piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 2.

- Jared, przestań!- od dobrych pięciu minut nie potrafiła uwolnić się od natrętnych rąk przyjaciela. Wiła się na łóżku, prawie dusząc się ze śmiechu, a łzy ciekły ciurkiem po jej rozgrzanych policzkach. Dłonie chłopaka błądziły po jej bokach, łaskocząc ją bezlitośnie.
-P-p-proszę!- wykrztusiła i po raz ostatni odepchnęła go od siebie. Ku zaskoczeniu, poskutkowało. Nabrała kilka głębokich oddechów, żeby uspokoić szalejące serce i starła dłońmi łzy. Jared położył się obok niej opierając głowę na ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
-Jesteś okropny.- burknęła, szturchając go w ramię. Zaśmiał się w odpowiedzi.
-Ale mimo to mnie uwielbiasz.- odparł z błyskiem w oku.
Wywróciła oczami, śmiejąc się cicho. Ale tak, mówił prawdę.
Jareda znała od prawie 3 lat. Poznali się już pierwszego dnia, kiedy oboje zaczynali studia. Byli na tym samym kierunku i jakoś od razu nawiązali ze sobą kontakt. Nigdy przez dwa lata znajomości nie przyszło jej do głowy, że z ich przyjaźni mogłoby wyniknąć coś więcej. Zmiany nadeszły dopiero w tym roku. Wmawiała sobie, że dalej są na etapie przyjaźni, ale chwile jak ta teraz, robiły jej w głowie mętlik.
Zagryzła wargę, kiedy przysunął się bliżej. Nie potrafiła oderwać wzroku od jego hipnotyzujących zielonych tęczówek. Wyciągnął dłoń, po czym założył jej za ucho kosmyk włosów.
-Wiesz o tym, że jutro mamy nasz pierwszy egzamin i powinnyśmy się trochę pouczyć?- wyszeptała, przymykając powieki, kiedy opuszkami palców przejechał po jej policzku.
-Wiem, ale chyba możemy pozwolić sobie na chwilę odpoczynku…- zadrżała czując jego ciepły oddech tuz przy ustach.- Poza tym nie mam teraz ochoty na naukę.- mruknął i niemal natychmiast złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Odwzajemniła ten pocałunek wplatając dłonie w jego miękkie włosy. Och, tak bardzo nienawidziła tego, że tak szybko ulegała jego pieszczotom. Była świadoma tego, że nie powinni się tak zachowywać dopóki nie zostaną oficjalnie parą, ale bała się zahaczyć o ten temat. Sama nie była do końca pewna czy chciałaby zostać jego dziewczyną. Owszem czuła się dobrze w jego towarzystwie, Jared jak nikt inny potrafił ją zrozumieć, ale zawsze była ta niepewność.
Dłoń chłopaka zaczęła przesuwać się po jej talii, aż spoczęła na biodrze, gdzie lekko zacisnął palce. Poczuła jak uśmiecha się przez pocałunek, kiedy szarpnęła go delikatnie za włosy.
-Irmo?!- do jej uszu dobiegł donośny głos ojca zaraz potem dosyć głośne trzaśnięcie wejściowymi drzwiami. Otworzyła szeroko oczy i szybko odepchnęła od siebie Jareda, co spotkało się z jego niezadowolonym jękiem.
-Irmo, jesteś w domu?- głos dochodził z bardzo bliska, więc zapewne James znajdował się w drodze do jej pokoju. Jęknęła cicho i zepchnęła zdezorientowanego chłopka z łóżka.
-Cholera! Irma!- syknął podnosząc się z podłogi. Posłał mu przepraszające spojrzenie i kiwnęła głową w stronę biurka.
-Taak, jasne. Stwarzamy pozory, że się uczymy.- burknął pod nosem i usiadł na wyznaczonym przez nią miejscu. Otworzył książki, wziął do ręki zeszyt i spojrzał na nia z uniesionymi brwiami.
-Pasuje?
-Tak, pasuje!- pokazała mu język i zanim do pokoju wszedł James, zdążyła poprawić swoje wzburzone włosy i rozłożyć na kolanach notatki.
-Och, tutaj jesteś… Witaj, Jared.
-Dobry wieczór, panie Bond.
Oboje obdarzyli się, krótkim przyjaznym uśmiechem, po czym wzrok mężczyzny przeniósł się na nią.
-Emm, musze z tobą porozmawiać…- zaczął i posłał krótkie znaczące spojrzenie na Jareda.

Oderwała wzrok znad zeszytów powoli podnosząc go na rodziciela.
-To ja już lepiej pójdę. Do zobaczenia jutro. Przyjadę tak jak zawsze, o wpół do dziewiątej.- żegnając się, cmoknął ja w policzek, a z jej ojcem wymienił się krótkim skinieniem głowy.
-Do jutra.- zawołała za nim, nim zniknął za drzwiami. Słyszała jeszcze jak zbiega po schodach i kilka sekund zamyka za sobą drzwi. Po tym wszystkim nastąpiła długa, niezręczna cisza.
-Wróciłeś dzisiaj dosyć wcześnie.- stwierdziła, mierząc poderzną sylwetkę ojca. Jak zwykle wyglądał hmm, oficjalnie. Ubrany w czarny garnitur, spod którego wystawała biała koszula.
-Muszę ci coś powiedzieć.
Pięknie, wiec zapowiada się długa przemowa, pomyślała, składając notatki na bok. Przesunęła się na skraj łóżka, spuszczając nogi na podłogę i z wyczekiwaniem oczekiwała na to co powie.
-Nie możesz zostać w Londynie. Zagraża ci śmiertelne niebezpieczeństwo i musisz jak najszybciej stąd zniknąć.- ton jego głosu był poważny i stanowczy.
Wytrzeszczyła na niego swoje brązowe oczy.
-Że co?! Chyba nie…- zamilkła, zaciskając usta. Odwróciła od niego wzrok.- Wiesz, ze mam teraz ważne egzaminy i nie mogę opuścić zajęć dopóki nie skończę roku.
-Wszystko już załatwiłem. Będziesz mogła zaliczyć egzaminy po powrocie, o ile taki w ogóle nastąpi.
Zacisnęła pięści na kolanach.
-Chyba sobie żartujesz! Nie mogę tak po prostu sobie wyjechać, bo ty ubzdurałeś sobie, że coś mi grozi!
-To wcale nie są żarty, Irmo!- jego ostry ton spowodował, że poczuła ciarki na ciele. Jego twarz była wykrzywiona w grymasie, a jego błękitne tęczówki błyszczały złowrogo.
-Wyjeżdżasz pod koniec tygodnia. Jutro spotkasz się z moim podwładnym, który będzie odpowiedzialny za twoje bezpieczeństwo.
-Mogę chociaż wiedzieć gdzie się udaję?- wymawiając te słowa starała się aby jej głos ani na chwilę nie zadrżał.
-Dowiesz się w swoim czasie.- odparł chłodno i odszedł. Szybko zerwała się z łóżka i gdy tylko zniknął za progiem, zatrzasnęła z nim drzwi. Następnie opierając się o nie plecami, zjechała powoli, aż usiadła na dywanie. Przez chwilę wpatrywała się na ciemniejące za oknem niebo. Dlaczego on wszystko potrafił zniszczyć. Dopóki nie pojawił się w jej życiu, wszystko było w jak najlepszym porządku. Mieszkała na obrzeżach Londynu i miała się wspaniale. Potem pojawił się on. Zmusił ja do przeprowadzenia się do stolicy, za jego ‘radą’ zaczęła studiować stosunki międzynarodowe. I teraz, kiedy zdążyła się do tego wszystkiego przyzwyczaić, karze jej wyjeżdżać.
-Nienawidzę cię.- wyszeptała i schowała twarz w dłoniach.

*

Zamknął za sobą drzwi, akurat w tym samym momencie, gdy jego telefon zadzwonił. Wyciągnął szybko urządzenie z kieszeni kurtki i nie spoglądając na wyświetlacz, odebrał. O tej porze spodziewał się tylko telefonu od jednej osoby. Przystanął na moment przy bramie wjazdowej do posiadłości Bonda. Oparł się o kamienny murek i spojrzał na dom, gdzie po kolei zapalały się światła na piętrze. Zmarszczył delikatnie czoło wsłuchując się w głos rozmówcy i wzdychając cicho, przesunął dłonią po włosach.
- O nic się nie martw. Wszystko jest pod kontrolą, o niczym się nie domyślają.- odparł, ruszając powoli chodnikiem w stronę swojego samochodu.
Wsunął swoje ciało na miejsce za kierownicą i odpalił silnik. Zakończył rozmowę, rzucając telefon na siedzenie obok. Zerknął jeszcze raz w lusterko wsteczne, na oświetlony dom i powoli odjechał w obeznanym przez siebie kierunku.

~~*~~
Lubię ten rozdział tylko z tego powodu, że jest nowa postać, haha. Żeby nie było, nie wpadłam na wprowadzenie postaci Jareda wczoraj, była ona zaplanowana już wcześniej :) Mam co do niej pewne plany.

W ogóle nie spodziewałam się, że dodam ten rozdział od razu. Napisałam go wczoraj, dzisiaj dokończyłam i myślałam, że trochę poczekam z dodaniem, ale pewna osoba (Cath) nalegała, żeby dodać ;p Znowu krótko, ale postanowiłam, że tak właśnie będę pisać. Jest mi po prostu lepiej. Teraz czekam na natchnienie na następny :)

A! I jeszcze jedno! Chciałabym z całego serca podziękować @alekslloyd za tyle wspaniałych słów.  Jesteś kochana! Ily<3

xx

4 komentarze:

  1. Już polubiłam Jareda ;D sympatyczny koleś :P ciekawie jak zareaguje na jej wyjazd, może będzie jej towarzyszyć? :P ale to byłoby awkward on i Hazza w jednym pomieszczeniu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwwwwwww !! Te wspaniałe słowa nie są rzucane na wiatr, bo są prawdą! Tylko trzeba uwierzyć w swoje możliwości. *powiedziała osoba, która zjebała swój rozdział na blogu,ale ok*. Ja tam uważam, że piszesz wspaniale, ciekawie, uroczo, fenomenalnie.. ehm, słodzić dalej? ^^
    Nie mogę się, kurde, doczekać konfrontacji Edwarda z Irmą! KUDBYBIWBSDWBWBW *_*
    Mam mieszane uczucia, co do Jareda... Hm, coś mi tutaj śmierdzi, bo zazwyczaj tacy prawdziwi przyjaciele potrafią zbić nóż w plecy.
    Fuck, każdy mi przeszkadza, jak piszę ci ten komentarz. UGHHH, zamorduje!
    Miałam coś jeszcze napisać, ale mi z głowy wypadło. Uh, zabij mnie no. hahah XD
    ...
    ACH, WIEM!
    Zbieraj siły, inspirację, pomysły na nowy rozdział, bo to wiesz, ciekawe jest i w ogóle, ku mojemu zdziwieniu podobają mi się TWOJE krótkie rozdziały. (nie żeby się kiedyś nie podobały <3)
    JESTEM TWOJĄ FANKĄĄ NUMER ONE! (;
    Wydaje mi się, że to wszystko, co miałam do powiedzenia.
    ilysm xoxox

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam niedawno, skończyłam JUŻ!!! Chcę dalej!!! Czekam niecierpliwie na nexta...
    Blog ekstra, super, genialny, boski...brak słów...
    Weny życzę/ Zu

    OdpowiedzUsuń
  4. podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń