Usiadł w fotelu, wlepiając pusty wzrok w bledniejące powoli
płomienie w kominku. W jednej dłoni trzymał już na wpół opróżnioną szklankę z
whisky, a w drugiej telefon. Właśnie kilka minut temu zakończył rozmowę z
agentem Stylesem i nie za bardzo był zadowolony z tego, co usłyszał. Ba, był
wściekły i jeszcze do tego taki bezradny. Czuł się jak w tamtej odległej
chwili, gdy Vesper umierała w jego ramionach. Znów słyszał jej głos jakby
znajdowała się tuż obok. Prosiła go, aby opiekował się i bronił ich córkę. Przyrzekał,
ale zamiast samemu zająć się bezpieczeństwem swojej córki, wyręczył się kimś
innym. Chłopakiem, który nie miał bladego pojęcia, w co się wpakował. Tylko
czemu musiało dojść do tego, że Irma została porwana, żeby sobie uwiadomił, że
podjął złą decyzję? W tym momencie nie wiedział czy był bardziej wściekły na
Styles’a, że zachował się tak bezmyślnie i zostawił ją bez opieki, czy na
siebie, za bezczynne siedzenie w domu lub w biurze. Potarł dłonią twarz i wziął
ostatni łyk trunku, krzywiąc się przy tym lekko. Po wypiciu kilku kolejek wciąż
nie potrafił się przyzwyczaić do tego gorzkiego smaku.
-A niech cię, M.!- warknął do siebie. Brakowało jeszcze
tego, że zaczął obwiniać o swoje błędy zmarłą. Ale przecież gdyby nie ona,
Styles wcale nie pojawiłby się w jego życiu i dalej mógłby pozostać agentem
007. Westchnął i podniósł się z miejsca. Rozciągnął zesztywniałe mięśnie, ale
gdy szybko wyprostował rękę, tępy ból przeszył jego lewę ramię. Pamiątka po
zeszłorocznej potyczce, po której wszyscy myśleli, że zginął. Jakimś cudem
wyratował się i zaszył od tego całego szaleństwa związanego z agencja. Było mu
dobrze, przynajmniej wtedy Irma spokojnie mogła żyć w ukryciu, nieposądzana o
to, że jest jego córką. Niestety M. udało się to wywęszyć, a potem Silvie.
Odwrócił się i napotkał zatroskane spojrzenie tej, przez
którą dostał takie obrażenia.
-Co teraz zamierzasz zrobić?- spytała, robiąc niepewny
krok w jego stronę.
-Jadę tam. Najszybciej jak się tylko da. W pojedynkę nie
da sobie rady.
-Ty zawsze dawałeś radę…
-Tak!- przerwał jej, warknąwszy.- Ale Styles nie jest mną!
Ile razy mógł jeszcze powtarzać, że Edward nie nadaje się
na jego następcę. Nie pasował do tego stanowiska. Nie widział w nim tych cech
jakich powinien mieć agent. Dlaczego nie mógł zostać jakimś cholernym
pomocnikiem w dziale broni.
Odsunęła się na bok, kiedy ruszył szybkim krokiem na
korytarz i skierował się do swojej sypialni. Eve zacisnęła usta i podążyła za
nim. Wiedziała, że nie spodoba mu się to co powie. Obawiała się jego wybuchu,
ale była uparta.
-Jadę z tobą.
Posłał jej chłodne spojrzenie przez ramie i pokiwał
przecząco głową.
-Nie ma mowy.- pozbierał najpotrzebniejsze rzeczy do torby
i stanął przed nią. Uniosła głowę go góry, krzyżując ramiona na piersi i
posłała mu wyzywające spojrzenie. Gdy chciał ją minąć, przesunęła się w tą samą
stronę co on, uniemożliwiając mu opuszczenie pokoju. Powoli zaczynał tracić
cierpliwość. Zacisnął szczękę panując nad tym, żeby nie wybuchnąć.
-Jeśli chcesz na czas zdążyć uratować swoja córkę, musisz
na to przystać. Inaczej nie pozwolę ci stad wyjść.
-Dlaczego to robisz?
Wywróciła obojętnie ramionami i spojrzała w bok.
-Może po prostu chcę ci wynagrodzić zeszłoroczny wypadek.
W końcu to moja wina…
Czas go naglił i musiał natychmiast podjąć decyzję. Jednak
nie chciał, aby Eve pojechała z nim, nie mógł mieć kolejnej osoby pod opieką.
Ale znał ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że faktycznie go nie wypuści
dopóki się nie zgodzi.
-Niech ci będzie, ale jeśli powiem, że masz się wynosić,
robisz to.
-Tak jest, szefie.- odparła, posyłając mu uśmiech pełen
satysfakcji.
*
Cała swoja uwagę skupiał na jezdni. Nie miał bladego
pojęcia, gdzie porywacze mogli zabrać Irmę, wiec postanowił, że ruszy w stronę
miasta i tam postara się od kogoś wyciągnąć informacje. Napastnicy nie mieli
swojego samochodu, albo ukryli go gdzieś niedaleko i posłużyli się taksówką,
którą wracali. To wszystko było zaplanowane. Zastanawiało go od jak dawna znali
miejsce ich pobytu i czekali się na to, aż opuści ją na moment, żeby móc ja
porwać. To była jego największa głupota. Pozostawienie jej bezbronnej w
samochodzie. Po cholerę wszedł do tej rudery, przecież doskonale wiedział, co
tam zastanie. W napadzie wściekłości nacisnął mocniej pedał gazu i samochód z
rykiem wystrzelił do przodu. Był pod wrażeniem. Maszyna spełniła jego
najśmielsze oczekiwania.
Zaraz po tym, gdy w końcu pozbierał się z ziemi, pościł
się biegiem w stronę motelu. Wpadł do holu nie zważając na okrzyki oburzenia
gospodyni i popędził w stronę ich apartamentu. Otworzył drzwi z zamachem,
wiodąc szybko wzrokiem po pokoju. Broń schowaną miał w szafce nocnej, tak żeby
zawsze była pod ręką. Kolejny raz przełknął sam siebie za swoje zachowanie.
Gdyby rano zabrał ja ze sobą nie straciłby tyle czasu. Upewniwszy się, że
wszystko co miał zabrać jest starannie ukryte za płaszczem, opuścił
pomieszczenie.
W recepcji czekała na niego gospodyni wraz ze swoim mężem.
Posłał im delikatny uśmiech i mamrotał ciche przeprosiny, po czym pchnął
wejściowe drzwi. Zaraz, ale jak ma rozpocząć pościg za Irmą, skoro nie ma
żadnego transportu. Zastygł w połowie drogi i zaklął głośno.
-Coś się stało, synu?- usłyszał za sobą ciepły głos właściciela.
„O tak, bardzo dużo się stało”, pomyślał, ale odwracając
się do właścicieli, wymusił na swoich ustach uśmiech i pokiwał głową.
-Nie, tylko moja… dziewczyna zapomniała telefonu i
poprosiła żebym po niego wrócił.- to kłamstwo było takie koszmarne i naprawdę
zdziwił się, że małżeństwo w nie uwierzyło.
-Mam tylko problem z dostaniem się powrotem do miasta…
-Jeśli chcesz możesz pożyczyć samochód naszego syna. Już
od dawna stoi w garażu, a nam wcale się nie przyda, zwarzywszy na lata.-
mężczyzna zaśmiał się i obszedł ladę. Sięgnął do kwadratowej szkatułki stojącej
na ladzie i wyciągnął z niej kluczyki.
-Pański syn nie będzie miał nic przeciwko?- spytał Edward,
gdy znaleźli się przed starą drewnianą szopą za budynkiem.
-Niestety odszedł 5 lat temu i zostaliśmy sami w takim
dużym domu. Nasz syn zawsze był wielkoduszny, wiec na pewno nie miał by nic
przeciwko.- twarz mężczyzny rozświetlił delikatny uśmiech, zapewne na
wspomnienie o swoim dziecku. Edward zawahał się. Nie miał pojęcia jak zachować
się w tym momencie.
-Przykro mi.- wydusił w końcu z siebie, a właściciel
pokiwał delikatnie głową. Bez żadnego słowa otworzył wielkie podwójne drzwi i
wprowadził go do środka. Przed jego oczami ukazał się błyszczący, czarny Chevrolet
Impala. Jego oczy rozszerzyły się na ten widok. Zakochał się w nim od
pierwszego wejrzenia. Od dziecka marzył zawsze o takim samochodzie. Niemożliwe,
że jego marzenie miało się spełnić właśnie w takich okolicznościach. Gdy
podszedł bliżej, jego rozpromieniona twarz odbiła się od karoserii. Nie mógł
się powstrzymać i położył dłoń na masce. Z wrażenia zaparło mu dech w piersiach.
Niczego nie świadomy nagle zdał sobie sprawę, że właściciel motelu przygląda mu
się z zaciekawieniem. Odsunął się szybko od samochodu, lekko zmieszany. Na ten
widok jego towarzysz zaśmiał się.
-Wyglądasz jak mój syn, gdy jeszcze żył. W jego oczach
zawsze widziałem ten sam podziw do tego samochodu Traktował je praktycznie jak
swoje ukochane dziecko.- zamilkł na moment.
-Proszę, tutaj masz kluczyki. Jedź po dziewczynę i
wracajcie szybko. Kolacja będzie o 19.- poklepał go na pożegnanie po plecach i
oddalił się.
Otrząsnął się ze swoich myśli i znów skupił się na drodze.
Jednak w kącikach jego ust majaczył się delikatny uśmieszek, a to wszystko
przez to lśniące, czarne cacko, w którym miał zaszczyt podróżować. Wyjechał na
główną drogę, kierując się do centrum, gdy kilka metrów przed sobą zobaczył
stojącego na środku mężczyznę.
-Co do cholery?- mruknął, marszcząc czoło i ściągnął nogę
z gazu. Zatrzymał się i dopiero, gdy dostrzegł z bliska twarz osoby przed
maską, pożałował tego. Ciemny blondyn poznając go, zmierzył go z złowrogim
błyskiem w oku, po czym uśmiechnął się cwaniacko.
-Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Miło cie znów
spotkać, Styles.- Jared wycedził nazwisko chłopaka z nieskrywaną niechęcią.
Edward milczał, zaszczycając go jedynie obojętnym spojrzeniem.
-Och, nie bądź taki.- Reed zrobił skruszoną minę.- Może na
chwile zapomnimy o przeszłości i skupimy się na Irmie, co?- mówiąc to, nawet
nie spytał o pozwolenie tylko wpakował się na miejsce pasażera.- Wow, skąd
wytrząsnąłeś taki samochód?
Rozejrzał się chwilę po wnętrzu samochodu, udając
zaciekawienie, po czym znów utkwił spojrzenie w Edwardzie.
-To jak będzie Styles? Chcesz wiedzieć dokąd ją zabrali?
Czy wolisz szukać ją na własną rękę. Ostrzegam cię tylko, że nigdy tam nie
trafisz, a jak już, to dawno będzie po niej.
*
Otworzyła powieki, koncentrując wzrok na czubkach swoich
trampek. Wzięła głęboki oddech i skrzywiła się, od lekkiego ukłucia bólu w
okolicy żeber. Od kilku godzin-a może i nawet dni, straciła już rachubę ile
czasu minęło od porwania-siedziała przywiązana do krzesła w pokoju
wyciągniętego z jakiegoś nisko budżetowego horroru. Zawsze wydawało jej się to
śmieszne, ale teraz, kiedy samej przyszło się znaleźć w takiej sytuacji, wcale
nie było jej do śmiechu. Z czterech stron otaczały ją ceglane ściany, w
pomieszczeniu nie było żadnych okien. Jedynym światłem była migocąca nad jej
głową żarówka.
Bardzo powoli uniosła głowę, spodziewając się kolejnej
fali przerażającego bólu, który rozsadzał jej czaszkę, ale nic takiego się nie
wydarzyło. Odetchnęła w duchu. Teraz, kiedy siedziała w miarę prosto,
rozpoczęła lekko poruszać nadgarstkami oplecionymi szorstkim sznurem. Mroziło
jej krew, gdy czuła jak ostry materiał drażni jej delikatną skórę. Przygryzła
wargę, żeby powstrzymać się od głośnego szlochu. Poczuła, że zaczyna panikować.
Zamknięcie w pokoju bez okien, przywiązanie jej do krzesła i myśl, że może już
nigdy się stąd dnie wydostanie i zginie za czyny swojego ojca, doprowadzały ją
do rozsypki. Dlaczego musiało przydarzyć się to właśnie jej? Dlaczego musiała
się urodzić jako córka Bonda?
Jeszcze kilka razy desperacko pociągnęła rękami, tak aż
poczuła ciepłą krew spływającą po jej dłoniach i poddała się. Rozluźniła
mięśnie szyi i pozwoliła głowie opaść w dół. Była słaba, nigdy nie potrafiła
walczyć. W tej chwili pragnęła, aby w końcu ja wykończyli. „Niech teraz on
sobie pocierpli”, pomyślała zanim straciła przytomność.
Zajebiste i nie badz taka ostra dla siebie <3 rozdzial jak najbardziej ci sie udal :* ciagle meczy mnie przeszlosc Eda i Jareda, co takiego sie stalo ze sie tak nienawidza, mam nadzieje ze to szybko wyjasnisz :p
OdpowiedzUsuńjak zwykle genialny rozdział, czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńAh kochana, chcesz kopniaka w tyłek?
OdpowiedzUsuńWyszło Ci genialnie i tyle akcji i opisy! Uwielbiam to! <3 i biedna Irma, musi wytrzymać, no! Nie może się poddać! <3
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! <3 ilysm x
Nie rozumiem cię.. Jak możesz nie być zadowolona z tego rozdziału? Opisy są naprawdę dobre. Dziewczyna chyba musisz w końcu uwierzyć w siebie i własne możliwości. Te opowiadanie ma w sobie coś niezwykłego i to tylko dzięki tobie! Pamiętaj o tym.
OdpowiedzUsuńRozdział jest naprawdę dobry. Opis Irmy wydał mi się bardzo realistyczny. Jakbym miała w głowie jakąś scenę z filmu. Naprawdę bardzo dobrze To opisałaś.
Co do fragmentu z Harrym to aż miałam uśmiech na twarzy jak czytałam o jego wewnętrznej radości z zachwytu nad samochodem. Taka niby zwykła rzecz, a ukazuje, ze Harry też jest zwykłym, normalnym facetem i cieszą go małe rzeczy - no dobra może nie takie małe w tym wypadku, ale mam nadzieje, ze wiesz o co mi chodzi xD
Nie pozostaje mi nic innego jak czekań na kolejny rozdział! :D
ILY <3
Zgadzam się przedmówczynią!!!
OdpowiedzUsuńOpowiadanie jest świetne, oryginalne i ma w sobie to coś co sprawia, że chcesz czytać dalej i więcej! Uwierz w siebie, kochana! (Kit, że ja sama nie wierzę w siebie :D )
Rozdział jest naprawdę świetny :) Bardzo podobają mi się poszczególne opisy... Hm, James wkracza do akcji... Może Edward jeszcze wykaże się sprytem i jakimś cudownym sposobem pokaże mu, że ma cechy agenta? :)
No tak, Edward... W sumie, na jego miejscu byłabym na siebie wściekła. I to bardzo mocno. Przepiękny samochód, który osobiście bardzo mi się podoba, więc uśmiech nie schodził mi przez długi moment z twarzy :)
Opis Irmy... Bardzo dobrze mogłam sobie wyobrazić to w jakiej sytuacji się znajduje. Uwielbiam opowiadania, w których mogę wczuć się w rolę bohatera! I Twoje własnie takie jest! :)
Ciekawe... Czy będą współpracować z Reedem? Skąd oni się w ogóle znają? Coś przegapiłam?
Mam ochotę na więcej! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
Pozdrawiam cieplutko! :) Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie jest strasznie zimno, więc wysyłam mocny uścisk i całusy! :)
PS Za wszystkie błędy przepraszam! :)
To jest takie genialne *.* masz mega talent, perfekcyjne asdjkjhgfds serio nw co mam napisać, brak słów xdd
OdpowiedzUsuńczekam na nn ;D xx
Ech przepraszam Że tak późno i krótko. Rozdział jest b dobry. Nie pozwalam ci myśleć inaczej ok? Uwierz w końcu w siebie, dziewczyno!
OdpowiedzUsuńJeszcze raz przepraszam. Kocham cię xx
Jesteś fantastyczna! Masz talent i mam ogromną nadzieję, że go nie zmarnujesz. Rozdział jest wspaniały ♥
OdpowiedzUsuńJeśli miałabyś chwilę, byłabym wdzięczna gdybyś zajrzała. Zależy mi na twojej opinii ♥
http://runaway-harrystylesfantiction.blogspot.com/
Boże, przez cały rozdział obgryzałam paznokcie, tak strasznie się denerwowałam! Spodziewałam się, że James wkroczy do akcji, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak błyskawicznie. Chociaż z drugiej strony... jest jej ojcem, nie powinno mnie to dziwić. Zastanawiam się, dlaczego Eve uważa, że jest w stanie jakkolwiek pomóc w tej sytuacji. Zobaczymy, mam nadzieję, że niedługo nam to wyjaśnisz :D
OdpowiedzUsuńZastanawiam się też, ile w Edwardzie (ciągle mam ochotę pisać Harry) jest strachu o swoją pracę, a ile troski spowodowanej... trochę innymi uczuciami, hm? :D Mam nadzieję, że jakoś jeszcze nam to pokażesz :D Moim zdaniem nie powinnaś kończyć tego ff tak szybko, tylko wprowadzić nas jeszcze w realia po porwaniu, kiedy Irma przekona się do młodego agenta. Tak tylko sugeruję, po prostu nie chcę się z nim jeszcze rozstawać <3
Zachowanie Eve zaskoczyło mnie, wykazała się nie lada odwagą i moim zdaniem pewnością siebie chcąc pomóc. Cóż, czekam na rozwinięcie wątka.
OdpowiedzUsuńEdwards się jeszcze pokaże i będzie świetnym agentem. Pokaże pazurki, coś tak czuję :)
Kurczę, martwię się tylko o Irmę. Opisałaś jej "położenie" tak realistycznie, że zaczęłam obgryzać paznokcie jak koleżanka wyżej. Ojeju!
A teraz moja droga, pisz rozdział dziesiąty!
Pozdrawiam serdecznie,
Heyley xxx
super :)zapraszam cię do mnie , dopiero zaczynam i chciałabym aby ktoś to przeczytał http://doublexfacex.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń