piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 3.


Kiedy rozpoczął pracę w MI6, dla wszystkich było to niemałe zaskoczenie. Jak ktoś, kto ma dopiero dwadzieścia jeden lat i tak małe doświadczenie zawodowe, może być mianowany na zastępcę Bonda? Sam był zaskoczony, gdy po odczytaniu testamentu zmarłej usłyszał swoje nazwisko i to, co dla niego zaplanowała. Od jego narodzin kobieta była uznawana za jego ciotkę, ale tak naprawdę nią nie była. Dopiero w wieku siedemnastu lat dowiedział się całej prawdy. Ale pomimo tego, że nie było między nią, a rodziną Styles pokrewieństwa, nikt nie zamierzał zrezygnować z tego, co połączyło ich z M. W dalszym ciągu traktowali ja za członka rodziny i jej śmierć bardzo nimi wstrząsnęła.

Minęło sporo czasu zanim większość pracowników zaczęła go akceptować. Ale nie obeszło się od grupy osób, które w dalszym ciągu nie pochwalały decyzji M. Do tej grupy należał między innymi nie kto inny, jak jego poprzednik. Były agent 007, James Bond. Dało się wyczuć pomiędzy nimi, już przy pierwszym spotkaniu, że nie żywią do siebie sympatią. Za każdym razem Bond dawał mu do zrozumienia, że gardzi jego osobą i, ze nie jest godzien być jego zastępcą. Widocznie bolało go to, że sam nie mógł wybrać swojego poprzednika i musiał przystać na decyzję swojej byłej szefowej.
Stawianie się codziennie na miejscu pracy wcale nie sprawiała mu takiej przyjemności. Gdyby mógł pracować na odległość, zaszyłby się w swoich czterech kontach, z dala od władczego szefa. Jednak ten miał inne plany, co do jego osoby.
Wciąż nie potrafił uwierzyć w to, że James ma córkę. Jakim cudem udało mu się to ukryć przed wszystkimi?
Chłopak zaparkował swoje czarne Audi w podziemiach budynku i przemierzył szybko parking, zmierzając w stronę wind. Przez ten cały czas miał przed sobą obraz dziewczyny, którą miał na zadaniu chronić. Dopiero po dwóch dniach od spotkania dostał wszystkie możliwe informacje na jej temat. Była w jego wieku i studiowała na jednym z najlepszych londyńskich uniwersytetów, jakżeby inaczej. Swoja jedyną córeczkę musiał trzymać jak najbliżej siebie. Edward prychnął na tę myśl i przystanął na chwilę, aby wyciągnąć wibrujący telefon z kieszeni marynarki.
-Kurwa.- mruknął, widząc nazwisko szefa na wyświetlaczy i powoli przystawił urządzenie do ucha.
-Gdzie jesteś, Styles?- kiedy nikogo nie było w pobliżu, zawsze zwracał się do niego po nazwisku. Nie cierpiał tego. Zacisnął zęby i po sekundzie odpowiedział na jego pytanie.
-Na parkingu. Właśnie mam zamiar…
-Nie fatyguj się na górę. Bardziej jesteś potrzebny w terenie niż tutaj.- przerwał mu mężczyzna.- Jedź sprawdzić co z Irmą. Za pół godziny kończy zajęcia. Dopilnuj, żeby bezpiecznie dotarła do domu. To tyle.
Chłopak otworzył usta, ale usłyszał jedynie głuche pikanie po drugiej stronie. Wypuścił głośno powietrze i odwróciwszy się na pięcie ruszył powrotem do swojego samochodu.

GPS w niecałe piętnaście minut pokierowało go pod uniwersytet, do którego uczęszczała dziewczyna. Zaparkował po drugiej stronie budynku i wysiadł. Oparł się o bok karoserii i krzyżując ramiona na piersi uważnie przyjrzał się budynku. Była to wielka, potężna i wiekowa budowla utrzymana w gotyckim stylu, zbudowana z jasnego kamienia. Nie mogło oczywiście zabraknąć wąskich okien charakterystycznych dla takiej budowli. Kiedy skończył omiatać wzrokiem ściany, przeniósł wzrok na główne wejście z którego powoli wylewały się tłumy studentów. Cały uniwersytet był otoczony przez park, w którym w takie pogodne dni jak dzisiaj można było usiąść na trawie i odpocząć.
Mosiężne drewniane drzwi były otwarte na oścież, ale znajdował się zbyt daleko, żeby dostrzec, jaki wystrój panował w środku. Zmrużył powieki, starając się wyłapać w tłumie konkretną osobę, ale było to trudne zadanie.
Nagle kątem oka zarejestrował czarny terenowy samochód z przyciemnionymi szybami. Kierowca zaparkował kilka metrów przed wejściem i widocznie na kogoś czekał, ponieważ nie wyłączył silnika. Coś mu tutaj nie pasowało. Zmarszczył czoło i odbił się od samochodu. Powrócił wzrokiem do budynku i zobaczył ją. Schodziła właśnie po marmurowych schodkach, trzymając telefon w dłoni. Nie patrząc w dalszym ciągu pod nogi, skręciła jakby na wyczucie w lewą stronę. Była tak skupiona na małym urządzeniu, ze nie dostrzegła samochodu, który powoli za nią ruszył.
-Cholera.- syknął pod nosem i szybko znalazł się na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i z piskiem opon ruszył w jej stronę.

*

Przystanęła słysząc nieprzyjemny pisk opon i rozejrzała się dokoła. Z jej gardła wydobył się cichy okrzyk, gdy zobaczyła pędzące w jej stronę czarne Audi R8. Z rosnącym coraz bardziej przerażeniem, patrzyła jak samochód szybko sunie w jej stronę. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca, była tak sparaliżowana ze strachu. Jednak pojazd zgrabnie ominął jej osobę i zatrzymał się przy krawężniku.
-Co do…
-Nie gadaj nic, tylko wskakuj do środka.- chłopak o burzy kręconych włosów, wysiadł z samochodu i pociągnął ją w stronę miejsca dla pasażera. Była tak oniemiała tym, co właśnie się stało, że bez oporu dała się wciągnąć na miejsce.
Wlepiła wzrok w nieznajomego, który zdążył ulokować się przed kierownicą i szybko ruszył przed siebie. Był w pełni skupiony na jeździe, ale dało się też wyczuć, że jest czymś bardzo zaniepokojony. Jego oczy, co chwilę zerkały to w boczne lusterko, to we wsteczne. Zaciekawiona jego zachowaniem, zerknęła na lusterko po jej lewej stronie, żeby ujrzeć w nim snującego się za nimi Range Rover’a.
-Co się tutaj dzieje?- spytała, nie odrywając wzroku od lusterka. – I kim do jasnej cholery tak właściwie jesteś?!- wykrzyknęła nie panując już nad wzbieranymi się w niej emocjami. Odwróciła się w stronę kierowcy i zmierzyła go szybko. Ubrany był w czarny garnitur, dokładnie taki sam krój, jaki miał…
-O, nie, nie, nie!- zaśmiała się sztucznie, kręcąc głową.- Nie wierzę.
Chłopak na moment odwrócił wzrok z jezdni i spojrzał na nią z uniesionymi brwiami.
-O co chodzi?
-Jesteś od mojego ojca, tak? Kolejny agencina. Przecież dałam mu jasno do zrozumienia, że nie potrzebuję jakiegoś pierdolonego ochroniarza!
Spojrzał na nią spod uniesionych brwi widocznie rozbawiony jej odpowiedzią.
-Co cię tak bawi?- wycedziła, piorunując go spojrzeniem. Nawet nie starała się ukryć jak bardzo irytowało ją jego zachowanie. Nie dość, że zaciągnął ja bez wyjaśnień do samochodu to jeszcze bezczelnie naśmiewał się z tego, co powiedziała.
-Zresztą, nie odpowiadaj.- bąknęła opierając się o skórzane oparcie i znów zerknęła w lusterko. Terenówka w dalszym ciągu jechała za nimi, jednak tym razem znajdowała się znaczniej bliżej niż wcześniej. Chłopak widocznie też zdążył zauważyć, że odległość między pojazdami zmniejszyła się i docisnął pedał gazu, wbijając ja w fotel.
Od samego początku była tylko zajęta nieznajomym, nie zwracając najmniejszej uwagi to, co działo się wokół niej. Dotarło do niej, że ktoś ich ścigał. Zagryzła nerwowo wagę, nie odrywając wzroku od śledzącego ich pojazdu. Przypomniała sobie wczorajszą rozmowę z ojcem. Wręcz wyśmiała go, kiedy powiedział jej o niebezpieczeństwie, jakie na nią czyha. Teraz wcale nie było jej uśmiechu. Przez prawie dwadzieścia dwa lata udało mu się jakoś zataić jej osobę przed wszystkimi, ale co jeśli ktoś się dowiedział i pragnie zemścić się na Bondzie poprzez skrzywdzenie jego córki? Zadrżała na samą myśl. Wyjazd nie wydawał jej się teraz wcale takim głupim pomysłem.
Zerknęła na kierowcę. Nie miała żadnych wątpliwości, ze jego ojciec wyznaczył właśnie jego, żeby ją pilnował. Tylko jakim cudem ktoś tak młody wylądował w gabinecie jej ojca? Przecież nie mógł być starszy od niej. Jeszcze raz uważnie przyjrzała się jego profilowi. Na jego twarzy malowało się takie skupienie, że praktycznie nie zwracał na nią uwagi, skupił się tylko i wyłącznie na drodze. Z ciekawości zerknęła na licznik i zaczerpnęła głośno powietrza widząc, z jaką prędkością poruszają się po londyńskich ulicach. Zasnęła dłonie na kolanach, kiedy chłopak wykonał ostry zakręt, skręcając w jakąś opuszczoną uliczkę.
-Czy to wszystko jest konieczne?- pisnęła, z przerażeniem patrząc przed siebie.
-Jeśli chcesz żebym zgubił tamtych, to owszem, jest to konieczne. Chyba, że bardzo pragniesz oddać się w ich ręce? Tylko nie wiem czy twój ojciec byłby z tego zadowolony. Dał mi jasno do zrozumienia, że chce cie mieć cała i zdrową w domu.- usłyszała jego nadzwyczaj spokojny głos. Zdziwiła się  ponieważ wyraz jego twarzy wcale nie odzwierciedlał tego samego.
Po kilku minutach jazdy po różnych zaułkach, w końcu zatrzymał samochód w cieniu budynków. Oboje rozejrzeliśmy się dokoła, ale żadne nie wyszło z samochodu, na wszelki wypadek, gdyby pojazd wroga pojawił się na horyzoncie.
-Chyba ich zgubiliśmy, ale nie mam pewności na jak długo.- westchnął i potarł twarz dłonią. Skinęłam lekko nie odzywając się i wbiłam wzrok w swoje paznokcie. Tak bardzo chciałam być dziewczyną z normalną rodziną, ale nie. Jej matka musiała wybrać sobie za obiekt swoich westchnień cholernego agenta. Tęskniła za nią, chodź prawie w ogóle jej nie pamiętała. Widziała ja tylko kilka razy na zdjęciach ustawionych na biurku ojca. Była piękna i za każdym razem słyszała jak jest podobna do niej, jednak wiedziała, że jakaś cząstka jej jest podobna do ojca i tego w sobie nienawidziła.
Potarła czoło czując pojawiający się powoli ból głowy. Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i zerknęła na wyświetlacz. Zajęcia skończyła godzinę temu. Zaraz po nich miała udać się na parking za szkołą gdzie miał na nią czekać Jared. Dziwne, że nie zadzwonił do niej, ani nie wysłał wiadomości gdzie się podziewa. A co jeśli nie udało im się złapać jej i wrócili po niego? Nie! Szybko odgoniła od siebie tę myśl i schowała telefon. Podniosła głowę i napotkała czujne spojrzenie chłopaka.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Możemy już wrócić, agencie...
-Mów mi Edward.- mruknął, posyłając jej cień uśmiechu i ponownie odpalił silnik samochodu.



~~*~~


URGH!
Proszę, zróbcie coś ze mną. Ten rozdział jest koszmarny. Jest długi, ale dla mnie nudny. Nie wiecie ile nerwów miałam, kiedy zaczęłam go przepisywać. Na dodatek ta końcówka! Dosłownie przed chwilą ją napisałam i nie wiem jak to wyjdzie. Nie chcę nawet tego na nowo czytać, bo chyba się załamię. Przepraszam wiec za wszystkie błędy, literówki. BA! Przepraszam za cały ten rozdział! To chyba tyle z mojej strony.
Dziękuję za te kilka komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Miło, że ktoś czyta moje nędzne wypociny :))
A i jeszcze jedno! Natknęłam się na to zdjęcie wczoraj! Oczywiście jest przerobione w photoshopie, bo jak inaczej, ale jakie jest cudowne!

7 komentarzy:

  1. Ej no weź. Jak jeszcze raz powiesz, że ten lub inny rozdział jest nudny, to ja sie załamie!
    Ale tak teraz odnośnie fabuły.
    Ja nadal czuję, ze Jared coś kręci i ma on coś wspólnego z całą tą akcją przeciw Bondowi.
    Edward, boże, dlaczego to imię mi się tylko kojarzy ze Zmierzchem? Ughhh, uwierz mi nie chcę tego,ale jednak.Masakra.!
    Ja tam uwielbiam Edwarda i Irmę. Kojarzą mi się z takiim niedoszłym mega romantycznym związkiem. Uhhh,, będę im kibicować.hihi ^^
    to ten.. czekam na nowy rozdział.
    ilyy xx

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zawsze przesadzasz :P mimo że rozdzial jest długi to fajnie się go czyta :) bardzo fajnie opisałas ten budynek :P

    OdpowiedzUsuń
  3. MASZ PRZESTAĆ TAK MÓWIĆ!!!!!!!!!! Ten rozdział jest super... Mogłaś dodać więcej dialogów, ale i tak mi się podoba... Czekam na nexta... / Zu

    OdpowiedzUsuń
  4. omg właśnie zaczęłam czytać tego bloga i jest naprawdę świetny, akurat szukałam czegoś ciekawego do poczytania:) czekam na następny rozdział! x @curlyhug

    + nina i harry >>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy next???
    Już nie mogę się doczekać....
    Napisz chociaż jakąś notkę, co się u ciebie dzieje...
    Jestem zaniepokojona, tym że się tak długo nie odzywasz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem, jestem i tak strasznie przepraszam za to opóźnienie! Mam nadzieję, że mi to wybaczysz, bo naprawdę w moim życiu panuje teraz okropny sajgon. Ale wiedz, że przeczytałam to ff już wcześniej i Boże, ten pomysł jest tak cholernie oryginalny! W życiu nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem, ale jest mega genialny ;) Harry... to znaczy Edward Styles jako następca Bonda... Jeśli moja faza na tego chłopaka może być jeszcze większa - a naprawdę myślałam, że to niemożliwe - to właśnie osiągnęła rozmiary kosmosu. Wyobrażam go sobie w tym czarnym garniturze, z wielkimi dłońmi na kierownicy i powoli umieram...
    Jak w ogóle na coś takiego wpadłaś? Pomysł z Bondem i jego ukrywaną córką jest świetny! Plus fakt, że na Irmę czyha poważne niebezpieczeństwo, a Harry ma ją chronić daje temu opowiadaniu ogromny potencjał. Nie ufam Jaredowi, myślę, że pracuje dla Silvy i podziwiam refleks Stylesa, gdy uratował pannę Bond pod budynkiem uczelni. Czuję, że między nimi niedługo coś się wydarzy, a James nie będzie z tego zadowolony, skoro tak nie trawi chłopaka. Ale Styles to Styles, zrobi to, co chce :-D mam tylko jedną małą uwagę - czasami nagle zmieniasz narrację z 3 - na 1- osobową. Np w 1. rozdziale. Uważaj na to ;)
    I strasznie mnie ciekawi, co łączyło Stylesa z M! Proszę, dodaj następny rozdział, to opowiadanie ma naprawdę ogromny potencjał! <3

    OdpowiedzUsuń