piątek, 13 września 2013

Rozdział 4.

-Możesz mi powiedzieć, gdzie właściwie jesteśmy?- Irma powoli wysiadła z samochodu, stawiając stopu na brukowym wjeździe do nieznajomej posiadłości. Edward wysiadł zaraz za nią. Zamknął samochód na alarm i bez słowa ruszył w stronę domu. Wszedł na schodach na taras i dopiero tam obejrzał się za siebie. Dziewczyna stała wciąż przy samochodzie ze skrzyżowanymi ramionami na piersiach i przypatrywała się mu z zacięta miną. Był już nieco zmęczony tym jej całym oporem. Po drodze wytłumaczył jej wszystko. Jakie jest jego zadanie w całej tej sprawie i, że bardzo by się cieszył gdyby po prostu nie komplikowała mu pracy swoim zachowaniem. Nie omieszkał dodać, że wcale nie spodobało się mu niańczenie córki szefa. Powiedział tak, ale na myśli miał zupełnie co innego. Spodobała mu się. Na żywo wyglądała o wiele lepiej niż na zdjęciu legitymacyjnym zamieszczonym w dokumentach. Urodę zapewne odziedziczyła po matce, ale za to- na nieszczęście- po ojcu miała charakterek. Ale przecież nie mógł tego okazać. Zapewne natychmiast wykorzystałaby tą 'słabość' przeciwko jego osobie.
-Chyba nie myślałaś, że zawiozę cię prosto do twojego domu? Skoro tamci wiedzieli już gdzie studiujesz, znalezienie twojego adresu zamieszkania nie sprawiłoby im najmniejszej trudności.- zszedł powoli po schodkach, zmierzając w stronę dziewczyny.
-Nie wejdę do środka.- odparła unosząc wskazujący palec przed siebie i wymierzyła go w niego- Nie zmusisz mnie do tego.- dziabnęła go pomalowanym na czarno paznokciem, prosto w klatkę piersiową.
Czy ona naprawdę sądziła, że te słowa jakoś wpłyną na jego zamiary. Miał do wykonania zadanie i dopóki Bond  go nie odwoła, miał zamiar je wykonywać mimo wszystko.
Wywrócił oczami, przemierzając szybkimi krokami dzielącą ich odległość i przerzucił dziewczynę przez swoje ramię, jakby ważyła tyle co piórko. Z jej gardła wydarł się okrzyk zaskoczenia i przez sekundę nie wierzyła w to co właśnie zrobił. Zaraz potem zacisnęła dłonie w pięści zaczęła walić nimi o plecy chłopaka. On jednak nic sobie z tego nie robił, jedynie tylko uśmiechnął się pod nosem. Jej uderzenia były praktycznie bezbolesne.
-Styles, masz mnie natychmiast postawić na ziemi!!- krzyknęła, zwiększając siłę uderzenia. Auć, teraz to poczuł. Wolną ręką wydobył kluczyk do domu z kieszeni i otworzył drzwi. Zamknął je i dopiero wtedy postawił Irmę na podłogę. Odepchnęła go od siebie i ogarniając włosy z twarzy rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
-Co to miało być?!
-Nie utrudniaj mi pracy, okej? Zostaniemy tutaj tylko na chwilę. Spakuję potrzebne rzeczy i udamy się na lotnisko...
-Co?! Nie!- podążyła zanim wzrokiem, kiedy ściągnął marynarkę i powiesił ją niedbale na poręczy schodów. Posłał jej obojętne spojrzenie i odpinając górne guziki koszuli ruszył na pierwsze piętro. Chciał już jak najszybciej pozbyć się tego garnituru.
Usłyszał jej kroki za sobą.
- Nie możemy wyjechać dzisiaj!
-Dlaczego?- zatrzymał się tak gwałtownie, że poczuł jak jej ciało odbija się od jego pleców. Zerknął przez ramię, unosząc w rozbawieniu brwi. Znów spiorunowała go spojrzeniem.
-Chce po prostu z kimś się pożegnać. Chyba to jeszcze mogę?
-Zależy o kogo chodzi.- otworzył drzwi do swojego pokoju i wyciągnął z szafy małą podróżną torbę. Przy okazji przerzucił sobie przez ramię czarne rurki i zwykły szary t-shirt, żeby móc się później przebrać.- Jeśli masz na myśli swojego ojca, chyba nie musisz się z nim żegnać. Wie gdzie wyjeżdżamy i kiedy tylko będzie chciał, skontaktuje się z tobą.
Częściowo był już przygotowany na wyjazd, ale jeszcze w bagażu brakowało broni. Zastanawiał się tylko jak w trakcie odprawy na lotnisku, wytłumaczy posiadanie broni, ale zaraz uświadomił sobie, że przecież jest agentem jej królewskiej mości. Zaśmiał się cicho i klepnął otwartą dłonią w czoło.
Wpakował broń do torby i położył ją na zaścielonym łóżku. Irma stała w progu i uważnie lustrowała wzrokiem pomieszczenie.
-Mój ojciec jest ostatnią osoba z którą chciałabym się pożegnać.- rzuciła mu krótkie, znużone spojrzenie.
Oparła się placami o framugę i wyciągnęła dłoń przed siebie, oglądając wypielęgnowane paznokcie- W ogóle, skoro tak bardzo spieszy ci się na opuszczenie kraju, możemy już opuścić ten dom? Bo jeśli chcesz jeszcze pobyć tutaj przez chwilę, zadzwonię po Jareda i spotkamy się na lotnisku.
Wywrócił poirytowany oczami i już otwierał usta, żeby powiedzieć, że nic z tego, gdy dostrzegł jak przykłada telefon do ucha.

Nie, tego było już za wiele. Kątem oka dostrzegła, że Edward rusza w jej stronę i wiedziała dlaczego. Sprowokowała go wyciągając telefon. Czuła się jak małe dziecko, którego non stop się pilnuje, aby nie zrobiło sobie krzywdy. Była już dorosła i chyba wiedziała jak o siebie zadbać, ale do tego typa chyba to nie dochodziło. Tak samo jak dla jej ojca. Po cholerę jej ochroniarz, jeszcze na dodatek w jej wieku?! Denerwowało ją, że tak bardzo stara się coś udowodnić, że pomimo swojego wieku traktuje coś poważnie, tutaj- ochrona córki Bonda.
Był już przy niej, czuła jak jego palce powoli zaciskają się na jej nadgarstku. Zacisnęła wargi i wyszarpnęła rękę z jeszcze w miarę lekkiego uścisku. Zanim puściła się biegiem, dostrzegła na jego twarzy wyraz totalnego zaskoczenia. Ha, tego się nie spodziewał. Wpadła do pierwszego lepszego pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz, tuż przed jego nosem. Po chwili usłyszała jego ciało odbijające się od drewna i serię przekleństw wypływających z jego ust.
-Irmo, wpuść mnie, natychmiast!- warknął, po raz kolejny uderzając o drzwi z taką mocą, że aż się zatrzęsły. Odsunęła się od nich na krok i omiotła wzrokiem pomieszczenie. Znalazła się w wykafelkowanej na beżowo łazience. Pomieszczenie było na tyle duże, że znalazła się w nim duża rogowa wanna, kabina prysznicowa i wiele innych bajerów.
-Wow.- zagwizdała i podeszła do wanny, siadając na jej kraju.
-Kurwa mać, Irma!
-Spokojnie Styles! To tylko jedna wiadomość! Nie wiem po co to całe zamieszanie.
Usłyszała jak wzdycha ciężko.
-Niczego nie rozumiesz...
-Tak, dokładnie, nie rozumiem. Ale to jest mój najlepszy przyjaciel i chcę żeby wiedział, gdzie jestem i gdzie wyjeżdżam na najbliższe kilka tygodni.- odpowiedziała, wystukując na klawiaturze wiadomość do Jareda.
-Wszystko zepsujesz. Twojemu ojcu właśnie o to chodziło, żeby nikt nie wiedział o wyjeździe. Nawet ten twój... przyjaciel. Teraz nie możesz nikomu ufać. Czy pomyślałaś też o takiej możliwości, ze twój telefon może być na podsłuchu?!- wycedził, a ona wyczuła, że robi się co raz to bardziej wkurwiony.
Przymknęła powieki i potarła dłonią czoło. Dobra, może faktycznie miał rację. Akurat o tym nie pomyślała. Zawiesiła ręce, przez chwilę zamyślonym wzrokiem wpatrując się w czubki butów. Wykasowała całą wiadomość w międzyczasie podchodząc do drzwi. Powoli przekręciła kluczyk i otworzyła je. Edward trzymał jedną dłoń płasko na ścianie zaraz obok framugi i patrzył na nią spod przymrużonych powiek. Jego ciemnozielone teraz tęczówki, błyszczały złowrogo.
-Nie napisałam. Zadowolony?- uśmiechnęła się uroczo, chcąc go udobruchać. To było na nic. Jedyną jego reakcją było ciche obojętne prychnięcie. Odbił się od ściany i ruszył z powrotem do swojej sypialni.
-Przebiorę się i wezmę swoje rzeczy. Czekaj na dole w holu. Zaraz przyjdę.- rzucił krótko, znikając w pokoju i trzasnął drzwiami, aż podskoczyła. Ile to czasu musiała przebywać pod jego opieką? Nie potrafiła sobie przypomnieć, żeby ojciec przypominał o tym. Mamrocząc pod nosem niezbyt miłe słowa na temat James'a i tego cholernego Styles'a, zeszła na parter.


~~*~~


Podoba mi się początek, druga cześć niestety już nie.
Jak na razie zawieszam tego bloga, na czas nieokreślony. Chce się skupić na zakończeniu http://itsgottabe-you.blogspot.com/, a dopiero potem wrócę tutaj. Nie miejcie mi tego za złe, ale potrzebuje odpoczynku. Poza tym, założyłam nowego bloga, jeśli ktoś jeszcze nie wie.
I to tyle ode mnie. Dziękuję za komentarze, pod ostatnią notką xx

3 komentarze:

  1. Super... Opłacało się czekać rozdział genialny...
    Szkoda, że go zawieszasz, ale rozumiem - szkoła, zadania i inne blogi...
    Mam nadzieję, że szybko tu wrócisz, bo opowiadanie jest niezwykle oryginalne...
    Weny i czasu... / Zu

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takiego Edwarda :D chce coraz wiecej jego perspektyw i jestem ciekawa jak to z tym Jaredem ile on tam namiesza :p z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem dumna z siebie, że namówiłam Cię do kontynuowania FS ponieważ, cholera, to jest tak bardzo dobre. I oryginalne. I ten Harry, zwłaszcza jako agent, który totalnie odbiera mi dech w piersiach, zwłaszcza, gdy ZACZYNA ROZPINAĆ GUZIKI KOSZULI (w głowie miałam tylko jedno słowo - DALEJ! DALEJ RĘKO STYLESA :D). Ahhh, moja faza na niego towarzyszy mi zawsze i wszędzie, nie wiem, czy to się leczy.
    Już wyjeżdżają? Szybko, nie ma co. Jak ona się spakuje i w ogóle? Dokąd lecą? Dobrze, że Harry przestrzegł ją przed kontaktami z kimkolwiek, chociaż okupił to mnóstwem nerwów, bo, no cóż, dziewczyna jest naprawdę uparta :P A ten Jared cholernie mi się nie podoba, mam wrażenie, że działa na jej niekorzyść i myślę, że moje przepowiednie się sprawdzą.
    Błagam, dodaj szybko następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń