czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 11.


Nie! Chciał krzyknąć, ale z jego gardła wydostało się tylko ciche skrzeczenie. Jak przez mgłę usłyszał słowa Irmy i jego powieki otworzyły się gwałtownie. Nie mogła tego zrobić. To on miał chronić ją, a nie na odwrót. Ciągnięty przez tego drugiego mięśniaka, mógł tylko bezradnie patrzyć jak Silva nachyla się nad dziewczyną i szepta jej coś do ucha. Irma odwróciła głowę i widział na jej twarzy malującą się panikę. Miał ochotę wyrwać się z objęć tamtego, ale ciało nie chciało w ogóle współpracować z jego mózgiem. Po tych wszystkich otrzymanych kopniakach, był osłabiony i niezdolny do czegokolwiek, nawet do wypowiedzenia jakichkolwiek słów. Za każdym razem gdy próbował zaczerpnąć powietrza, ostry ból przeszywał okolice żeber. W ustach czuł metaliczny smak krwi i czuł jak część jego twarzy zaczyna puchnąć. Musiał wyglądać tragicznie, sponiewierany przez Reed’a i tego Payn’a i co najważniejsze obawiał się tego, że w oczach Irmy nie jest już taki jak na samym początku. Za wszelką cenę starał się udowodnić, że jest inny niż myślał Bond, ale jednak wyszło na jego.
Był tak skoncentrowany na uwolnieniu dziewczyny, że nie zaprzątał sobie głowy niczym innym. Może gdyby bardziej wytężyłby słuch, usłyszałby jak tamci zakradają się za jego plecami. Wszystko wyglądałaby inaczej.
Przestąpił z nogi na nogę, czując jak kolana powoli uginają się pod nim. Poczuł mocne szarpnięcie do góry i syknął z bólu.
-Payne, jak widzisz dama poprosiła o darowanie życia temu oto chłopakowi, więc uszanujemy to życzenie.- poczuł jak dłonie sługusa Silvy zaciskają się na jego ramionach i z całej siły zaczynają go wyciągać na korytarz. Zacisnął dłonie, ale do jego oczu momentalnie napłynęły zły. Zapomniał o tym jak potraktował go Jared. Prawa dłoń pulsowała bólem i nie potrafił do końca zgiąć palców prawej dłoni, z wyprostowaniem ich również miał problem.
-Nie sprawiaj problemów, ani nie kombinuj niczego głupiego, bo pożałujesz tego. Gdyby nie ona już dawno byś nie żył, Styles.- Payne syknął do jego ucha, ciągnąc jego wykończone ciało na parter. Minęli główny korytarz i skierowali się w lewo. Zerknął na tabliczki informacyjnie na ścianach. Wychodziło na to, że Payne prowadził go na jeszcze niższy poziom. Potykając się o własne nogi, cudem nie upadając, zszedł na dół po schodach. Znaleźli się w miejscu, które kiedyś, gdy szpital normalnie funkcjonował, było kostnicą. Pomimo minionych lat, dało się tutaj wyczuć aurę śmierci i chłodu. Przeszli jeszcze kilka metrów, po czym blondyn otworzył ciężkie metalowe drzwi i wprowadził go do środka. Pomieszczenie było zupełnie puste, nie licząc wielkiej klatki przedzielonej na pół, do której go wepchnięto. Czy ta druga część była przeznaczona dla Irmy? Jeśli tak, to istniała jeszcze szansa, że będzie mógł ją przeprosić za spieprzenie sprawy.
Z głuchym jękiem upadł na zimną i wilgotną podłogę. Usłyszał dźwięk zasuwanej kraty, a potem trzask zamykanych drzwi i dopiero wtedy podciągnął się i oparł plecami o ścianę. Wszystko mieli idealnie zaplanowane. Tylko skąd dowiedzieli się o miejscu ich pobytu? Tak bardzo starał się uniknąć wszelkiego kontaktowania się linią telefoniczną, a jednak. Przypomniał sobie jak znalazł Irmę w tym barze i telefon Jareda. Nie możliwe, że wtedy udało im się ich namierzyć.
Przetarł dłonią twarz, zapominając o siniakach pokrywających połowę twarzy i wzdrygnął się, czując pod palcami spuchniętą i lepką od krwi skórę. Odepchnął plecy i powolnymi ruchami zaczął zsuwać z ramion płaszcz. Taka zwykła mała czynność, tym razem sprawiła mu dużo trudności i gdy w końcu odrzucił na bok czarny materiał, musiał zrobić sobie krótki odpoczynek. Nigdy w swoim życiu nie był aż poturbowany. Każdy skrawek ciała, nawet przy najmniejszym ruchu, rwał i pulsował, było to do nie zniesienia. Jared odpłacił mu się za to wszystko. Zaśmiał się sztucznie i powoli podniósł do góry koszulkę. Jego oczom ukazało się fioletowe i nieco zapadnięte w niektórych miejscach ciało, świadczące o tym, że zapewne miał połamane żebra. Reed zawsze miał siłę. Pokazał to kilka razy, gdy wyręczał go w niektórych bójkach. W takich sytuacjach, stojąc z boku, myślał tylko o tym, żeby nigdy nie być na miejscu jego ofiary. Co za ironia losu.
Westchnął ciężko i pozwolił opaść ciału na bok. Podłożył zwinięty płaszcz pod głowę i zamknął powieki. Musiał nabrać siły na wydostanie się stąd i załatwienie przeciwników. Irma jakimś cudem opóźniła zabicie go, ale gdy tylko skończą z nią, nadejdzie jego kolej. Za wszelką cenę musiał uniemożliwić tamtym zrobienie jej jakiejkolwiek krzywdy, lecz z tego miejsca i w takim stanie, nie mógł raczej nic zrobić. Czuł się okropnie nie tylko fizycznie. Po jego głowie wciąż miotały się wyrzuty sumienia. Zacisnął zdrowa dłoń i uderzył w nią w miejsce obok siebie. Koniec z użalaniem się nad sobą i przejmowaniem się tym, co myślą inni. Jeśli naprawdę chciał udowodnić, że zasługiwał na szacunek i miano nowego agenta 007, musiał zacząć coś robić. Złożył obietnicę i pomimo tego, że zawiódł miał zamiar stanąć na nogi i wypełnić zadanie, które mu powierzono. Pomimo wszystko.

*

Od momentu wyprowadzenia przez Liama, Edwarda, stał w koncie, ukryty w cieniu i uważnie obserwował scenę, która rozgrywała się przed jego oczami. Obserwował jak Irma odprowadza popełnionym troską i strachem wzrokiem Styles’a. To było żałosne. Poświeciła swoje życie dla takiej kreatury jaką był. Na miejscu Silvy od razu by się go pozbył, na jej oczach. Był zawiedziony, że jego szef nie zrobił tego, tylko przystał na jej błaganie. Jednak czuł się niezwykle zadowolony z faktu, że w końcu wyżył się na swoim byłym przyjacielu. Oczywiście, wciąż odczuwał żądzę mordu, ale miał szczerą nadzieję, że Raoul jak tylko rozprawi się z Lynd, pozostawi Styles’a jemu.
Z Edwardem znali się od dawna. Poznali się zaczynając szkołę. Mieszkali praktycznie zaraz obok siebie, ale dopiero rozpoczynając naukę, zaprzyjaźnili się. Już po dwóch latach zaczęli „rządzić” szkołą. Każdy wiedział, że nie należy z nimi zadzierać, szczególnie z Edwardem. To on był tym najgorszym, a na Jardzie spoczywała zawsze opieka nad pilnowaniem jego tyłka. Kto by pomyślał, że po kilku latach ze Styles wyrośnie aniołek, który podporządkowuje się prawu i zwalcza zło. Było to do niego wielkim zaskoczeniem, gdy ta informacja dotarła do jego uszu. Ale przecież i on się zmienił. Do tego kim teraz był doprowadziła jedna kłótnia pomiędzy nimi. Sprawcą była M., ukochana ciotka Edwarda, która przez cały czas miał go gdzieś, ale jak tylko dowiedziała się o jego problemach, pojawiła się i zaczęła nim rządzić. Starał się zawsze ochraniać działającego pod wpływem niepohamowanych emocji przyjaciela, ale jedynie w zamian za to dostał masę oczerniających go słów i winę, że to on był tym, przez którego się zmienił. Miał tego dość. W wieku 17 lat opuścił rodzinne miasteczko i wyjechał jak najdalej od tamtego miejsca. Pozostawił za sobą wszystko. Zerwał nawet kontakt z własną rodziną. Chciał po prostu uwolnić się od przeszłości, zacząć nowe życie. I tak przez zwykły przypadek natrafił na Silve. Obojga łączyła nienawiść do tej samej osoby, więc mężczyzna od razu sprzyjał pod swoje ramiona zbłąkanego chłopaka. Dzięki niemu, zmienił się. Były agent stał się dla niego pewnego rodzaju mentorem. Uczył się od niego, słuchał jego rad.
Od tamtego momentu minęło 5 lat. Zdobył zaufanie swojego szefa na tyle, żeby tamten wyznaczył mu pierwsze, bardzo ważne zadanie. Sądził, że wypełnił je bardzo dobrze. Córka Bonda była bardzo łatwą ofiarą. Wystarczył jedynie jego urok osobisty i już była jego. Chociaż nie spodziewał się tego, że sprawy potoczą się tak, że będzie musiał powstrzymywać napływające emocje względem Lynd. Jednak w porę zawsze przypominał sobie, dlaczego to robił i wszystko znikało.
Jakby wyczuwając, że jego myśli kręcą się wokół jej osoby, zwróciła wzrok na jego postać. Przez kilka sekund, które dla niego trwały wieczność, mierzyła go spokojnym wzrokiem. Nie mógł tego znieść. Jeśli myślała, że wywoła u niego jakiekolwiek współczucie, myliła się. Spuścił ręce wzdłuż ciała, zaciskając dłonie w pięści. W końcu odwróciła głowę w drugą stronę mając widocznie dość jego widoku. Na potwierdzenie tego, zauważył grymas wykrzywiający łagodne rysy jej twarzy.
Silva, który do tej pory był zajęty pieprzeniem o jakiś głupotach, również to zauważył i przerwał swoją przemowę, zerkając najpierw na nią, a później na niego.
-Och…-wyrwało mu się i klepnął się otwartą dłonią w czoło.- Jakbym mógł zapomnieć. Irma pewnie chce porozmawiać ze swoim najlepszym przyjacielem, czyż nie?
Dziewczyna spojrzała na niego spod byka, mamrocząc coś pod nosem.
-Jared, może ty masz cos do powiedzenia? Nie krępuj się, mów śmiało wszystko co ci przychodzi na myśl.- jego złowieszczy uśmiech coraz bardziej się powiększał.- Zostawię was samych. Pewnie chcecie odrobinę prywatności.- klasnął w dłonie, jeszcze raz mierząc ich spojrzeniem i opuścił pokój.
Przestąpił z nogi na nogę, zastanawiając się od czego zacząć, żeby przerwać panującą wokół ciszę. Raoul nawet nie wiedział jaką radość sprawił mu przez tą propozycję. Miał zamiar wykorzystać słabe strony dziewczyny, które poznał przez te 3 lata znajomości. Powoli kucnął naprzeciwko niej i trzymając ją za brodę, zmusił, aby w końcu na niego spojrzała. Na początku stawiała opór, wiec musiał użyć siły.
-Dlaczego? -wyszeptała ledwo słyszalnie. Przyjrzał się jej twarzy. Dopiero z bliska zobaczył rozciętą wargę i siniak na policzku, spowodowany jego uderzeniem. Parsknął cicho i zmierzwił swoja blond czuprynę.
-Byłaś tylko pionkiem w grze. – powiedział w końcu.- Potrzebowaliśmy cię, aby dotrzeć do twojego ojca. Zapewne wiesz, że on i Silva za bardzo za sobą nie przepadają? Dotarliśmy do tego, że ukrywa swój najcenniejszy skarb i postanowiliśmy, że tak go zniszczymy. Pozbywając się ciebie.
Jego palce przeniosły się powoli wzdłuż linii jej żuchwy do policzka, ścierając po drodze samotna łzę.
-To co myślałaś, ze było między nami, było czystym kłamstwem. Każda rozmowa, dotyk, czy nawet pocałunek, udawałem. Wiesz, myślałem, że będzie to ciężkie zadanie, ale byłaś tak głupia i naiwna, że od razu się na to wszystko nabrałaś. Ułatwiłaś mi tylko przez to pracę.
Zacisnęła szczęki, a jej oczy zabłyszczały z wściekłości.
-Ty bydlaku! Obyś po tym wszystkim zgnił w piekle.
Odchylił głowę do tyłu, śmiejąc się na głos. Była naprawdę zabawna.
-O tak. Razem z twoim pięknisiem, Stylesem. Tak w ogóle, myślałem, że masz lepszy gust co do facetów.
Tego już było widocznie za wiele. Z ust dziewczyny wyrwał się ciche warknięcie, po czym splunęła mu w twarz.
-Pierdol się, Reed.
Wyprostował się i przetarł dłonią twarz, nieco oszołomiony. Czy ta suka naprawdę to zrobiła? Sądził, że na dzisiaj da jej już spokój, ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Krew zawrzała w jego żyłach. Zaślepiła go wściekłość i nie kontrolując się przelał całą swoja złość w kolejne uderzenie. Było ono na tyle mocne, że głowa dziewczyny opadła bezwładnie, a ona sama straciła przytomność.

*

Poczuła jak ktoś delikatnie potrząsa jej ramieniem, a następnie dotyka policzka. Od razu przypomniała sobie dłoń Jareda na swojej twarzy i otwierając szeroko oczy, odsunęła się jak najdalej. Nie mogła już więcej tego znieść. Brzydziła się tym człowiekiem. Szykowała już w głowie kolejne przekleństwo, ale czekało ją zaskoczenie. Osobę, którą ujrzała przed sobą, nie był Reed.
Edward klęczał po drugiej stronie celi wpatrując się w nią z wyraźną troską i niepokojem. Zacisnął dłoń w pięść i położył ja na kolanie. Po jego opuchniętej twarzy przemknął grymas, spowodowany pewnie tym, że tak szybko się odsunęła. Pewnie pomyślał, że jego dotyk działa na nią odpychająco. Tylko przecież tak nie było, już nie.
Jej serce przepełniło się ulgą. Pomimo tego, że był nieźle poturbowany, żył i to było najważniejsze. Miała ochotę rzucić się naprzód i przytulić się do jego ciała, ale spostrzegła ścianę składającą się z krat, która ich oddzielała. Nie zastanawiała się już nawet, dlaczego tak nagle jej uczucia do chłopaka się zmieniły. Może po prostu musiała potrzebować takich przeżyć, żeby zobaczyć, że wcale nie jest jej obojętny. Edward wiele ryzykował dla niej, a ona miała gdzieś jego starania i wszelkie środki ostrożności, żeby nic się jej nie stało. Jej bezpieczeństwo było dla niego najważniejsze, a ona z tego wszystkiego sobie kpiła, aby tylko zrobić na złość ojcu. Musiała zmierzyć się z dręczącymi ją wyrzutami sumienia.
Oczy szczypały ją niemiłosiernie od napływających łez i równie szybko jak się odsunęła, przyczołgała się z powrotem do miejsca gdzie leżała. Bardzo chciała go przeprosić, po głowie krążyło jej milion słów, które mogłaby teraz wypowiedzieć, ale otwierając usta wyrwał się z nich tylko cichy szloch.
-T-tak bardzo cię przepraszam.- wykrztusiła z siebie kilka słów, próbując powstrzymać płacz, ale łzy dalej uporczywie napływały. Styles w milczeniu pokiwał delikatnie głową i znów ujął jej policzek. Momentalnie przymknęła powieki, przytulając twarz do gorącej dłoni. Kciukiem starł łzy i po chwili poczuła ciepły oddech na ustach. Leniwie otworzyła oczy i pochłonęła ją głębia szmaragdowych tęczówek. Z bliska jego oczy były jeszcze piękniejsze.
Okienka krat były na tyle duże, że udało mu się zbliżyć na tyle, żeby musnąć delikatnie jej wargi. Jej ciało momentalnie oblała fala gorąca i poczuła tak zwane motylki. Nie spodziewała się tego, czuła się oszołomiona jego posunięciem, ale gdy się odsunął, posłała mu nieśmiały uśmiech. Między nimi nie padło już żadne słowo, bo w takiej chwili były one zbędne.
Oparła głowę o kratę i siedząc tak ze złączonymi dłońmi, poczuła straszne zmęczenie. Edward zauważył to i usłyszała jego cichy, lekko zachrypnięty głos, który nucił jakąś piosenkę. Na jej usta wpłynął leniwy uśmiech i wsłuchując się, zasnęła.

9 komentarzy:

  1. Moze sie powtarzam ale ZAJEBISTE SIS!!!!nie chce zeby to sie konczylo, nie teraz :p co tu bd duzo pisac czekam na kolejny i duzo weny zycze :) biedna Irma, tyle wycierpiec, a Jared ? po prostu potwor, jak on mogl cos takiego zrobic

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział jest świetny ranyy, czekam na następny! chciałabym tu jeszcze coś napisać, ale nigdy nie umiałam komentować opowiadań haha

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem kochana jak twoje odczucia, ale czytając rozdział byłam pod wrażeniem. Wiesz, że zawsze wchodzę na twojego bloga z ogromną przyjemnością i pewnością, że zostanę tu coś dobrego. Tym razem też było. Nie odczułam przy końcówce żebyś to przyciągała ani nic. A jeśli ty tak piszesz twierdząc, że nie masz weny to chyba zacznę się nie cierpliwić na jej powrotu. Kochana to jest naprawdę dobre. Perspektywa Harrego była niezwykle emocjonalna i czuło się od niej niezwykłą prawdziwość. Zawsze budujesz swoimi opisami taką wyjątkową aurę. Mimo iż siedzę w domu to nawet nie wiem co sie dzieje w około. Zawsze zabierasz mnie w swój świat i czuję to rozczarowanie przy końcu rozdziału gdy muszę wrócić do rzeczywistości. Ich drobne gesty były niezwykle urocze i szczerze. Mam nadzieję, że lubisz dobre zakończenia i uwolnisz ich stamtąd ;)
    Trzymaj się kochana ;*
    Całuski :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww a Ty lubisz marudzić, kochana!
    Oglądałaś Bonda i miałaś taaaaką wenę, że omg!
    Jak możesz twierdzić inaczej! :D
    A co do końcówki, to wyszła Ci genialnie.
    Kochana popatrz na pozytywne strony - są wszędzie!
    Ta atmosfera, perspektywy, budowanie napięcia i opisy bohaterów i ich zachowań!
    Za to kocham to ff <3
    I nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo, że rozdziały pojawiają się rzadko, to jednak na każdy z osobna warto czekać w 100%! Wiesz, że jesteś coraz lepsza, prawda? Tę część czytałam z szeroko otwartymi ustami, tak bardzo jestem pod wrażeniem Twojego talentu. Brilliant! <3
    Tyle emocji... Aż nie mogę tego do końca opisać. Tak, jak mówilam, Irma u mnie bardzo zapunktowała. I coraz bardziej wydaje mi się, że Edwardowi nie chodzi tylko o "wypełnienie misji", ale coraz bardziej o samą dziewczynę. Cudownie to opisałaś, naprawdę nie mogę wyjść z podziwu. Wszystkie postaci są tak złożone... Na przykład Jared. Był dobrym facetem, ale nienawiść do Stylesa, którym w sumie się kiedyś opiekował, tak go zaślepiła, że ten skurwysyn, Silva, mógł to z łatwością wykorzystać... Bolało mnie serce, kiedy czytałam, w jaki sposób traktuje Irmę. Mam nadzieję, że mimo wszystko dostanie nauczkę.
    A na końcówce miałam łzy w oczach. Boże, serio, ręce mi się trzęsą i sama już nie wiem, co mówić. Jesteś swietna, piszesz niesamowicie i nigdy w to nie wątp. W przeciwnym razie będziesz miała ze mną do czynienia <3 KC xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Nadal czytam. Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam odcięta od komputera przez ostatni tydzień. Reflektuję się, co prawda... To będzie durny, dupny i krótki komentarz, ale... Nie czuję się na siłach, aby robić cokolwiek.
    Rozdział jest po prostu boski! Naprawdę mi się podoba!
    Troszkę umysł rozjaśnił mi się po tym rozdziale, ale zaczynam coraz bardziej nienawidzić Reed'a :D
    Za to końcówka! Bosz... Łzy stanęły mi w oczach. Dokładnie tak samo jak przy fragmencie, który opisuje jak traktują Irmę...
    Ja chcę pisać tak jak Ty! Budować tak rozdziały jak Ty! Jesteś po prostu niesamowita w tym co robisz i nie poddawaj się!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na nastepny. I ten Hazza <3 Słodkie ;** Szkoda że są uwięźeni.
    Caroline <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezuu, cudowny. Harry jest taki słodki. Przypomniała mi się scena z mojego ulubionego serialu-Pamiętniki wampirow, kiedy Elena była w celi obok Stefana, mierając bo musiała napić się krwi. Moim zdaniem bohaterkę wybrałaś idealną! Co do rozdziału- jest świetny! Bardzo dobrze opisany i dla mnie bombaa. To do następnego <3.

    OdpowiedzUsuń