Nie! Chciał krzyknąć, ale z jego gardła wydostało się
tylko ciche skrzeczenie. Jak przez mgłę usłyszał słowa Irmy i jego powieki
otworzyły się gwałtownie. Nie mogła tego zrobić. To on miał chronić ją, a nie
na odwrót. Ciągnięty przez tego drugiego mięśniaka, mógł tylko bezradnie
patrzyć jak Silva nachyla się nad dziewczyną i szepta jej coś do ucha. Irma
odwróciła głowę i widział na jej twarzy malującą się panikę. Miał ochotę wyrwać
się z objęć tamtego, ale ciało nie chciało w ogóle współpracować z jego mózgiem.
Po tych wszystkich otrzymanych kopniakach, był osłabiony i niezdolny do
czegokolwiek, nawet do wypowiedzenia jakichkolwiek słów. Za każdym razem gdy
próbował zaczerpnąć powietrza, ostry ból przeszywał okolice żeber. W ustach
czuł metaliczny smak krwi i czuł jak część jego twarzy zaczyna puchnąć. Musiał
wyglądać tragicznie, sponiewierany przez Reed’a i tego Payn’a i co
najważniejsze obawiał się tego, że w oczach Irmy nie jest już taki jak na samym
początku. Za wszelką cenę starał się udowodnić, że jest inny niż myślał Bond,
ale jednak wyszło na jego.
Był tak skoncentrowany na uwolnieniu dziewczyny, że nie
zaprzątał sobie głowy niczym innym. Może gdyby bardziej wytężyłby słuch,
usłyszałby jak tamci zakradają się za jego plecami. Wszystko wyglądałaby inaczej.
Przestąpił z nogi na nogę, czując jak kolana powoli
uginają się pod nim. Poczuł mocne szarpnięcie do góry i syknął z bólu.
-Payne, jak widzisz dama poprosiła o darowanie życia temu
oto chłopakowi, więc uszanujemy to życzenie.- poczuł jak dłonie sługusa Silvy
zaciskają się na jego ramionach i z całej siły zaczynają go wyciągać na
korytarz. Zacisnął dłonie, ale do jego oczu momentalnie napłynęły zły.
Zapomniał o tym jak potraktował go Jared. Prawa dłoń pulsowała bólem i nie
potrafił do końca zgiąć palców prawej dłoni, z wyprostowaniem ich również miał
problem.
-Nie sprawiaj problemów, ani nie kombinuj niczego
głupiego, bo pożałujesz tego. Gdyby nie ona już dawno byś nie żył, Styles.-
Payne syknął do jego ucha, ciągnąc jego wykończone ciało na parter. Minęli
główny korytarz i skierowali się w lewo. Zerknął na tabliczki informacyjnie na
ścianach. Wychodziło na to, że Payne prowadził go na jeszcze niższy poziom.
Potykając się o własne nogi, cudem nie upadając, zszedł na dół po schodach.
Znaleźli się w miejscu, które kiedyś, gdy szpital normalnie funkcjonował, było
kostnicą. Pomimo minionych lat, dało się tutaj wyczuć aurę śmierci i chłodu.
Przeszli jeszcze kilka metrów, po czym blondyn otworzył ciężkie metalowe drzwi
i wprowadził go do środka. Pomieszczenie było zupełnie puste, nie licząc
wielkiej klatki przedzielonej na pół, do której go wepchnięto. Czy ta druga
część była przeznaczona dla Irmy? Jeśli tak, to istniała jeszcze szansa, że
będzie mógł ją przeprosić za spieprzenie sprawy.
Z głuchym jękiem upadł na zimną i wilgotną podłogę.
Usłyszał dźwięk zasuwanej kraty, a potem trzask zamykanych drzwi i dopiero
wtedy podciągnął się i oparł plecami o ścianę. Wszystko mieli idealnie
zaplanowane. Tylko skąd dowiedzieli się o miejscu ich pobytu? Tak bardzo starał
się uniknąć wszelkiego kontaktowania się linią telefoniczną, a jednak.
Przypomniał sobie jak znalazł Irmę w tym barze i telefon Jareda. Nie możliwe,
że wtedy udało im się ich namierzyć.
Przetarł dłonią twarz, zapominając o siniakach
pokrywających połowę twarzy i wzdrygnął się, czując pod palcami spuchniętą i
lepką od krwi skórę. Odepchnął plecy i powolnymi ruchami zaczął zsuwać z ramion
płaszcz. Taka zwykła mała czynność, tym razem sprawiła mu dużo trudności i gdy
w końcu odrzucił na bok czarny materiał, musiał zrobić sobie krótki odpoczynek.
Nigdy w swoim życiu nie był aż poturbowany. Każdy skrawek ciała, nawet przy
najmniejszym ruchu, rwał i pulsował, było to do nie zniesienia. Jared odpłacił
mu się za to wszystko. Zaśmiał się sztucznie i powoli podniósł do góry
koszulkę. Jego oczom ukazało się fioletowe i nieco zapadnięte w niektórych
miejscach ciało, świadczące o tym, że zapewne miał połamane żebra. Reed zawsze
miał siłę. Pokazał to kilka razy, gdy wyręczał go w niektórych bójkach. W
takich sytuacjach, stojąc z boku, myślał tylko o tym, żeby nigdy nie być na
miejscu jego ofiary. Co za ironia losu.
Westchnął ciężko i pozwolił opaść ciału na bok. Podłożył
zwinięty płaszcz pod głowę i zamknął powieki. Musiał nabrać siły na wydostanie
się stąd i załatwienie przeciwników. Irma jakimś cudem opóźniła zabicie go, ale
gdy tylko skończą z nią, nadejdzie jego kolej. Za wszelką cenę musiał
uniemożliwić tamtym zrobienie jej jakiejkolwiek krzywdy, lecz z tego miejsca i
w takim stanie, nie mógł raczej nic zrobić. Czuł się okropnie nie tylko
fizycznie. Po jego głowie wciąż miotały się wyrzuty sumienia. Zacisnął zdrowa
dłoń i uderzył w nią w miejsce obok siebie. Koniec z użalaniem się nad sobą i
przejmowaniem się tym, co myślą inni. Jeśli naprawdę chciał udowodnić, że
zasługiwał na szacunek i miano nowego agenta 007, musiał zacząć coś robić.
Złożył obietnicę i pomimo tego, że zawiódł miał zamiar stanąć na nogi i
wypełnić zadanie, które mu powierzono. Pomimo wszystko.
*
Od momentu wyprowadzenia przez Liama, Edwarda, stał w
koncie, ukryty w cieniu i uważnie obserwował scenę, która rozgrywała się przed
jego oczami. Obserwował jak Irma odprowadza popełnionym troską i strachem
wzrokiem Styles’a. To było żałosne. Poświeciła swoje życie dla takiej kreatury
jaką był. Na miejscu Silvy od razu by się go pozbył, na jej oczach. Był
zawiedziony, że jego szef nie zrobił tego, tylko przystał na jej błaganie. Jednak
czuł się niezwykle zadowolony z faktu, że w końcu wyżył się na swoim byłym
przyjacielu. Oczywiście, wciąż odczuwał żądzę mordu, ale miał szczerą nadzieję,
że Raoul jak tylko rozprawi się z Lynd, pozostawi Styles’a jemu.
Z Edwardem znali się od dawna. Poznali się zaczynając
szkołę. Mieszkali praktycznie zaraz obok siebie, ale dopiero rozpoczynając
naukę, zaprzyjaźnili się. Już po dwóch latach zaczęli „rządzić” szkołą. Każdy
wiedział, że nie należy z nimi zadzierać, szczególnie z Edwardem. To on był tym
najgorszym, a na Jardzie spoczywała zawsze opieka nad pilnowaniem jego tyłka.
Kto by pomyślał, że po kilku latach ze Styles wyrośnie aniołek, który
podporządkowuje się prawu i zwalcza zło. Było to do niego wielkim zaskoczeniem,
gdy ta informacja dotarła do jego uszu. Ale przecież i on się zmienił. Do tego
kim teraz był doprowadziła jedna kłótnia pomiędzy nimi. Sprawcą była M.,
ukochana ciotka Edwarda, która przez cały czas miał go gdzieś, ale jak tylko
dowiedziała się o jego problemach, pojawiła się i zaczęła nim rządzić. Starał
się zawsze ochraniać działającego pod wpływem niepohamowanych emocji
przyjaciela, ale jedynie w zamian za to dostał masę oczerniających go słów i
winę, że to on był tym, przez którego się zmienił. Miał tego dość. W wieku 17
lat opuścił rodzinne miasteczko i wyjechał jak najdalej od tamtego miejsca.
Pozostawił za sobą wszystko. Zerwał nawet kontakt z własną rodziną. Chciał po
prostu uwolnić się od przeszłości, zacząć nowe życie. I tak przez zwykły przypadek
natrafił na Silve. Obojga łączyła nienawiść do tej samej osoby, więc mężczyzna
od razu sprzyjał pod swoje ramiona zbłąkanego chłopaka. Dzięki niemu, zmienił
się. Były agent stał się dla niego pewnego rodzaju mentorem. Uczył się od
niego, słuchał jego rad.
Od tamtego momentu minęło 5 lat. Zdobył zaufanie swojego
szefa na tyle, żeby tamten wyznaczył mu pierwsze, bardzo ważne zadanie. Sądził,
że wypełnił je bardzo dobrze. Córka Bonda była bardzo łatwą ofiarą. Wystarczył
jedynie jego urok osobisty i już była jego. Chociaż nie spodziewał się tego, że
sprawy potoczą się tak, że będzie musiał powstrzymywać napływające emocje
względem Lynd. Jednak w porę zawsze przypominał sobie, dlaczego to robił i
wszystko znikało.
Jakby wyczuwając, że jego myśli kręcą się wokół jej osoby,
zwróciła wzrok na jego postać. Przez kilka sekund, które dla niego trwały
wieczność, mierzyła go spokojnym wzrokiem. Nie mógł tego znieść. Jeśli myślała,
że wywoła u niego jakiekolwiek współczucie, myliła się. Spuścił ręce wzdłuż
ciała, zaciskając dłonie w pięści. W końcu odwróciła głowę w drugą stronę mając
widocznie dość jego widoku. Na potwierdzenie tego, zauważył grymas
wykrzywiający łagodne rysy jej twarzy.
Silva, który do tej pory był zajęty pieprzeniem o jakiś
głupotach, również to zauważył i przerwał swoją przemowę, zerkając najpierw na
nią, a później na niego.
-Och…-wyrwało mu się i klepnął się otwartą dłonią w
czoło.- Jakbym mógł zapomnieć. Irma pewnie chce porozmawiać ze swoim najlepszym
przyjacielem, czyż nie?
Dziewczyna spojrzała na niego spod byka, mamrocząc coś pod
nosem.
-Jared, może ty masz cos do powiedzenia? Nie krępuj się,
mów śmiało wszystko co ci przychodzi na myśl.- jego złowieszczy uśmiech coraz
bardziej się powiększał.- Zostawię was samych. Pewnie chcecie odrobinę
prywatności.- klasnął w dłonie, jeszcze raz mierząc ich spojrzeniem i opuścił
pokój.
Przestąpił z nogi na nogę, zastanawiając się od czego
zacząć, żeby przerwać panującą wokół ciszę. Raoul nawet nie wiedział jaką
radość sprawił mu przez tą propozycję. Miał zamiar wykorzystać słabe strony
dziewczyny, które poznał przez te 3 lata znajomości. Powoli kucnął naprzeciwko
niej i trzymając ją za brodę, zmusił, aby w końcu na niego spojrzała. Na
początku stawiała opór, wiec musiał użyć siły.
-Dlaczego? -wyszeptała ledwo słyszalnie. Przyjrzał się jej
twarzy. Dopiero z bliska zobaczył rozciętą wargę i siniak na policzku,
spowodowany jego uderzeniem. Parsknął cicho i zmierzwił swoja blond czuprynę.
-Byłaś tylko pionkiem w grze. – powiedział w końcu.-
Potrzebowaliśmy cię, aby dotrzeć do twojego ojca. Zapewne wiesz, że on i Silva
za bardzo za sobą nie przepadają? Dotarliśmy do tego, że ukrywa swój
najcenniejszy skarb i postanowiliśmy, że tak go zniszczymy. Pozbywając się
ciebie.
Jego palce przeniosły się powoli wzdłuż linii jej żuchwy
do policzka, ścierając po drodze samotna łzę.
-To co myślałaś, ze było między nami, było czystym
kłamstwem. Każda rozmowa, dotyk, czy nawet pocałunek, udawałem. Wiesz,
myślałem, że będzie to ciężkie zadanie, ale byłaś tak głupia i naiwna, że od
razu się na to wszystko nabrałaś. Ułatwiłaś mi tylko przez to pracę.
Zacisnęła szczęki, a jej oczy zabłyszczały z wściekłości.
-Ty bydlaku! Obyś po tym wszystkim zgnił w piekle.
Odchylił głowę do tyłu, śmiejąc się na głos. Była naprawdę
zabawna.
-O tak. Razem z twoim pięknisiem, Stylesem. Tak w ogóle,
myślałem, że masz lepszy gust co do facetów.
Tego już było widocznie za wiele. Z ust dziewczyny wyrwał
się ciche warknięcie, po czym splunęła mu w twarz.
-Pierdol się, Reed.
Wyprostował się i przetarł dłonią twarz, nieco
oszołomiony. Czy ta suka naprawdę to zrobiła? Sądził, że na dzisiaj da jej już
spokój, ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Krew zawrzała w jego żyłach.
Zaślepiła go wściekłość i nie kontrolując się przelał całą swoja złość w
kolejne uderzenie. Było ono na tyle mocne, że głowa dziewczyny opadła
bezwładnie, a ona sama straciła przytomność.
*
Poczuła jak ktoś delikatnie potrząsa jej ramieniem, a
następnie dotyka policzka. Od razu przypomniała sobie dłoń Jareda na swojej
twarzy i otwierając szeroko oczy, odsunęła się jak najdalej. Nie mogła już
więcej tego znieść. Brzydziła się tym człowiekiem. Szykowała już w głowie
kolejne przekleństwo, ale czekało ją zaskoczenie. Osobę, którą ujrzała przed
sobą, nie był Reed.
Edward klęczał po drugiej stronie celi wpatrując się w nią
z wyraźną troską i niepokojem. Zacisnął dłoń w pięść i położył ja na kolanie. Po
jego opuchniętej twarzy przemknął grymas, spowodowany pewnie tym, że tak szybko
się odsunęła. Pewnie pomyślał, że jego dotyk działa na nią odpychająco. Tylko
przecież tak nie było, już nie.
Jej serce przepełniło się ulgą. Pomimo tego, że był nieźle
poturbowany, żył i to było najważniejsze. Miała ochotę rzucić się naprzód i
przytulić się do jego ciała, ale spostrzegła ścianę składającą się z krat,
która ich oddzielała. Nie zastanawiała się już nawet, dlaczego tak nagle jej
uczucia do chłopaka się zmieniły. Może po prostu musiała potrzebować takich
przeżyć, żeby zobaczyć, że wcale nie jest jej obojętny. Edward wiele ryzykował
dla niej, a ona miała gdzieś jego starania i wszelkie środki ostrożności, żeby
nic się jej nie stało. Jej bezpieczeństwo było dla niego najważniejsze, a ona z
tego wszystkiego sobie kpiła, aby tylko zrobić na złość ojcu. Musiała zmierzyć
się z dręczącymi ją wyrzutami sumienia.
Oczy szczypały ją niemiłosiernie od napływających łez i
równie szybko jak się odsunęła, przyczołgała się z powrotem do miejsca gdzie
leżała. Bardzo chciała go przeprosić, po głowie krążyło jej milion słów, które
mogłaby teraz wypowiedzieć, ale otwierając usta wyrwał się z nich tylko cichy
szloch.
-T-tak bardzo cię przepraszam.- wykrztusiła z siebie kilka
słów, próbując powstrzymać płacz, ale łzy dalej uporczywie napływały. Styles w
milczeniu pokiwał delikatnie głową i znów ujął jej policzek. Momentalnie przymknęła
powieki, przytulając twarz do gorącej dłoni. Kciukiem starł łzy i po chwili
poczuła ciepły oddech na ustach. Leniwie otworzyła oczy i pochłonęła ją głębia
szmaragdowych tęczówek. Z bliska jego oczy były jeszcze piękniejsze.
Okienka krat były na tyle duże, że udało mu się zbliżyć na
tyle, żeby musnąć delikatnie jej wargi. Jej ciało momentalnie oblała fala
gorąca i poczuła tak zwane motylki. Nie spodziewała się tego, czuła się
oszołomiona jego posunięciem, ale gdy się odsunął, posłała mu nieśmiały
uśmiech. Między nimi nie padło już żadne słowo, bo w takiej chwili były one
zbędne.
Oparła głowę o kratę i siedząc tak ze złączonymi dłońmi,
poczuła straszne zmęczenie. Edward zauważył to i usłyszała jego cichy, lekko
zachrypnięty głos, który nucił jakąś piosenkę. Na jej usta wpłynął leniwy
uśmiech i wsłuchując się, zasnęła.
Moze sie powtarzam ale ZAJEBISTE SIS!!!!nie chce zeby to sie konczylo, nie teraz :p co tu bd duzo pisac czekam na kolejny i duzo weny zycze :) biedna Irma, tyle wycierpiec, a Jared ? po prostu potwor, jak on mogl cos takiego zrobic
OdpowiedzUsuńrozdział jest świetny ranyy, czekam na następny! chciałabym tu jeszcze coś napisać, ale nigdy nie umiałam komentować opowiadań haha
OdpowiedzUsuńNie wiem kochana jak twoje odczucia, ale czytając rozdział byłam pod wrażeniem. Wiesz, że zawsze wchodzę na twojego bloga z ogromną przyjemnością i pewnością, że zostanę tu coś dobrego. Tym razem też było. Nie odczułam przy końcówce żebyś to przyciągała ani nic. A jeśli ty tak piszesz twierdząc, że nie masz weny to chyba zacznę się nie cierpliwić na jej powrotu. Kochana to jest naprawdę dobre. Perspektywa Harrego była niezwykle emocjonalna i czuło się od niej niezwykłą prawdziwość. Zawsze budujesz swoimi opisami taką wyjątkową aurę. Mimo iż siedzę w domu to nawet nie wiem co sie dzieje w około. Zawsze zabierasz mnie w swój świat i czuję to rozczarowanie przy końcu rozdziału gdy muszę wrócić do rzeczywistości. Ich drobne gesty były niezwykle urocze i szczerze. Mam nadzieję, że lubisz dobre zakończenia i uwolnisz ich stamtąd ;)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się kochana ;*
Całuski :**
Aww a Ty lubisz marudzić, kochana!
OdpowiedzUsuńOglądałaś Bonda i miałaś taaaaką wenę, że omg!
Jak możesz twierdzić inaczej! :D
A co do końcówki, to wyszła Ci genialnie.
Kochana popatrz na pozytywne strony - są wszędzie!
Ta atmosfera, perspektywy, budowanie napięcia i opisy bohaterów i ich zachowań!
Za to kocham to ff <3
I nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <3
SUPER !!! ;**
OdpowiedzUsuńMimo, że rozdziały pojawiają się rzadko, to jednak na każdy z osobna warto czekać w 100%! Wiesz, że jesteś coraz lepsza, prawda? Tę część czytałam z szeroko otwartymi ustami, tak bardzo jestem pod wrażeniem Twojego talentu. Brilliant! <3
OdpowiedzUsuńTyle emocji... Aż nie mogę tego do końca opisać. Tak, jak mówilam, Irma u mnie bardzo zapunktowała. I coraz bardziej wydaje mi się, że Edwardowi nie chodzi tylko o "wypełnienie misji", ale coraz bardziej o samą dziewczynę. Cudownie to opisałaś, naprawdę nie mogę wyjść z podziwu. Wszystkie postaci są tak złożone... Na przykład Jared. Był dobrym facetem, ale nienawiść do Stylesa, którym w sumie się kiedyś opiekował, tak go zaślepiła, że ten skurwysyn, Silva, mógł to z łatwością wykorzystać... Bolało mnie serce, kiedy czytałam, w jaki sposób traktuje Irmę. Mam nadzieję, że mimo wszystko dostanie nauczkę.
A na końcówce miałam łzy w oczach. Boże, serio, ręce mi się trzęsą i sama już nie wiem, co mówić. Jesteś swietna, piszesz niesamowicie i nigdy w to nie wątp. W przeciwnym razie będziesz miała ze mną do czynienia <3 KC xx
Nadal czytam. Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam odcięta od komputera przez ostatni tydzień. Reflektuję się, co prawda... To będzie durny, dupny i krótki komentarz, ale... Nie czuję się na siłach, aby robić cokolwiek.
OdpowiedzUsuńRozdział jest po prostu boski! Naprawdę mi się podoba!
Troszkę umysł rozjaśnił mi się po tym rozdziale, ale zaczynam coraz bardziej nienawidzić Reed'a :D
Za to końcówka! Bosz... Łzy stanęły mi w oczach. Dokładnie tak samo jak przy fragmencie, który opisuje jak traktują Irmę...
Ja chcę pisać tak jak Ty! Budować tak rozdziały jak Ty! Jesteś po prostu niesamowita w tym co robisz i nie poddawaj się!
Pozdrawiam :)
Czekam na nastepny. I ten Hazza <3 Słodkie ;** Szkoda że są uwięźeni.
OdpowiedzUsuńCaroline <333
Jezuu, cudowny. Harry jest taki słodki. Przypomniała mi się scena z mojego ulubionego serialu-Pamiętniki wampirow, kiedy Elena była w celi obok Stefana, mierając bo musiała napić się krwi. Moim zdaniem bohaterkę wybrałaś idealną! Co do rozdziału- jest świetny! Bardzo dobrze opisany i dla mnie bombaa. To do następnego <3.
OdpowiedzUsuń