czwartek, 26 września 2013

Rozdział 5.

-Twoim jedynym zadaniem było trzymać się blisko niej, ale musiałeś spieprzyć tą sprawę!
Jared stał niewzruszony przed swoim pracodawcą, który aż gotował się ze wściekłości. Spacerował, lekko utykając na prawą nogę, po małym kwadratowym pokoiku i co chwile rzucał wściekłe spojrzenia na chłopaka. Powoli zaczynało go nużyć zachowanie szefa i nie czekając na pozwolenie usiadł na jednym z poniszczonych foteli. Skrzywił się, czując jak sprężyna wbija mu się w kość ogonową.
Silva stanął za biurkiem i oparł dłonie na drewnianym blacie zawalonym jakimiś papierami.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem.- zobaczył jak mężczyzna zaciska szczękę i szybko dodał.- Ale się tego dowiem. Nie wytrzyma zbyt długo i skontaktuje się ze mną. Znam ją aż za dobrze.- uśmiechnął się pod nosem.
-Kiedy tylko o trzymasz od niej wiadomość, masz mnie natychmiast powiadomić. Musimy mieć tą sukę!
Przez chwilę oboje mierzyli się spojrzeniem. Skinął prawie niezauważalnie głową w odpowiedzi. Mężczyzna machnął ręką, dając mu w ten sposób znać żeby odszedł. Poniósł się z miejsca i wyszedł z pokoju. Zatrzymał się na korytarzu i zerknął na telefon. Pusto. Żadnych wiadomości, ani nieodebranych połączeń.
-Kurwa mać.- syknął i zacisnął pięść na urządzeniu. Jak to się stało, że nie próbowała się z nim skontaktować? Może ten palant w graniaku jej zabronił? Jego dłoń jeszcze bardziej się zacisnęła. Wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów i czym prędzej odpalił jednego. Zaciągnął się i przez chwilę utrzymywał dym w środku, zanim wydmuchał go na zewnątrz.
Już ją prawie mieli, tam przed uczelnią, ale musiał pojawić się tamten. Kim on był do cholery?
Od razu na myśl przyszło mu tylko jedno, że tatusiek wynajął dla córeczki ochroniarza. No tak, proste. Kiedy on nie mógł się nią zająć, zatrudnił kogoś innego. Prychnął poirytowany i rzucił w połowie wypalonym papierosem o ziemię. Przydeptał go, wyobrażając sobie, że przed jego stopami leży tamten przystojniaczek.

*

2 godziny. Tyle dokładnie zajęło im dotarcie na lotnisko. W trakcie jazdy, zdołał ubłagać Edwarda, na to, żeby, chociaż zatrzymał się przed jej starym domem. Zapewniła go, że nikt nie zna tego adresu. Uległ niechętnie.
W pośpiechu upchała rzeczy, które jej się nawinęły do walizki. Co prawda już dawno ich nie nosiła i nie były w jej guście, ale cóż mogła poradzić. Wzięła do ręki jedną, wściekle różową bluzkę i wykrzywiła twarz w geście obrzydzenia. Odrzuciła ją szybko na bok i zaczęła szperać w komodzie.
Miała tylko nadzieję, że tam gdzie się udadzą, będzie mogła udać się na zakupy i kupić to, co jej odpowiada. O ile pozwoli jej na to pan Styles. Po akcji w jego domu, będzie musiała jakoś go udobruchać.
Zamknęła walizkę i po raz ostatni rozejrzała się po swoim starym pokoju. Nic nie zmieniło się od jej ostatniego pobytu tutaj. Wszystko leżało na swoim miejscu, oprócz porozrzucanych przez nią ubrań na podłodze. Wzruszyła tylko obojętnie ramionami na zrobiony przez siebie bałagan.
Pomyślała, co jeszcze mogłaby ze sobą zabrać, ale jedyną rzeczą, która przychodziła jej na myśl był, laptop. Z tym jednak mogła się pożegnać. Styles za żadne skarby nie zawiezie jej do ojca. A niech go!
Opuszczając pokój, zawiesiła na ramieniu kurtkę i pociągnęła walizkę za sobą.
Edward czekał na zewnątrz, oparty o bok samochodu, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i rozglądał się uważnie po okolicy. Słysząc, że nadchodzi podszedł na tył samochodu i otworzył bagażnik. Wymownie spojrzał na jej torbę i prychnął, ale bez żadnego słowa komentarzu spakował ja do środka. Przez ta chwilę, kiedy był zajęty układaniem walizki w bagażniku jej wzrok spoczął na jego bicepsach, które naprężały się, kiedy podnosił z ziemi jej bagaż. Dopiero teraz dostrzegła liczne tatuaże pokrywające jego skórę. Wcześniej ukrywał je za rękawem koszulki, ale teraz były nieco podwinięte, ukazując czarne wzory na muśniętej słońcem skórze. Jej wzrok zatrzymał się na moment na statku o dosyć pokaźniej wielkości, po czym dyskretnie zbadała resztę jego tatuaży. Jak osoba posiadająca tyle cielesnych ozdób mogła zostać zatrudniona do tak poważnej agencji? Kolejna rzecz, która tutaj jej nie pasowała. Na myśl przyszło jej, że zapewne w otoczeniu pracowników i jej szefa, zbytnio się tym nie chwalił.
Z zadumy wyrwał ją odgłos zatrzaskującej się z całej siły klapy bagażnika.
-Jeszcze jakieś życzenia? Czy możemy już jechać?- spytał obojętnym tonem, nawet nie racząc na nią spojrzeć.
-Tak.- odparła krótko.
-To dobrze. Wskakuj do środka.
Minął ją i zajął miejsce za kierownicą. Jeśli miał zamiar zachowywać się przez cały ich pobyt niewiadomo gdzie, to była pewna, że tego nie wytrzyma.
Przez całą drogę na lotnisko nie odzywali się do siebie. Edward był zajęty prowadzeniem pojazd, rozglądaniem się po lusterkach i sprawdzaniem telefonu, na który non sto  otrzymywał jakieś wiadomości. Zacisnęła usta powstrzymując się od tego, żeby nie rzucić jakąś kąśliwą uwagą na sposób, w jaki się zachowywał, ale po co jeszcze bardziej pogarszać sprawę?

-Pośpiesz się. Nie mamy za dużo czasu.- ponaglił dziewczynę, zamykając samochód na alarm i szybkimi krokami udał się w stronę ruchomych schodów prowadzących do głównego holu lotniska London Gatwick. Nie mogąc się już dłużej powstrzymać, pokazała język jego oddalającej się sylwetce i mocno pociągnęła za sobą walizkę.
Dogoniła go dopiero przy kasie. Swoja torbę postawił przy nogach i opierając się o ladę, oczarowywał młodą kobietę siedzącą po drugiej stronie. Irma stanęła obok niego, kładąc dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się szeroko. Był to wymuszony uśmiech, poznał to od razu, więc posłał jej pytające spojrzenie.
-Podobno się śpieszymy, więc z łaski swojej skończ te bzdety i kupuj bilety.- syknęła cicho, żeby słowa dotarły tylko do niego. Poklepała go po plecach i szczerząc się sztucznie do kobiety, oddaliła się. Usłyszała jeszcze jak tłumaczy się tamtej dziewczynie i przeprasza, po czym w końcu prosi o bilety. Stanęła przy szklanych drzwiach, za którymi znajdowała się poczekalnia i starała się w miarę cierpliwie czekać na swojego ochroniarza. Wykorzystała okazję póki był zajęty i nie mój nią kontrolować. Wyciągnęła z kieszeni telefon. Kątem oka obserwowała jego sylwetkę i szybko wystukiwała tekst na białym polu. Gdy się odwrócił, wiadomość została już wysłana, a telefon powrotem spoczywał na swoim miejscu. Podchodząc do niej wymachiwał sobie przed nosem biletami, a kiedy wyciągnęła rękę, żeby wyrwać mu jeden, zaśmiał się i pokiwał głową.
-Nie dowiem się nawet gdzie lecimy?
-Nie.- pchnął drzwi jedną ręką i przytrzymał je dopóki nie przeszła na drugą stronę. Usiedli na niebieskich krzesełkach i w ciszy czekali. Po pięciu minutach, kobiecy głos w głośnikach wywołał ich lot i stanęli w robiącej się już kolejce do odprawy.
-Berwick-upon-Tweed, serio? Lecimy do jakieś kompletnej wiochy?!- wytrzeszczyła na niego oczy, kiedy powoli przesuwali się w kolejce.
-Wierz mi, to nie ja wybierałem to miejsce. Wszystko jest wyznaczone z góry. Prychnęła w duchu. A jednak mogło być jeszcze gorzej.

*

Gdy nadeszła ich kolej, dziewczyna spojrzała nerwowo na Edwarda i wzrokiem wskazała na jego torbę, w której kryla się broń. Uśmiechnął się tylko półgębkiem i ruchem ręki kazał jej zachować spokój. Ochroniarz podszedł do niego, a ten podał mu paszporty i legitymacje, którą od razu poznała. Podobną miał jej ojciec. Mężczyzna marszcząc czoło patrzył przez moment na prostokątną tekturkę, po czym skinął głową i przepuścił nas bez słowa.
Wchodząc na pokład czuła powoli ogarniającą ją panikę. Serce biło jej jak oszalałe, a mięśnie nóg zaczęły jej drżeć, na dodatek zaczęła mieć mdłości. Idąc za Edwardem rozglądała się nerwowo dookoła i przez jej głowę przewijało się pełno scen z filmów o katastrofach lotniczych. Przełknęła głośno ślinę i szybko zajęła miejsce zdala od okna. Zacisnęła dłonie na obręczy fotelu i wzięła kilka głębokich oddechów. Momentalnie jego wzrok spoczął na niej, przyglądając się jej z ciekawością i troską, więc przybrała obojętny wyraz twarzy. Wysiliła się nawet na łagodny uśmiech. Starała się nie pokazać mu, że odczuwa paniczny lęk przed lataniem.

5 komentarzy:

  1. oj trzeba rozkrecic akcje :P starcie Jareda z Edwardem :P uwielbiam to opowiadanie :D ciekawie co bd robic na tym zadupiu, a zakonczenie obiecujace ciekawie co sie stanie w samolocie jak boi sie latac :D

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG...
    Cudo, cudko, cudeńko...
    Pisz, pisz i jeszcze raz pisz...
    Ludzie, ciekawość mnie zżera, CO STANIE SIE W TYM SAMOLOCIE???!!!
    Muszę wiedzieć!!!!
    Będzie ostro, już to czuję - Edward kontra Jared - będzie się działo...
    Jestem ciekawa co ona napisała w tym sms'ie...
    TYLE PYTAŃ, A JA JUŻ CHCĘ ZNAĆ ODPOWIEDŹ...
    Wiem, wiem, ciekawość - 1-szy stopień do piekła, ale cóż ją poradzę <3
    Czekam niecierpliwie na nexta...
    Życzę weny i czasu... / Zu

    OdpowiedzUsuń
  3. BOŻE, I TY MI POWIEDZIAŁAŚ, ŻE NIE WYSZEDŁ CI TEN ROZDZIAŁ? Nawet nie próbuj więcej UŻYWAĆ takich słów lub im podobnych, bo serio wyjmę swój karabin - a nie uzywałam go od dawna, więc pewnie gdzieś się kurzy w szafie - i Cię zastrzelę! I JAK TO ZAWIESZAC, JAK TO ZAWIESZAC, JAK TO JEST JEDEN Z MOICH ULUBIONYCH BLOGÓW? Tylko spróbuj, to wtedy do kompletu wyprowadzę czołg z garażu i się pogniewamy!
    Ale zupełnie serio - chociaż nie myśl, że żartowałam, kochaniutka! - rozdział jest świetny. Boże, naprawdę dobry. I mam ochotę krzyknąć - WIEEEDZIAŁAM! Wiedziałam, że ten Jared jest jakiś, za przeproszeniem, pojebany, a jego "przyjaźń" wcale nie jest szczery.Czułam, że ma powiązania z Irmą i jak zwykle, mój radar złych ludzi się sprawdził. Mam tylko nadzieję, że ona nie jest taką idiotką, za jaką trochę ją uważam teraz, po wysłaniu tego sms-a i nie poda mu nazwy miejscowości. Chociaż, z drugiej strony, myśli, że może mu ufać... Oj tam, słuchaj się Stylesa, mała :D Stylesa z naprężonymi, wytatuowanymi bicepsami, który totalnie wyprowadził mnie z równowagi. Jestem w stanie wyobrazić sobie, jak czaruje urzędniczkę, oj jestem <3 I ta jego troska w samolocie, aww. Już nie mogę się doczekać, jak wylądują RAZEM, SAMI, w tej kompletnej dziurze, więc piszpiszpisz! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie kochana! Uwierz w siebie <3 - @theasiashow_xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeestem. Co jak co, ale rozdział jest dobry. Nawet bardzo.
    Właśnie, nadrobilam oba rozdziały i yaaaaay! Cholernie podoba mi się postać Edwarda! Niby taki obojętny, a jednak troska się w nim wzięła obudziła. To dobrze, choć zdaje sobie sprawę z tego, ze Irma nie da mu tak łatwo odetchnąć. W końcu pojawiły się już drobne znaki jej trudnego charakteru. Ale to tylko dodaje temu ff nutki komizmu. Tak myślę, chyba.
    Gdzie był Styles kiedy ona pisała tego głupiego esemesa?! Bo gdzie!? Oczywiście ze go nie było, bo po co jej pilnować. Oj , Edwardzie, bi się pogniewamy.. Styles powinien jej zabrać telefon. A o Jaredzie wypowiadać się nie będę bo go nie lubię. Pff.ja ci mówię, wiedziałam ze on pracuje dla złych ludzi!
    Kocham cię tak so much, ze wybaczę ci to, iż dodalas tu nowy rozdział xx

    OdpowiedzUsuń