sobota, 1 marca 2014

Rozdział 12.


  -Jesteś pewien, że to właśnie tutaj ich przetrzymują?- mina Eve, która obserwowała stary budynek szpitala, nie wskazywała na to, że była przekonana do zapewnień Jamesa. Byłego agenta powoli zaczynała irytować jego towarzyszka. Zacisnął szczeki i jeszcze raz wyciągnął w jej stronę telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się mapa, na której na samym środku migała czerwona kropka, wskazująca miejsce, od którego znajdowali się jakieś kilkanaście metrów. Bond nie chciał wzbudzać żadnych podejrzeń, dlatego zaparkował samochód w niewidocznym z budynku miejscu, natomiast oni swobodnie mogli obserwować czy ktoś wychodzi lub wchodzi do środka.
-Zanim Styles opuścił stolicę, zainstalowałem w jego telefonie aplikację, która umożliwi mi zlokalizowanie go, kiedy będzie taka potrzeba. Tak, Eve, jestem pewien, że są tutaj!- warknął na kobietę, nie hamując już narastającej w nim złości. Mulatka skrzywiła się lekko, ale postanowiła już nic nie mówić, co ucieszyło mężczyznę. Był już wystarczająco podenerwowany tym, że jego córka trafiła w łapy jego największego wroga. I Styles tak samo. Co jak co, ale myślał, że chłopak bardziej postara się w swoim zadaniu. Był dla niego oschły i wymagający, ale pragnął tylko tyle, aby pokazał, że faktycznie zależy mu na tej pozycji.
  Gdy kilka dni temu otrzymał telefon od Styles, wiedział, że coś poszło nie tak. Miał się z nim kontaktować, gdy tylko nadejdzie jakieś zagrożenie. Przez ten czas Bond miał na zadaniu wytropić Silvę i po raz ostateczny go wykończyć! Jednak wszystko trafił szlag.
  Od trzech dni byli już na miejscu. Nie robili nic, tylko obserwowali. Wróg nie mógł wiedzieć, że są tutaj. James potrzebował czasu i planu jak odbić Irmę nie narażając ją przez to na utratę życia. Nienawidził być w takiej bezradnej sytuacji. Musiał szybko działać, tylko nie mógł liczyć na żadna pomoc. Eve praktycznie nie nadawała się do niczego, a jednak była tutaj z nim. Nie wspominał za dobrze ich ostatniej wspólnej misji, która zakończyła się dla niego upadkiem jego kariery. Jednak miał nadzieję, że tym razem go nie zawiedzie i nie zrobi żadnego głupiego czynu, jak np. postrzeli jego córkę, bo nie będzie miała innego wyboru. Na samą myśl jego ciało przeszły ciarki. Musiał szybko coś wymyślić. Denerwowało go to, że w tak ważnym momencie jego myśli okryte były mgłą. Sprawiało mu trudność skupienie się na czymkolwiek, bo co chwilę powracał do budynku i tego, co działo się za jego murami.
  Zerwał się gwałtownie i szybko wysiadł z samochodu, zatrzaskując przy tym drzwi. Oparł się o maskę samochodu i schował twarz w dłoniach. Nie przypominał w ogóle siebie. Kiedyś był zupełnie inną osobą. Silva doskonale wyczuł jego słaby punkt, jakim była da niego Irma. Trzymał ją w bezpiecznym miejscu, nie chciał aby nikt o niej wiedział, jej bezpieczeństwo było dla niego najważniejsze. Nie mógł znieść myśli, ze mogło jej się coś stać. Nie mógł stracić ostatniej osoby na świecie, która łączyła go jeszcze w jakiś sposób z Vesper…
-James?
  Wyprostował się na dźwięk swojego imienia i przez ramie rzucił obojętne spojrzenie w kierunku Eve. Kobieta przeniosła ciężar z jednej nogi na drugą i niepewnie wpatrywała się w niego.
- Idę tam. Ty zostajesz tutaj, tak jak się umawialiśmy przed wyjazdem. Gdy jakoś uda mi się ich stamtąd wydostać, dam ci znać. – odwrócił się do niej przodem. Widząc malującą się na jej twarzy niepewność, zacisnął szczękę, czując narastającą furię. A jednak coś pozostało, że starego Bonda. Wycelował w nią palec.- Rozumiemy się?!
Przymknęła powieki, odwracając głowę w bok.
- Jasne, szefie.- odparła cicho.
  Przez kilka sekund trwał w miejscu, ze wzrokiem wbitym w Eve. Dosłownie przez moment ukłuło go poczucie winy, ze nie powinien tak się na niej wyładowywać, ale zaraz uczucie zniknęło. Teraz musiał skupić się tylko na Irmie, Eve zajmie się później. Ruszył na tyły samochodu. Otworzył bagażnik i wyciągnął z niego broń. Wsunął pistolet za pasek, uprzednio zabezpieczając go. Później ruszył w stronę upatrzonego celu. Tego wieczoru, ktoś zapłaci za wszystkie wyrządzone mu krzywdy, życiem.

*

  Czas stracił już dla niej jakiekolwiek znaczenie. Kompletnie nie wiedziała, jaki był dzień, pora dnia i co najważniejsze, ile byli tutaj uwięzieni. 2 dni? Tydzień? A może miesiąc? Powoli zaczynała tracić nadzieję, że uda im się stąd wydostać. Przynajmniej nie żywym.
  Codziennie przeżywała to samo. Rano ktoś gwałtownie nią potrząsał, a gdy odmawiała posłuszeństwa brutalnie szarpali ją za ręce i podnosili, a czasami nawet przerzucali przez ramię jak szmacianą lalkę i wynosili na górę, gdzie dopiero tam czekało na nią prawdziwe piekło. Nie krzyczała, nie walczyła już nawet z nimi, tak jak pierwszego dnia, gdy oderwali ją od Edwarda. Poprzedniej nocy, ukołysana przez niego do snu, czuła się, choć przez chwilę szczęśliwa. Dobrze było na tej jeden krótki moment pouczyć coś przyjemnego, niż tylko ból i strach.
  Została obudzona tak jak do tej pory, tylko za pierwszym razem było to dla niej szokiem. Nie wiedziała, co się dzieje, dlaczego ktoś krzyczy na nią i siłą stawia na nogi. Zaczęła wołać Edwarda, szarpając go desperacko za rękę, aby się obudził. Widziała jak chłopak z początku nie wiedząc, co się dzieje, sennym, obojętnym wzrokiem patrzył jak próbują wyciągnąć ją z celi. Ona powstrzymując ich ostatkami sił trzyma się dzielącej ich kraty. Widząc jej twarz, wykrzywioną w bólu, momentalnie otrzeźwiał, jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Zerwał się na równe nogi i przez kraty chwycił napastnika za gardło. Poczuła jak dłoń olbrzyma zmniejsza ucisk na jej ramieniu i spróbowała się wyszarpnąć. Jednak w tym samym momencie, w pokoju pojawił się Reed. Bez namysłu wdarł się do celi Styles i powalił go jednym silnym ciosem na ziemię.
-Zabierz ją stąd, Payne. Silva już czeka.                                              

  I znów znajdywała się w tym samym pokoju, którym była przetrzymywana na samym początku. Coraz bardziej czuła jak opuszczają ją siły. Pomimo tego, że porywacze codziennie „dbali” o to, aby dostali posiłek, nie tknęła się niczego, co im podawano. Pusty żołądek ciągle dawał o sobie znać, ale starała się to ignorować. Było to co raz trudniejsze. Czuła, że jej organizm jest coraz to słabszy. Nawet teraz, będąc w pozycji siedzącej, miała trudność z utrzymaniem pionowo głowy, ręce drżały i próbując je uspokoić, wcisnęła je między kolana.
  Drzwi za jej plecami zaskrzypiały cicho i jej ciało momentalnie przeszył dreszcz. Zacisnęła usta w wąską linię i uniosła wzrok na Jareda. Blondyn kucnął naprzeciwko niej, wpatrując się w twarz dziewczyny z uśmiechem, za którym, nie kryło się ani trochę wesołości.
-Cześć piękna.- wyciągnął dłoń, chcąc dotknąć jej policzek, ale wyczuwając jego intencję, szybko odsunęła głowę. Jego twarz przeszył grymas niezadowolenia, lecz szybko zatuszował to kolejnym sztucznym uśmiechem.
-Och, Irma… Pomyśleć, że kiedyś lubiłaś, gdy cię dotykałem.
Powoli spojrzała niego, nie kryjąc obrzydzenia, jakim go darzyła. Na samą myśl o chwilach, spędzonych z tym człowiekiem i świadomości tego, że mu zaufała, robiło jej się niedobrze. Jak mogła wtedy czuć cokolwiek do takiego człowieka? Blondyn przechylił lekko głowę w bok, wciąż nie spuszczając z niej wzroku.
-Nie zamierzasz nic powiedzieć?
-Zostaw mnie w spokoju.- odparła po chwili, ciesząc się w duchu, że jej głos zabrzmiał spokojnie i nie zająknęła się przy każdym wypowiedzianym słowie.
-Bardzo mi przykro, skarbie, ale niestety dzisiaj jesteś skazana na mnie.- wyszczerzył się jeszcze bardziej i poklepał ją po kolanie. Na te słowa, poczuła, jak jej serce przyspiesza. Nie, tylko nie to! Panika ogarnęła całe jej ciało.
  Gdy była sam na sam z Silvą, mężczyzna tylko zadawał pytania, na które i tak rzadko udzielała odpowiedzi. Większości z nich były dla niej kompletnie nie zrozumiałe. Była wypytywana o pracę swojego ojca, o której mało co wiedziała. Silva był nadzwyczaj opanowany i pełny cierpliwości na jej milczenie. Jednak, żeby w końcu zmusić ją do czegokolwiek, posyłał tego mięśniaka zwanym, Payne, aby przyprowadził Jareda. Reed w porównaniu do swojego szefa szybko wpadał w złość i trudno było go kontrolować. Dlatego z prawie każdego przesłuchania lądowała w celi z coraz to bardziej opuchniętą twarzą. Perspektywa tego, że dzisiaj będzie musiała spędzić z nim cały ten czas, wywoływała u niej paniczny strach. Dostrzegł to, ponieważ nawet nie starała się już tego ukrywać. A on czerpał przyjemność z tego przerażenia.
  Tak bardzo pragnęła jego śmierci. Może gdyby miała, choć odrobinę siły… Nie, nie miała na co liczyć. Jej plan wyparował tak samo szybko jak się pojawił. Musiała pogodzić się z tym, że nigdy nie ucieknie z tego miejsca. Zamrugała gwałtownie powiekami, starając się pozbyć napływających do oczu łez.
-Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz?- wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy.- Przecież i tak nie powiem wam nic wartościowego.
-Nawet nie wiesz jak bardzo pragnę to zrobić.- z jego uśmiechu nie pozostało już nic. Tym pytaniem obudziła w nim jego prawdziwe „ja”. Jego tęczówki pociemniały i zabłyszczały złowieszczo. Przysunął twarz do niej, a ta odruchowo odsunęła się do tyłu.- Gdyby nie rozkazy Silvy, już dawno bym z tobą skończył, ale on wciąż uparcie twierdzi, że jesteś mu potrzebna.- zmarszczył brwi, kończąc swoją wypowiedź. Podniósł się powoli z miejsca i zaczął przechadzkę po pokoju. Ona w dalszym ciągu siedziała jak sparaliżowana, bojąc się zrobić jakikolwiek ruch.
  Ciszę, przerwała seria krótkich wystrzałów, dochodząca zza zamkniętych drzwi. Kątem oka dostrzegła jak Jared zatrzymuje się gwałtownie i uważnie nasłuchuje. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pojedyncza pionowa kreska. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie, więc to, co się działo gdzieś tam w głębi budynku, nie było zaplanowane. Zaciskał i rozluźniał dłonie, był bardzo niespokojny. Czyżby coś poszło nie tak?, pomyślała, czerpiąc satysfakcję z jego miny. Poczuła narastającą falę nadziei. Co jeśli wieść o ich porwaniu dotarła do ojca i wysłał kogoś, aby ich odbił? Zagryzła policzek od wewnętrznej strony, aby się powstrzymać od wpływającego na usta uśmiechu.
-Nawet nie myśl o ruszeniu się stąd!- twarz byłego przyjaciela, nagle pojawiła się tuż przed nią.
-A co mi zrobisz?- zapytała z nutką sarkazmu.
-Wtedy już nikt nie stanie na przeszkodzie, żeby cię zabić.- i właśnie w tedy w jego oczach zobaczyła, że mówi prawdę. Odwrócił się na pięcie i wyszedł zostawiając ją samą, pogrążoną w myślach.
  Nienawidziła być w niepewności, musiała wiedzieć, co tak naprawdę tam się działo! Zaczęły targać nią wątpliwości, czy zostać na miejscu czy uciekać i liczyć się z tym, że jeśli strzały nie pochodziły od sojuszników jej dalszy los jest już przesądzony. Tylko, co jeśli Edward jest w niebezpieczeństwie? Nagle jej życie przestało ją obchodzić. Jeśli miała zginąć, dobrze, ale złożyli obietnicę, że Edward zostanie puszczony wolno. Musiała dopilnować, żeby dotrzymali swojego zdania.
  Zebrała w sobie ostatki sił i podniosła się z krzesła.
-Pieprz się, Reed.- wymamrotała do siebie i wyszła na korytarz.

8 komentarzy:

  1. ojojo ale bd akcji w następnym :D nie chce byc w skórze Reed'sa gdy Bond go dorwie :D może sie z nim "łagodnie" obejdzie, hahahah nie xD i ciekawe jak James zareaguję, jak sie dowie, że irma darzy uczuciami Edwarda, raczej nie bedzie zachycony, kurcze dodawasz szybko następny rozdział :******

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdział! dziękuję że zdecydowałaś się kontynuować to opowiadanie, już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe opowiadanie, ciekawy pomysł. Według mnie można poruszyć jakiś inny wątek taki, którego jeszcze nigdy nie było, i którego nikt się nie spodziewał. Czemu, to dodaje inspiracji oraz pomysły na dalsze wątki. Nie kończ go jeszcze, bo naprawdę jest to bardzo fajne opowiadanie. Pozdrawiam, bella albo @luvmybatman :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To nadal wciąga, kochanie! :)
    Masz wenę, to widać <3
    Nadal jest dużo akcji i tyle elementów, serio. Jak idealny James Bond :D
    Czekam na kolejny! :)
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam Cię za tę obsuwę, ale urodzinowe szaleństwo mnie dopadło i dopiero teraz jestem w stanie skomentować, choć może mój stan nie jest jeszcze normalny ;p
    Cieszę się, że wróciłaś do nas ze swoją twórczością. Stęskniłam się za Twoi stylem pisania i przedstawiania postaci. Robisz to cholernie oryginalnie i mam nadzieje, ze niedługo pojawi się kolejny rozdział tutaj i na tym nowym blogu ;))
    Rozdział jest bardzo dobry. Trzyma niesamowicie w napięciu, a akcja leci w przyjemnie szybkim tempie. Całość jest niezwykle płynna i kiedy zaczęłam czytać, to nawet nie wiem kiedy - pojawił się koniec ;c Twoje opowiadanie nadal wciąga i zawsze czuje niedosyt przy końcówce. Mam nadzieje, że nie każesz nam długo czekać na next!
    KC <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, po pierwsze i najważniejsze - uważam, że nie powinnaś kończyć tego opowiadania. Oczywiście, zrobisz, co uważasz, za stosowne, ale gdybyś faktycznie zmierzała ku finishowi, to straciłabyś okazję na rozwinięcie wątku Irmy i Stylesa, a on ledwo co się zaczął. Proszę, przemyśl to, kochanie. Masz cudowny talent i wspaniały pomysł, może po prostu zrób sobie przerwę, a potem wróć :) Oczywiście, to tylko sugestie, wiesz, że jestem Twoją fanką <3
    Co do rozdziału... Jezu, jestem taka rozwalona tym, co się dzieje. Od początku wiedzialam, że Jared to straszny chuj, ale jak można być aż tak dwulicowym palantem? Nie potrafię tego zrozumieć. Nie potrafię zrozumieć, jak mogą obchodzić się z nią w taki sposób... I jeszcze Styles, jak go uderzył, to aż mnie zabolało. Proszę, niech James już ich znajdzie, proszę, nie uśmierć nikogo, bo bym tego nie przeżyła :o No, Jareda możesz :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Na samym początku chce cię przeprosić za moja cholernie długą nieobecność. Wiem ze w tym wypadku nawaliłam ale to tylko i wyłącznie z powodu braku dostępu do pełnego internetu. Trochę to trwało, ale w końcu jestem (:
    Tak sobie czytam te rozdziały i takie wow - tylko nie wiem jeszcze z jakiego powodu; czy dlatego że napisałaś, iż kończysz już to ff czy też dlatego że Irma zrozumiała, ze Edward nie jest jej obojętny sgdgsuehdhieir teraz tylko kwestia wydostania sie z tego gowna i będą wolni. Podejrzewam ze Bond zabije Stylesa za taki obrót akcji ale mam nadzieję że Irma go uratuje haha xd
    Kocham cie ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Koocham <33 kiedy next?

    OdpowiedzUsuń