niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 10.

Jest już późno jak dodaję ten rozdział i nie mam już siły na poprawianie błędów i takich tam, więc za wszystko z góry przeszkadzam. Napisałam ten rozdział w parę godzin, naprawdę dziwię się, że odzyskałam na niego wenę. Końcówka miała być inna, ale wpadłam na coś takiego. Kiedyś pisałam opowiadanie z podobnym wątkiem i trochę z niego skorzystałam, było mi łatwiej pisać. Mam nadzieję, że Wam się spodoba...

Edit. Zauważyłam, że większość informowanych osób zaczyna mnie mieć, za przeproszeniem w dupie i ignoruje moje prośby o wyrażenie opinii, więc nie biorę się za wymyślanie kolejnego rozdziału. Jeśli lubicie to opowiadanie i chcecie ciąg dalszy, pokażcie mi to. Może piszę to pod wpływem emocji i tego co się wydarzyło (nie nie nie nie wierzę), ale naprawdę zaczyna mnie to męczyć.
Dziękuję za (nie) uwagę.
xx

~~*~~

-Skręć tutaj.- Reed poinstruował chłopaka, wskazując palcem wjazd do jakieś opuszczonej fabryki. Samochód z cichym pomrukiem wjechał na plac i zatrzymał się przed schodami wiodącymi do wejścia. Styles nachylił się nieco do przodu, ze zmarszczonym czołem lustrował budynek. Minione lata odbyły piętno na budowli. Okna na niższych poziomach miały powybijane szyby. Gdzieniegdzie po murze budowli wyły się do góry gałęzie bluszczu. Edwardowi nie za bardzo podobał się budynek, czuł bijącą od niego grozę, szczególnie wtedy, gdy jego wzrok zatrzymał się na ramach okien i ziejącym ze środka mroku.
Zastanawiał się skąd Jared wiedział gdzie przetrzymywana jest Irma. Nie zauważył nigdzie skradzionego samochodu i szczerze wątpił w prawdziwość słów chłopaka. Styles odwrócił się do towarzysza zadając mu pytanie, które od początku przejażdżki nie dawało mu spokoju. Przez chwilę chłodne niebieskie tęczówki mierzyły go, po czym chłopak zwrócił głowę w stronę budynku.
-Po prostu wiem. Tylko mi zaufaj.- ostatnie zdanie wycedził, uśmiechając się przy tym złośliwie. Edward zacisnął szczękę. Miał świadomość, do czego nawiązywały jego słowa. Ten człowiek działał mu tak strasznie na nerwy i pomyśleć, że kiedyś Jared był jedną z niewielu osób, której potrafił zaufać. Łączyła ich długoletnia przyjaźń, ale skończyła się ona w nie za dobrych okolicznościach i od tego momentu oboje pałają do siebie nieskrywaną nienawiścią. Wyczuł drwinę w jego głosie i miał ochotę uderzyć go pięścią w twarz. To zawsze on był tym, który nie potrafił panować nad emocjami i Reed zawsze musiał go powstrzymywać przed zrobieniem jakiegoś głupstwa. Blondyn wyczuł jego nastrój i zerknął na jego zaciśnięte dłonie.
-No dalej, Ed. Przywal mi. Wiem, że tego chcesz.- zaczął go prowokować i musiał naprawdę się powstrzymać, żeby tego nie uczynić. Powstrzymała go tylko myśl, że być może, gdzieś w zakamarkach tego budynku jest uwięziona Irma. Uratowanie jej było teraz najważniejszą rzeczą.
-Masz to jak w banku, ale na razie w kolejce jest ktoś inny.
-Ach, no tak. Musisz ratować księżniczkę.- na twarzy blondyna ukazał się grymas, a oczy zalśniły złowrogo.
Edward zignorował jego stwierdzenie i wysiadł z samochodu. Miał serdecznie dość tego człowieka. Błagał tylko o to, żeby udało mu się szybko znaleźć dziewczynę i wywieść ja stąd jak najdalej. Rozejrzał się jeszcze raz po placu, szukając oznak wroga, po czym rozpoczął wspinaczkę po marmurowych stopniach. Był już w połowie drogi, gdy usłyszał za sobą kroki Jareda.
-Widzę, że bardzo przejmujesz się losem córeczki Bonda.- gdy nie odezwał się na jego zaczepkę, ten drążył dalej.- Mam nadzieję, że nie myślisz sobie, że jak ją uratujesz to momentalnie rzuci ci się w ramiona. Nie znasz jej. Nie poleci na byle, jakiego ochroniarza wynajętego przez ojca.
Postawił stopę na ostatnim stopniu i odwrócił się gwałtownie na pięcie. Jared był tusz za nim, ale w porę udało mu się zatrzymać, przez co uniknął zderzenia z młodym agentem. Edward starał się aby po jego twarzy nie było widać, że słowa jego towarzysza wyprowadziły go z równowagi. Przecież tylko to miał na celu. Żałował, że wtedy zamiast zahamować nie przycisnął mocniej pedału gazu. Widok ciała przelatującego przez maskę byłby dla niego czymś wspaniałym. Jednak z drugiej strony byłoby mu szkoda samochodu, który zapewne ucierpiałby po takim zdarzeniu.
Obrzucił go krótkim, pełnym pogardy spojrzeniem i pchnął wielkie stalowe drzwi. Nie wiedział, czego miał się spodziewać po wnętrzu budynku. Sam widok z zewnątrz przyprawiał go o dreszcze, a środek okazał się jeszcze gorszy. Panował tam półmrok i przeszywająca cisza. Już miał dość tego miejsca, ale nie mógł stąd odejść dopóki nie odszuka Irmy. Po podłodze walały się kawałki tynku, które oderwały się od ścian i gdzieniegdzie można było dostrzec jakieś plamy. Naprzeciwko wejścia znajdowały się schody prowadzące na pierwsze piętro, a po bokach dwa korytarze prowadzące w głąb budynku. Nie zdziwiłby się, gdyby to miejsce zostało wykorzystane do jakiegoś horroru, bo według niego bardzo się do tego nadawało.
-Najlepiej będzie jak się rozdzielimy.- Przynajmniej nie będę musiał oglądać twojej gęby, dodał w myślach. Odezwał się po raz pierwszy od dłuższego momentu i nie zerkając nawet w stronę blondyna ruszył na górę. Przeczucie mówiło mu, że właśnie tam powinien zacząć poszukiwania. Sięgnął dłonią za poły płaszcza i wyciągnął z paska pistolet. Sprawdził czy oby na pewno broń jest naładowana i trzymając ją w pogotowiu ruszył przed siebie. Starając się być jak najciszej zaczął badać najpierw lewy korytarz. Starał się zajrzeć do każdego mijanego pokoju. Jednak jego spostrzeżenia, co do opustoszałej fabryki były mylne. Znajdował się w zrujnowanym szpitalu. W każdym pomieszczeniu walały się poprzewracane szafki i stare łóżka szpitalne o zardzewiałych ramach.
Był w połowie drogi, drugiej strony budynku, gdy z oddali usłyszał bardzo cichy i niewyraźny głos.
-Irma.- szepnał i ruszył szybkim krokiem w kierunku skąd dochodził głos. Znalazł się przed ciemnymi drzwiami teraz doskonale usłyszał jej głos. Pchnął drzwi, wpuszczając do środka nieco światła i dostrzegł jak jej ciało momentalnie sztywnieje. Zakrwawione nadgarstki przestały szamotać się ze sznurem, a jej głowa odwróciła się nieco w bok. Siedziała do niego tyłem, więc szybko obszedł jej sylwetkę i klęknął naprzeciwko, tak żeby zobaczyła jego twarz.
-Edward?- brązowe oczy rozszerzyły się na jego widok i zalśniły od łez. Jej wzrok był nieco zamglony, ale to widocznie było spowodowane wykończeniem organizmu, a nie jakichkolwiek substancji. Delikatnie ogarnął kosmyki spadające jej na twarz i uśmiechnął się lekko.
-Wszystko będzie dobrze. Zaraz cię z tą wydostane.- zapewnił ją i znów stanął za nią, aby wyswobodzić jej ręce. Napastnik, który go zaatakował poruszał się tak szybko, że nie zauważył nawet, gdy tamten wszedł do pomieszczenia. Sekundę przed ogłuszeniem, usłyszał tylko ciężki oddech za sobą i wtedy padł na ziemię czując przerażający ból z tyłu głowy.
Zaciskając szczęki, podniósł się nieco, aby zobaczyć dwoje mężczyzn wchodzących do środka. Jednym z nich był Jared, który widząc go, wyszczerzył się i z całej siły najpierw nadepnął mu dłoń w której trzymał broń, a potem kopnął w brzuch, pozbawiając tchu. Z jego gardła wydostał się jęk przepełniony bólem, a oczy zaszły mu łzami. Usłyszał jak Irma szamocze się na krześle, krzyczy cos w kierunku Reeda i próbuje się uwolnić. Uniósł delikatnie powieki i zobaczył jak chłopak podchodzi do niej i z całej siły uderza ją w policzek, a później stracił przytomność po kolejnym uderzeniu, którym obdarował go drugi mężczyzna.

*

Wzrok Irmy od dobrych kilkunastu minut spoczywał na nieprzytomnym Edwardzie. Specjalnie ułożyli jego ciało w zasięgu jej wzroku, żeby mogła widzieć jak się na nim pastwią. Za każdym razem, gdy chciała odwrócić wzrok, Jared podchodził i zmuszał ją do patrzenia. Nie poznawała go. Był jej przyjacielem, zaufała mu, nawet zaczęła coś do niego czuć, a on okazał się bezdusznym draniem. Zapamiętała go jako delikatnego, radosnego chłopaka, a teraz stał się potworem. Była taka głupia i naiwna, że mu zaufała, ale musiała przyznać, że bardzo dobrze odegrał swoja rolę. Był bardzo przekonujący w swoich czynach i zapewnieniach, że jest jej najlepszym przyjacielem. Ani ona, a nawet James nie wywęszyli żadnego spisku.
Odruchowo zerknęła na ciało, gdy jej słuch zarejestrował cichy jęk wydobywający się z ust chłopaka. Twarz Edwarda w połowie była skryta za jego ciemnymi lokami, a te skrawki skóry, które dostrzegła splamione były krwawią i zaczęły już puchnąć. Znów odzyskiwał przytomność, co liczyło się z kolejnymi wymierzonymi kopniakami w jego obolałe ciało. Jeśli tylko się zorientują. Zacisnęła usta w wąską linię, żeby pohamować krzyk. Policzek wciąż bolał ją od zetknięcia się z dłonią „przyjaciela”. Na dodatek czuła ciepły strużek krwi spływającej po jej brodzie. Cały swój gniew przekierowała teraz w kierunku Reeda i jego kompana. Co do Styles’a, czuła się winna, że tak a nie inaczej go traktowała. Dopiero w takich okolicznościach zdała sobie sprawę, że on naprawdę martwił się o nią i liczyło się dla niego jej bezpieczeństwo. Odnalazł ja i chciał ją wydostać z tego gówna, a teraz za to cierpi.
Powieki Edwarda zatrzepotały lekko i jego powieki uniosły się lekko. Ich spojrzenia znów się spotkały i mogła wyczytać przeprosiny w jego oczach. Nie! Bardzo dobrze wiedziała, co oznacza to spojrzenie. Nie mógł się poddać. Nie mógł jej zostawić. W desperacji potrząsnęła głową i zaszlochała cicho odchylając się na krześle w jego stronę. Jej zachowanie zaciekawiło tamtych. Zakończyli swoja rozmowę i stanieli po obu stronach chłopaka. Ten drugi, nieco potężniejszy w budowie od Jareda, nachylił się nad Edwardem i podniósł jego ciało do góry jakby nic nie ważyło.
-I co my teraz z tobą zrobimy, Styles, co?- Reed podszedł powoli do niego, po czym zerknął na nią przepełnionym nienawiścią wzrokiem. –Pomyśleć, że gdyby nie ona, wcale byś tak nie cierpiał.
-Pieprz się.- gdyby nie poruszające się wargi, wcale nie pomyślałaby, że miał na tyle siły na wypowiedzenie tych dwóch słów. Usta wykrzywiły się z wściekłości i już miał wymierzyć cios, gdy powstrzymał go spokojny głos dochodzący z prawej strony pokoju.
-Wystarczy!
Z cienia wyłoniła się postać mężczyzny, którego bardzo dobrze znała. Widziała go na zdjęciach w różnych papierach ojca, które walały się w jego gabinecie. Raoul Silva. Więc to on stał za tym wszystkim. Wszyscy byli przekonani, że zginął, ale on dalej trzymał się na nogach. Jakim cudem udało mu się uniknąć śmierci?
Jared nie był zbytnio zadowolony z tego, że przeszkodzono mu w torturowaniu, ale widać było, że był posłuszny swojemu szefowi. Cofnął się krok w tył i pozwolił Silvie stanąć przed Stylesem.
-A wiec to ty jesteś zastępcą słynnego Jamesa Bonda. Któż by pomyślał, że wybierze takiego młodego człowieka na swoje zastępstwo.- przerwał, przyglądając się przez chwile jego sylwetce, po czym kiwnął głową w stronę mężczyzny, którego imienia nie znała. Tamten poprawił bezwładne ciało Edwarda i ruszył nim w stronę wyjścia.
-Nie!- wrzasnęła, przyciągając tym uwagę Silvy na siebie.- Przecież nie chodzi wam o niego prawda? Tylko o mnie! Nie róbcie mu krzywdy.- poczuła łzy na policzkach i na sekundę zerknęła na Edwarda, po czym przeniosła błagalny wzrok na mężczyznę.
-Proszę. Zostawcie go w spokoju.
Nie potrafiła ukryć drżenia głosu. Jednak musiała jakoś uchronić go przed tym, co zamierzali z nim zrobić. Nie był niczego winien, chciał ja tylko bronić, ponieważ jej ojciec nie potrafił zająć się tym sam, a teraz miał płacić za jego czyny? Swoje kolejne słowa skierowała prosto w twarz Silvy.
-Jeśli chcesz się zemścić na moim ojcu, zabij mnie, ale jego zostaw w spokoju. Proszę tylko o to.
Jego oszpecona bliznami, bladą twarz, wykrzywił delikatny uśmiech. Pokiwał z uznaniem głową, podchodząc do niej. Schylił się, tak żeby jego twarz znalazła się na tej samej wysokości, co jej.
-Tak, kochana, masz rację. Potrzebuje tylko ciebie.- nie czuła się już tak dzielna gdy patrzyła prosto w te przepełnione szaleństwem tęczówki. Cała odwaga odeszła, a zastąpiło ją przerażenie. Ten człowiek był chory z wściekłości i wiedziała już w tym momencie, że nie wyjdzie z tego żywa.
-Payne, jak widzisz dama poprosiła o darowanie życia temu oto chłopakowi, więc uszanujemy to życzenie. Dopilnuj, żeby po drodze nic mu się nie stało, a my w tym czasie zajmiemy się naszym gościem.
Uśmiech, którym obdarzył ją w tym momencie, mroził krew w żyłach.


11 komentarzy:

  1. ZAJEBISTE <3 Jak Jared moze byc tak bezwzgledny wobec Irmy? I pytanie kiedy Bond sie pojawi ? Biedna Irma, ciekawie co oni planuja z nia zrobic? Tyle pytan a zadnych odpowiedzi. mam nadzieje ze to wszystko dobrze sie skonczy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zwykle genialny rozdział :) czekam na następny
    ps. czytam to opowiadanie ale niestety nie zawsze mam czas to zostawienie komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg proszę, nie kończ! Wiesz, że nie możesz <3
    Tak się bałam o Irmę, aż tu nagle zaczęłam się bać o Edwarda. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
    Mam nadzieję, że uszanują jej prośbę i nic mu nie zrobią! :(
    Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. omg, ale świetnie napisałaś ten rozdział <3
    mam nadzieję, że nie przestaniesz pisać, bo to serio świetne opowiadanie, trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć kochana ;* Mam nadzieje, że nie masz mi za złe tego spóźnienia, ale ten dzień był i jest taki dziwny przez tę śmierć mojego kochana Paula, że jakoś nie byłam i chyba nadal nie jestem w stanie normalnie pisac. Z góry przepraszam cie za ten komentarz, bo pisze go na telefonie i pewnie bd totalnie nieogarniety.... ale wiem ile znaczy kazdy komentarz, wiec jestem.
    Rozdział jest wspaniały. Nie umiem nawet tego określić, ale wywolalas u mnie naprawde ciekawe i skrajne emocje. Naprawdę niezwykle. W mojej glowie narodzilo sie tyle nowych pytan bez odpowiedzi ze nie możesz tak tego zakonczyc. Musisz pisac dalej. Prosze! Tak bardso ładnie :*
    Mam nadzieje ze te piedoly sie ogarna, bo czekam z niecierpliwością na następny :**
    Caluski :**

    OdpowiedzUsuń
  6. BOŻE, NAJPRAWDOPODOBNIEJ DOSTAŁAM WŁASNIE W TYM MOMENCIE ZAWAŁU SERCA, DZWOŃCIE PO KARETKĘ!
    Albo nie.
    DAWAĆ MI TU TEGO SKURWYSYNA, JAREDA, ŻEBYM MOGŁA WYKASTROWAĆ GO NAJMNIEJSZĄ ŁYŻECZKĄ, A POTEM ZEDRZEĆ SKÓRĘ ZE WSZYSTKICH CZĘŚCI CIAŁA,... NIEWAŻNE. Zawsze tak reaguję, kiedy coś się dzieje mojemu Harry'emu/Edwardowi, kurwa mać.
    Żałuję, że mu zaufał, i to bardzo. Wiedzialam, że coś się święci, że jest tylko wabikiem. Boże, kiedy czytałam o tym, jak strasznie był przejęty losem Irmy... aż ściskało mnie w środku, przysięgam. Masakra, masakra, masakra po prostu! A kiedy go bili, Boże, myślałam, że się rozpłaczę! Lubisz drastyczne sceny, ale powiem szczerze - spisałaś się naprawdę świetnie :)
    I w tym momencie polubiłam Irmę. Serio, zachowała sie... chyba sama postąpiłabym tak na jej miejscu. Oby tylko ratunek przyszedł wystarczająco szybko! PODOBNIE JAK ROZDZIAŁ, BO CHYBA ZWARIUJĘ, PRZYSIĘGAM! Ily <3

    OdpowiedzUsuń
  7. o m g ale świetny rozdział raju, nie spodziewałabym się tego, naprawdę. nie mogę się doczekać kolejnego, co zrobią z irmą i edwardem bwrsvbrg

    OdpowiedzUsuń
  8. Serio? Współczuję. Wkurwiające jest prosić co chwila o komentarz. Jeden jedyny komentarz, gdy np masz 70 obserwatorów jak w moim przypadku, a 12 komentarzy. Super nie?
    Poza tym nie rozumiem czemu nie chcą komentować. Coś za coś. Ty piszesz dla nas.
    Opowiadanie jest świetne. Fabuła bardzo oryginalna co się teraz nie zdarza. Nie robisz błędów, nie piszesz samych dialogów i dajesz opisy. Edward to charakterystyczna postać w całej historii. Podoba mi się jego zachowanie oraz cechy. Po prostu go lubię. Myślę, że pasuje do Irmy. Cieszę się, że dałaś kontynuację Bonda a dokładnie Skyfall. Mój ulubiony film, mój ulubiony aktor, moja ulubiona część filmu całej serii Jamesa.
    jako ojciec Irmy jest inny niż w filmach. Wyostrzyłaś mu charakter. Też fajnie :D
    Masz swój styl, swoją wizję i pamiętaj! Piszesz też dla siebie. Rozwijasz swoją pasję i talent, z tego się nie rezygnuje. Potem spójrz na to ile już napisałaś, ile osób ( tych wiernych_) to czyta i miej w dupie innych za przeproszeniem. Pisz dla tych 5 którzy zawsze się odwdzięczą. Którzy zrozumieją, że możesz nie mieć czasu, pomysłu. Którzy będą cierpliwie czekać na dalsze części. To jest moje zdanie i moja rada :)
    Zgadzam się z jej słowami, a ty się tym pokieruj.
    ~Nie możliwością jest zniechęcić prawdziwego pisarza – mają gdzieś co mówisz, będą pisać dalej – Sinclair Lewis~

    OdpowiedzUsuń

  9. Woooooooow. Nie wyobrażałam sobie czegoś takiego. A muszę przyznać, że ten rozdzial jest moim ulubionych twojego wykonania. Taki .....oh aż brak mi słów. Wiesz, tak sobie myślę, że Irmie zaczęło trochę zależeć na Edzie. Gdyby tak nie było, to pozwoliłaby, żeby tamci go zabili. Coś mi mówi, że na tym się nie skończy. Ej, musisz napisać kolejny rozdzial, ponieważ akcja naprawdę nie należy do nudnej!
    Przepraszam, że nie skomentowany był rozdzial od razu.
    Kocham cię, weny też życzę ♡

    OdpowiedzUsuń