środa, 13 listopada 2013

Rozdział 9.


Usiadł w fotelu, wlepiając pusty wzrok w bledniejące powoli płomienie w kominku. W jednej dłoni trzymał już na wpół opróżnioną szklankę z whisky, a w drugiej telefon. Właśnie kilka minut temu zakończył rozmowę z agentem Stylesem i nie za bardzo był zadowolony z tego, co usłyszał. Ba, był wściekły i jeszcze do tego taki bezradny. Czuł się jak w tamtej odległej chwili, gdy Vesper umierała w jego ramionach. Znów słyszał jej głos jakby znajdowała się tuż obok. Prosiła go, aby opiekował się i bronił ich córkę. Przyrzekał, ale zamiast samemu zająć się bezpieczeństwem swojej córki, wyręczył się kimś innym. Chłopakiem, który nie miał bladego pojęcia, w co się wpakował. Tylko czemu musiało dojść do tego, że Irma została porwana, żeby sobie uwiadomił, że podjął złą decyzję? W tym momencie nie wiedział czy był bardziej wściekły na Styles’a, że zachował się tak bezmyślnie i zostawił ją bez opieki, czy na siebie, za bezczynne siedzenie w domu lub w biurze. Potarł dłonią twarz i wziął ostatni łyk trunku, krzywiąc się przy tym lekko. Po wypiciu kilku kolejek wciąż nie potrafił się przyzwyczaić do tego gorzkiego smaku.
-A niech cię, M.!- warknął do siebie. Brakowało jeszcze tego, że zaczął obwiniać o swoje błędy zmarłą. Ale przecież gdyby nie ona, Styles wcale nie pojawiłby się w jego życiu i dalej mógłby pozostać agentem 007. Westchnął i podniósł się z miejsca. Rozciągnął zesztywniałe mięśnie, ale gdy szybko wyprostował rękę, tępy ból przeszył jego lewę ramię. Pamiątka po zeszłorocznej potyczce, po której wszyscy myśleli, że zginął. Jakimś cudem wyratował się i zaszył od tego całego szaleństwa związanego z agencja. Było mu dobrze, przynajmniej wtedy Irma spokojnie mogła żyć w ukryciu, nieposądzana o to, że jest jego córką. Niestety M. udało się to wywęszyć, a potem Silvie.
Odwrócił się i napotkał zatroskane spojrzenie tej, przez którą dostał takie obrażenia.
-Co teraz zamierzasz zrobić?- spytała, robiąc niepewny krok w jego stronę.
-Jadę tam. Najszybciej jak się tylko da. W pojedynkę nie da sobie rady.
-Ty zawsze dawałeś radę…
-Tak!- przerwał jej, warknąwszy.- Ale Styles nie jest mną!
Ile razy mógł jeszcze powtarzać, że Edward nie nadaje się na jego następcę. Nie pasował do tego stanowiska. Nie widział w nim tych cech jakich powinien mieć agent. Dlaczego nie mógł zostać jakimś cholernym pomocnikiem w dziale broni.
Odsunęła się na bok, kiedy ruszył szybkim krokiem na korytarz i skierował się do swojej sypialni. Eve zacisnęła usta i podążyła za nim. Wiedziała, że nie spodoba mu się to co powie. Obawiała się jego wybuchu, ale była uparta.
-Jadę z tobą.
Posłał jej chłodne spojrzenie przez ramie i pokiwał przecząco głową.
-Nie ma mowy.- pozbierał najpotrzebniejsze rzeczy do torby i stanął przed nią. Uniosła głowę go góry, krzyżując ramiona na piersi i posłała mu wyzywające spojrzenie. Gdy chciał ją minąć, przesunęła się w tą samą stronę co on, uniemożliwiając mu opuszczenie pokoju. Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Zacisnął szczękę panując nad tym, żeby nie wybuchnąć.
-Jeśli chcesz na czas zdążyć uratować swoja córkę, musisz na to przystać. Inaczej nie pozwolę ci stad wyjść.
-Dlaczego to robisz?
Wywróciła obojętnie ramionami i spojrzała w bok.
-Może po prostu chcę ci wynagrodzić zeszłoroczny wypadek. W końcu to moja wina…
Czas go naglił i musiał natychmiast podjąć decyzję. Jednak nie chciał, aby Eve pojechała z nim, nie mógł mieć kolejnej osoby pod opieką. Ale znał ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że faktycznie go nie wypuści dopóki się nie zgodzi.
-Niech ci będzie, ale jeśli powiem, że masz się wynosić, robisz to.
-Tak jest, szefie.- odparła, posyłając mu uśmiech pełen satysfakcji.

*

Cała swoja uwagę skupiał na jezdni. Nie miał bladego pojęcia, gdzie porywacze mogli zabrać Irmę, wiec postanowił, że ruszy w stronę miasta i tam postara się od kogoś wyciągnąć informacje. Napastnicy nie mieli swojego samochodu, albo ukryli go gdzieś niedaleko i posłużyli się taksówką, którą wracali. To wszystko było zaplanowane. Zastanawiało go od jak dawna znali miejsce ich pobytu i czekali się na to, aż opuści ją na moment, żeby móc ja porwać. To była jego największa głupota. Pozostawienie jej bezbronnej w samochodzie. Po cholerę wszedł do tej rudery, przecież doskonale wiedział, co tam zastanie. W napadzie wściekłości nacisnął mocniej pedał gazu i samochód z rykiem wystrzelił do przodu. Był pod wrażeniem. Maszyna spełniła jego najśmielsze oczekiwania.

Zaraz po tym, gdy w końcu pozbierał się z ziemi, pościł się biegiem w stronę motelu. Wpadł do holu nie zważając na okrzyki oburzenia gospodyni i popędził w stronę ich apartamentu. Otworzył drzwi z zamachem, wiodąc szybko wzrokiem po pokoju. Broń schowaną miał w szafce nocnej, tak żeby zawsze była pod ręką. Kolejny raz przełknął sam siebie za swoje zachowanie. Gdyby rano zabrał ja ze sobą nie straciłby tyle czasu. Upewniwszy się, że wszystko co miał zabrać jest starannie ukryte za płaszczem, opuścił pomieszczenie.
W recepcji czekała na niego gospodyni wraz ze swoim mężem. Posłał im delikatny uśmiech i mamrotał ciche przeprosiny, po czym pchnął wejściowe drzwi. Zaraz, ale jak ma rozpocząć pościg za Irmą, skoro nie ma żadnego transportu. Zastygł w połowie drogi i zaklął głośno.
-Coś się stało, synu?- usłyszał za sobą ciepły głos właściciela.
„O tak, bardzo dużo się stało”, pomyślał, ale odwracając się do właścicieli, wymusił na swoich ustach uśmiech i pokiwał głową.
-Nie, tylko moja… dziewczyna zapomniała telefonu i poprosiła żebym po niego wrócił.- to kłamstwo było takie koszmarne i naprawdę zdziwił się, że małżeństwo w nie uwierzyło.
-Mam tylko problem z dostaniem się powrotem do miasta…
-Jeśli chcesz możesz pożyczyć samochód naszego syna. Już od dawna stoi w garażu, a nam wcale się nie przyda, zwarzywszy na lata.- mężczyzna zaśmiał się i obszedł ladę. Sięgnął do kwadratowej szkatułki stojącej na ladzie i wyciągnął z niej kluczyki.
-Pański syn nie będzie miał nic przeciwko?- spytał Edward, gdy znaleźli się przed starą drewnianą szopą za budynkiem.
-Niestety odszedł 5 lat temu i zostaliśmy sami w takim dużym domu. Nasz syn zawsze był wielkoduszny, wiec na pewno nie miał by nic przeciwko.- twarz mężczyzny rozświetlił delikatny uśmiech, zapewne na wspomnienie o swoim dziecku. Edward zawahał się. Nie miał pojęcia jak zachować się w tym momencie.
-Przykro mi.- wydusił w końcu z siebie, a właściciel pokiwał delikatnie głową. Bez żadnego słowa otworzył wielkie podwójne drzwi i wprowadził go do środka. Przed jego oczami ukazał się błyszczący, czarny Chevrolet Impala. Jego oczy rozszerzyły się na ten widok. Zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia. Od dziecka marzył zawsze o takim samochodzie. Niemożliwe, że jego marzenie miało się spełnić właśnie w takich okolicznościach. Gdy podszedł bliżej, jego rozpromieniona twarz odbiła się od karoserii. Nie mógł się powstrzymać i położył dłoń na masce. Z wrażenia zaparło mu dech w piersiach. Niczego nie świadomy nagle zdał sobie sprawę, że właściciel motelu przygląda mu się z zaciekawieniem. Odsunął się szybko od samochodu, lekko zmieszany. Na ten widok jego towarzysz zaśmiał się.
-Wyglądasz jak mój syn, gdy jeszcze żył. W jego oczach zawsze widziałem ten sam podziw do tego samochodu Traktował je praktycznie jak swoje ukochane dziecko.- zamilkł na moment.
-Proszę, tutaj masz kluczyki. Jedź po dziewczynę i wracajcie szybko. Kolacja będzie o 19.- poklepał go na pożegnanie po plecach i oddalił się.

Otrząsnął się ze swoich myśli i znów skupił się na drodze. Jednak w kącikach jego ust majaczył się delikatny uśmieszek, a to wszystko przez to lśniące, czarne cacko, w którym miał zaszczyt podróżować. Wyjechał na główną drogę, kierując się do centrum, gdy kilka metrów przed sobą zobaczył stojącego na środku mężczyznę.
-Co do cholery?- mruknął, marszcząc czoło i ściągnął nogę z gazu. Zatrzymał się i dopiero, gdy dostrzegł z bliska twarz osoby przed maską, pożałował tego. Ciemny blondyn poznając go, zmierzył go z złowrogim błyskiem w oku, po czym uśmiechnął się cwaniacko.
-Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Miło cie znów spotkać, Styles.- Jared wycedził nazwisko chłopaka z nieskrywaną niechęcią. Edward milczał, zaszczycając go jedynie obojętnym spojrzeniem.
-Och, nie bądź taki.- Reed zrobił skruszoną minę.- Może na chwile zapomnimy o przeszłości i skupimy się na Irmie, co?- mówiąc to, nawet nie spytał o pozwolenie tylko wpakował się na miejsce pasażera.- Wow, skąd wytrząsnąłeś taki samochód?
Rozejrzał się chwilę po wnętrzu samochodu, udając zaciekawienie, po czym znów utkwił spojrzenie w Edwardzie.
-To jak będzie Styles? Chcesz wiedzieć dokąd ją zabrali? Czy wolisz szukać ją na własną rękę. Ostrzegam cię tylko, że nigdy tam nie trafisz, a jak już, to dawno będzie po niej.

*

Otworzyła powieki, koncentrując wzrok na czubkach swoich trampek. Wzięła głęboki oddech i skrzywiła się, od lekkiego ukłucia bólu w okolicy żeber. Od kilku godzin-a może i nawet dni, straciła już rachubę ile czasu minęło od porwania-siedziała przywiązana do krzesła w pokoju wyciągniętego z jakiegoś nisko budżetowego horroru. Zawsze wydawało jej się to śmieszne, ale teraz, kiedy samej przyszło się znaleźć w takiej sytuacji, wcale nie było jej do śmiechu. Z czterech stron otaczały ją ceglane ściany, w pomieszczeniu nie było żadnych okien. Jedynym światłem była migocąca nad jej głową żarówka.
Bardzo powoli uniosła głowę, spodziewając się kolejnej fali przerażającego bólu, który rozsadzał jej czaszkę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Odetchnęła w duchu. Teraz, kiedy siedziała w miarę prosto, rozpoczęła lekko poruszać nadgarstkami oplecionymi szorstkim sznurem. Mroziło jej krew, gdy czuła jak ostry materiał drażni jej delikatną skórę. Przygryzła wargę, żeby powstrzymać się od głośnego szlochu. Poczuła, że zaczyna panikować. Zamknięcie w pokoju bez okien, przywiązanie jej do krzesła i myśl, że może już nigdy się stąd dnie wydostanie i zginie za czyny swojego ojca, doprowadzały ją do rozsypki. Dlaczego musiało przydarzyć się to właśnie jej? Dlaczego musiała się urodzić jako córka Bonda?
Jeszcze kilka razy desperacko pociągnęła rękami, tak aż poczuła ciepłą krew spływającą po jej dłoniach i poddała się. Rozluźniła mięśnie szyi i pozwoliła głowie opaść w dół. Była słaba, nigdy nie potrafiła walczyć. W tej chwili pragnęła, aby w końcu ja wykończyli. „Niech teraz on sobie pocierpli”, pomyślała zanim straciła przytomność.

11 komentarzy:

  1. Zajebiste i nie badz taka ostra dla siebie <3 rozdzial jak najbardziej ci sie udal :* ciagle meczy mnie przeszlosc Eda i Jareda, co takiego sie stalo ze sie tak nienawidza, mam nadzieje ze to szybko wyjasnisz :p

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zwykle genialny rozdział, czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah kochana, chcesz kopniaka w tyłek?
    Wyszło Ci genialnie i tyle akcji i opisy! Uwielbiam to! <3 i biedna Irma, musi wytrzymać, no! Nie może się poddać! <3
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! <3 ilysm x

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie rozumiem cię.. Jak możesz nie być zadowolona z tego rozdziału? Opisy są naprawdę dobre. Dziewczyna chyba musisz w końcu uwierzyć w siebie i własne możliwości. Te opowiadanie ma w sobie coś niezwykłego i to tylko dzięki tobie! Pamiętaj o tym.
    Rozdział jest naprawdę dobry. Opis Irmy wydał mi się bardzo realistyczny. Jakbym miała w głowie jakąś scenę z filmu. Naprawdę bardzo dobrze To opisałaś.
    Co do fragmentu z Harrym to aż miałam uśmiech na twarzy jak czytałam o jego wewnętrznej radości z zachwytu nad samochodem. Taka niby zwykła rzecz, a ukazuje, ze Harry też jest zwykłym, normalnym facetem i cieszą go małe rzeczy - no dobra może nie takie małe w tym wypadku, ale mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi xD
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekań na kolejny rozdział! :D
    ILY <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się przedmówczynią!!!
    Opowiadanie jest świetne, oryginalne i ma w sobie to coś co sprawia, że chcesz czytać dalej i więcej! Uwierz w siebie, kochana! (Kit, że ja sama nie wierzę w siebie :D )
    Rozdział jest naprawdę świetny :) Bardzo podobają mi się poszczególne opisy... Hm, James wkracza do akcji... Może Edward jeszcze wykaże się sprytem i jakimś cudownym sposobem pokaże mu, że ma cechy agenta? :)
    No tak, Edward... W sumie, na jego miejscu byłabym na siebie wściekła. I to bardzo mocno. Przepiękny samochód, który osobiście bardzo mi się podoba, więc uśmiech nie schodził mi przez długi moment z twarzy :)
    Opis Irmy... Bardzo dobrze mogłam sobie wyobrazić to w jakiej sytuacji się znajduje. Uwielbiam opowiadania, w których mogę wczuć się w rolę bohatera! I Twoje własnie takie jest! :)
    Ciekawe... Czy będą współpracować z Reedem? Skąd oni się w ogóle znają? Coś przegapiłam?
    Mam ochotę na więcej! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
    Pozdrawiam cieplutko! :) Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie jest strasznie zimno, więc wysyłam mocny uścisk i całusy! :)
    PS Za wszystkie błędy przepraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest takie genialne *.* masz mega talent, perfekcyjne asdjkjhgfds serio nw co mam napisać, brak słów xdd
    czekam na nn ;D xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech przepraszam Że tak późno i krótko. Rozdział jest b dobry. Nie pozwalam ci myśleć inaczej ok? Uwierz w końcu w siebie, dziewczyno!
    Jeszcze raz przepraszam. Kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś fantastyczna! Masz talent i mam ogromną nadzieję, że go nie zmarnujesz. Rozdział jest wspaniały ♥

    Jeśli miałabyś chwilę, byłabym wdzięczna gdybyś zajrzała. Zależy mi na twojej opinii ♥
    http://runaway-harrystylesfantiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, przez cały rozdział obgryzałam paznokcie, tak strasznie się denerwowałam! Spodziewałam się, że James wkroczy do akcji, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak błyskawicznie. Chociaż z drugiej strony... jest jej ojcem, nie powinno mnie to dziwić. Zastanawiam się, dlaczego Eve uważa, że jest w stanie jakkolwiek pomóc w tej sytuacji. Zobaczymy, mam nadzieję, że niedługo nam to wyjaśnisz :D
    Zastanawiam się też, ile w Edwardzie (ciągle mam ochotę pisać Harry) jest strachu o swoją pracę, a ile troski spowodowanej... trochę innymi uczuciami, hm? :D Mam nadzieję, że jakoś jeszcze nam to pokażesz :D Moim zdaniem nie powinnaś kończyć tego ff tak szybko, tylko wprowadzić nas jeszcze w realia po porwaniu, kiedy Irma przekona się do młodego agenta. Tak tylko sugeruję, po prostu nie chcę się z nim jeszcze rozstawać <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zachowanie Eve zaskoczyło mnie, wykazała się nie lada odwagą i moim zdaniem pewnością siebie chcąc pomóc. Cóż, czekam na rozwinięcie wątka.
    Edwards się jeszcze pokaże i będzie świetnym agentem. Pokaże pazurki, coś tak czuję :)
    Kurczę, martwię się tylko o Irmę. Opisałaś jej "położenie" tak realistycznie, że zaczęłam obgryzać paznokcie jak koleżanka wyżej. Ojeju!
    A teraz moja droga, pisz rozdział dziesiąty!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Heyley xxx

    OdpowiedzUsuń
  11. super :)zapraszam cię do mnie , dopiero zaczynam i chciałabym aby ktoś to przeczytał http://doublexfacex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń