imię na
wyświetlaczu.
„Jared Reed”
Znał to nazwisko, aż za dobrze. Tylko zastanawiało go skąd
ona go zna. Zacisnął dłoń na urządzeniu i z hukiem położył go przed Irmą. Tego
już po prostu nie mógł znieść. Czuł jak krew się w nim gotuje i wiedział, że
jeśli nie ruszy się z miejsca zrobi jakieś głupstwo i straci jeszcze bardziej w
oczach Irmy. Trzymając wciąż butelkę w ręce wyszedł na zewnątrz i tam dał
ponieść się emocją. Z rykiem zamachnął się i rzucił przedmiotem o ścianę.
Odłamki zielonego szkła rozprysły się wokół i opadły na zmienię.
Wystarczyło tylko zobaczyć znów to imię, żeby wywołać u
niego takie emocje.
-Edward…?- dotarł do niego cichy, zaniepokojony głos Irmy.
Obejrzał się przez ramię i zobaczył jej sylwetkę malującą się w progu drzwi.
-Wracamy do motelu. Natychmiast.
~~*~~
Długo mi zeszło napisanie tego rozdziału. Większą
część miałam już napisaną praktycznie 2 tygodnie temu, a końcówkę
dopisałam...dzisiaj. Tyle musiałam czekać na chodźby odrobinę weny. Ale mimo to
uważam, że nie poszalałam z tym rozdziałem. Chciałam jakoś polepszyć relacje
pomiędzy dwójką bohaterów, ale jak piszę, to mi to wcale nie wychodzi. Dalszą
ocenę pozostawiam Wam x
+ Dziękuję za pomoc mojej Cath, bo bez niej końcówka by
nie powstała. Kocham Cię, siostra! <3
Obiecałam, więc komentuje. A więc ( wiem że się tam zdania nie zaczyna ale dobra) rozdział mi się podoba. Nie ma zbyt dużo akcji ale i takie rozdziały są. Harry jako agent.... Fajnie wyobrażać go sobie w tej roli. Opowiadanie robi się coraz ciekawsze i nie pozostaje mi nic innego jak napisać że czekam na następny i życzę wiele weny twórczej. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńrozdział jak zwykle genialny
OdpowiedzUsuńRozdział jest genialny. Opłacało się czekać. Jestem ciekawa czy Irma będzie.kontynuować znajomość z Niallem. Czekam na następny
OdpowiedzUsuń@luvmybatman
Ej no weź. Źle nie jest. Tsa, jest świetnie! Zbuntowana Irma - to taka, którą lubię najbardziej, ale wydaje mi się, iż już ci to akurat pisałam. :) Edward idiota, pozwolił, by dziewczyna zniknęła na tak długi czas.. pff, tak wiem, ja tylko potrafię w komentarzach obrażać twoich bohaterów, mieszać ich z błotem, słodzić, albo zarzucać cokolwiek. No i oczywiście grozić śmiercią bolesną! Hahah
OdpowiedzUsuńWprowadziłaś tutaj Niall'a! Awww jak miło. Ale i tak bardziej shippuję Irmę i Edwarda. Hm, Edrma? Iredward? Hahah no nie mogę. Przepraszam. Po prostu musisz wiedzieć że pomimo moich beznadziejnych komentarzy, to na prawdę jestem człowiekiem, który uwielbia twoje opowiadania, bo wyróżniają się one nietypowością i takim specyficznym czymś, na co jeszcze słowa nie znalazłam. ;D
Jared Reed - mówiłam, że on nie jest tym dobrym. Od samego początku przeczuwałam to. OK, jeszcze nic nie jest pewne, ale jednak Styles się delikatnie mówiąc wkurzył, gdy zobaczył, że Jared dzwonił do Irmy. Okej, mógł się też wkurzyć o to, że go nie posłuchała i jednak wysłała wiadomość swojemu przyjacielowi, ale ja nadal myślę, że Jared to ten zły, co chce ją porwać, zabić itp.
W ten oto sposób zakończę swoją wypowiedź.
Kocham cię i mam nadzieję, że wena jednak do ciebie wróci. Musi, w końcu <3
Ah jak on mógł ją zostawić na tak długo i nie wiedzieć co u niej?
OdpowiedzUsuńFaceci są tacy nieogarnięci, eh.
Mam nadzieję, że my trafimy jednak na tych ogarniętych, kochana.
I nie mów, że nie masz weny, bo masz! Może i napisałaś dzisiaj końcówkę, ale pasuje ona doskonale.
A czasem trzeba mieć przerwę, żeby sobie coś przemyśleć itd :)
A Irma ah taka zbuntowana, chciałabym taka być xDD
I postać Nialla, urzekająca <3
Czekam na kolejny, kochanie <3
rozdział super, wiedziałam że nie wróci na czas haha, ciekawe czy niall to będzie jakaś dłuższa znajomośc hm no i co z tym jaredem! czekam na następny rozdział:)
OdpowiedzUsuńJejku jak ja sie stęskniłam za tą historią i jej niezwykłym klimatem. Nie mam zielonego pojęcia jak to robisz, ale wychodzi ci to... zajebiście! Krótko mówiąc. Nie wiem czemu nie jestes zbytnio zadowolona, ten rozdział jest piękny. Te wszystkie opisy, ukryte w nich emocje i myśli bohaterów wyszły ci nieziemsko. Kocham ten twoj wyjatkowy styl pisania. Czulam ze ten Jared nie bedzie jakims pozytywnym bohaterem. Ale to nadaje mu niezwykłej wielowymiarowosci przez co Jeszcze Bardziej cie podziwiam. Cudo. Kurwa co na to Irma? Czekam na nastepny i mam nadzieje, ze wena cie nie opuści.
OdpowiedzUsuńI love you ♡
Na początek szczere wyznanie - przez połowę czytania tego rozdziału zasłaniałam sobie prawą część ekranu dłonią, bo BOŻE, ON JEST TAKI ROZPRASZAJĄCY. Już wiem, co czujesz, czytając Lost :D BOOM, YOU'RE DEAD, dosłownie :D
OdpowiedzUsuńCzekałam na ten rozdział, ale się doczekałam i... mówiłam już, że uważam to opowiadanie za jedno z najbardziej oryginalnych, na jakie miałam ochotę trafić? Nie? A może tak? Nevermind, powtórzę się - własnie takie jest. Irma jest taka denerwująca, Boże. Naprawdę bardzo chciałabym ją polubić, ale widząc, jak utrudnia życie Stylesowi, budzą się we mnie inne instynkty. Raczej wytargałabym ją za włosy mówiąc, co myślę o jej dziecinnym zachowaniu. Ucieczka do baru? Serio? I naprawdę myślałaś, że Edward, w całej swojej inteligencji się nie domyśli, ponieważ, nie wiem, to jedyne miejsce przypominające jakiekolwiek życie? Dziewczyno, czas dorosnąć.
Awwww, i Niall jako kelner, ciekawe, czy pociągniesz jeszcze jakoś jego wątek :D A sposób, w jaki Harry się wkurzył, kiedy zobaczył sms-a od Jareda.... Nie dziwię się, sama bym jej rozwaliła ten pieprzony telefon. Teraz przynajmniej jeden problem z głowy. Ciekawa jestem tylko, dlaczego tak go nie nienawidzi, bo nie wydaje mi się, żeby na tym etapie chodziło tylko o Irmę...
Błagam, wracaj z następnym rozdziałem, kocham <3
Dziękuje i tez Cię kocham siostrzyczko:*** jesteś genialna i to opowiadanie też jest awkdlnfkjerkgfo <3 nigdy nie przestawaj pisać i nie przejmuj się tymi idiotami co tego nie czytają, nie wiedza co tracą :*** oooo ciekawie skad Hazza zna Jareda, może być ostro miedzy nimi :P i niech Irma sie ogarnie, ma takiego faceta teraz obok siebie, niech przejrzy na oczy i oleje Jareda, nie jest jej wart :* życzę weny i pamietaj że zawsze mozesz na mnie liczyc :**********************
OdpowiedzUsuńWitam!
OdpowiedzUsuńNatrafiłam na bloga całkowicie przypadkowo i od razu mogę powiedzieć, że nie pożałowałam! Nigdy nie spotkałam się z tak wyjątkową historią i oryginalnym pomysłem co sprawiło, że nieźle wkręciłam się w to opowiadanie i od razu przeczytałam całość :)
Mam nadzieję, że nie zostawisz tego opowiadania i będziesz je dalej prowadziła, bo już się uzależniłam :)
Sama nie wiem co mam mówić, bo od początku nie czytałam tej historii, która w pełni mi się podoba :)
Bardzo ciekawi mnie to czy znajomość Irmy z Niallem będzie tylko i wyłącznie przelotna. No i na pewno chciałabym się dowiedzieć skąd Edward (chciałam napisać Harry z przyzwyczajenia! :P) zna Jareda :)
Sposób w jaki tworzysz opis całej akcji bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że będę mogła przeczytać i zachwycać się przy kolejnym rozdziale już z dłuższym i sensowniejszym komentarzem :)
Chciałabym pisać tak jak Ty!
Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział! :)