czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 1.



Nowa siedziba MI6 mieściła się w wielkim szklanym wieżowcu tuż nad brzegiem Tamizy. Przeniesienie rzeczy, które nie ucierpiały w wybuchu sprzed niespełna roku nie zajęło dużo czasu, ale i tak napotkało to na swojej drodze kilka kłopotów. James, jako nowy szef musiał szybko odnaleźć się w nowej sytuacji, jakim było panowanie nad tak dużą agencją. Było to nie lada wyzwanie. Jeszcze rok temu sam był tak zwanym sługusem M, a teraz odziedziczył po niej wszystko, łącznie z jej zastrzeżeniami, co do prowadzenia całego przedsięwzięcia. Nie mógł jednak powiedzieć ani jednego złego słowa o tej kobiecie, ponieważ tak naprawdę zawdzięczał jej wszystko.
Po kilku tygodniach komplety wszystkich dokumentów i różnych mniej lub więcej ważnych rzeczy znalazło się w nowym, bezpiecznym miejscu. Wszyscy powoli wracali do normalności.

Sielanka niestety nie trwała długo. Wiadomości o rzekomym powrocie Silvy pojawiły się w nadzwyczaj nieoczekiwanym momencie. Jakim cudem, ktoś, kto uznany był za zmarłego, znów pojawił się i rozpoczął swoją zemstę? Tak naprawdę wszyscy pragnęli zignorować tę rzekomą plotkę. Kto by się tym przejmował? Jenak wszystko nabrało barwy, kiedy na biurku Jamesa pojawiła się koperta zaadresowana do niego.
-Co to jest?- spytał, starając nie patrzeć na wygrawerowane na środku kremowego papieru jego imię i nazwisko. Eve zagryzła nerwowo wargę.
Domyślając się, że nie otrzyma od kobiety odpowiedzi, wyciągnął list z otwartej już wcześniej koperty. Każdy list zanim trafił do jego rąk, był sprawdzany przez techników.
Powoli rozłożył zgiętą na pół kartkę. Przesunął wzrokiem po całości, badając staranny styl pisma. Bez żadnych wątpliwości nadawcą był Silva. Zacisnął szczękę i zaczął czytać.
-A niech go!- ryknął, zgniatając papier w jednej dłoni i cisnął nim przez pokój. Zerwał się na równe nogi i podszedł do wielkiego okna, znajdującego się tuż za jego plecami. Oparł dłoń na chłodnej szybie i wbił wzrok w krople deszczu spływające po zewnętrznej stronie okna.
-Co się stało?- usłyszał jej zaniepokojony głos.- To on, prawda?
-Przyprowadź do mnie Styles'a.- odrzekł suchym tonem ignorując pytanie mulatki.
-James...
-Natychmiast!
-Tak jest.- w jej tonie dało się wyczuć, że nie jest zbytnio zadowolona z tego, że to właśnie ona padła ofiarą jego wybuchu. Nie musiał się odwracać, żeby wiedzieć, że wyszła z pomieszczenia. Zasygnalizowała to trzaśnięciem drzwiami. Nie tolerował czegoś takiego, ale nie miał najmniejszej ochoty myśleć o takich błahostkach. Nie, kiedy słowa Silvy wyraźnie mówiły, że wie o jego córce. Zacisnął dłoń w pięść i opierając o nią czoło wziął głęboki oddech. Nie mógł pozwolić, żeby coś się jej stało. Obiecał ja chronić i do tej pory wszystko szło zgodnie z jego planem. Wychowywała się na obrzeżach Londynu z dala od jego służbowego życia. Nikt nie wiedział o jej istnieniu, oczywiście za wyjątkiem M. To ona po części zapewniła jej bezpieczeństwo. Jakim cudem dowiedział się o niej?
-Chciał mnie pan widzieć.
Usłyszał za swoimi plecami, spokojny lekko zachrypnięty głos i w końcu odwrócił się. Momentalnie ogarnęła go kolejna fala gniewu. Nie znosił tego chłopaka, a w szczególności jego postawy wobec wszystkich. Był zapatrzonym w siebie dupkiem. Prowokował go na każdym kroku zachowując się jakby wszystko to, co było skierowane pod jego adresem wcale go nie obchodziło. I jeszcze na dodatek ten kpiący uśmieszek, który niemal codziennie gościł na jego ustach, doprowadzał go do szału. Według Jamesa w ogóle tutaj nie pasował i gdyby zatrudnienie go nie było kolejnym życzeniem M, już dawno wylądowałby wraz ze swoimi rzeczami na zewnątrz budynku. Skąd ona go wytrzasnęła, myślał za każdym razem, kiedy tylko widział go na oczy. Kiedy w trakcie odczytywania testamentu dowiedział się o ich pokrewieństwie i o tym, że to właśnie Styles ma zająć jego miejsce, nie wytrzymał i wyszedł z pomieszczenia. Skończyło się na tym, że po dotarciu do domu zniszczył jedyną pamiątkę o byłej pracodawczyni, czyli parcelowanego pieska ubranego w kubraczek w brytyjska flagę i zatopił swój gniew w alkoholu.
-Tak, w rzeczy samej. Siadaj.- wskazał na fotel przed biurkiem i sam usiadł na swoim miejscu. Oparł łokcie na blacie i zmierzył bruneta, kiedy ten lokował się na swoim miejscu. Wyciągnął swoje długie nogi przed siebie i opierając przed ramiona na oparciu, uśmiechnął się do niego.
-No więc słucham, szefie.
Musiał się powstrzymać przed skomentowaniem jego zachowania, ale nie chciał dać mu jakiekolwiek satysfakcji, więc tylko zacisnął szczękę. Poczekał kilka sekund, aż częściowy gniew zejdzie i postarał się o spokojny oficjalny ton, kiedy podawał chłopakowi informacje co do jego nowego zadania.

*

Myślał, że już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Spojrzał na zegarek i nie potrafił uwierzyć, ze przesiedział tam tylko godzinę. Przecież czas ciągnął się nieubłaganie. Nie darzył zbyt dużą sympatią szefa i wiedział, że tamten jest podobnie nastawiony do jego osoby. W tracie tego ‘spotkania’ pozwolił mu mówić. Oczywiście miał ochotę na rzucenie kilku zgryźliwych uwag, ale powstrzymał się. Jakoś dzisiaj nie miał ochoty na wdawanie się kłótnię z szefem.
Chciał jak najszybciej udać się do domu i przemyśleć wszystko to, co usłyszał. Nie dało się ukryć, ze był zaskoczony tym, co usłyszał. Bond miał córkę. I to on, Edward Styles miał na zadaniu chronić ją przed psychicznym bandytą, który zagrażał jej życiu.
-Zapowiada się ciekawy rok. – mruknął do siebie wychodząc na zewnątrz budynku. Spojrzał na niebo i westchnął z rezygnacją. Nie zapowiadało się, żeby deszcz tak szybko ustąpił. Postawił kołnierz płaszcza i biegiem puścił się w stronę samochodu.



~~*~~

Taadam. Pierwszy rozdział za mną w całkiem innym opowiadaniu. Jest, hmm... OK? Według mnie mogło być lepiej, ale nie miałam zbytnio pomysłu na ten pierwszy rozdział. Obiecuję, że następne będą nieco dłuższe i wszystko to czego jeszcze nie wyjaśniłam się w nich ukaże :)
Przepraszam, ze od prologu aż do tego rozdziału minął taki długi okres czasu. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe? 
Dziękuję za miłe komentarze pod prologiem i że znalazło się kilka osób, które będą czytać to opowiadanie.
xx

2 komentarze:

  1. ciekawie się zaczyna :P lubię takiego Bonda i czekam na więcej akcji <3 bo trochę króciutkie :P a co do pisania to sjkdhaksjhfdkjsa, coraz lepsze robisz opisy ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ty kiedyś uwierzysz w swoje możliwości pisarskie? Bo jeśli nie, to sama ci je wtłukę, delikatnie mówiąc, do głowy. Jestem pod wrażeniem, gdyż wiem, iż pisanie w takiej tematyce moze być trudne, ale jak widze, tobie, kochana, to nie sprawia problemu, więc wiesz. Pisz dalej, twórz dalej, myśl dalej *WYKREŚLONE PRZEZE MNIE: UżerajSięZTąCholerąZwanąWeną* XD
    Mi sie tam podoba ten rozdział i mimo tego, iż mój komentarz wyczerpujący nie jest, to mogę ci przysiąc, że będę wyczekiwała nowego wpisu, który MAM NADZIEJĘ, pojawi się szybciej niż rozdział pierwszy, rightttt? (:
    Na marginesie. Tak mało Harry'ego w tym rozdziale, a ja już zdążyłam się zauroczyć jego wredną postawą i aroganckim zachowaniem. Hahaha, dobre, co nie?
    Dobra, nevermind.
    Kocham Twoje opowiadania i nie zapominaj o tym.
    ily xoxo

    PS NAGŁÓWEK - CUDOWNY ! <3

    OdpowiedzUsuń