-Twoim jedynym zadaniem było trzymać się blisko niej, ale
musiałeś spieprzyć tą sprawę!
Jared stał niewzruszony przed swoim pracodawcą, który aż
gotował się ze wściekłości. Spacerował, lekko utykając na prawą nogę, po małym
kwadratowym pokoiku i co chwile rzucał wściekłe spojrzenia na chłopaka. Powoli
zaczynało go nużyć zachowanie szefa i nie czekając na pozwolenie usiadł na
jednym z poniszczonych foteli. Skrzywił się, czując jak sprężyna wbija mu się w
kość ogonową.
Silva stanął za biurkiem i oparł dłonie na drewnianym
blacie zawalonym jakimiś papierami.
-Gdzie ona jest?
-Nie wiem.- zobaczył jak mężczyzna zaciska szczękę i
szybko dodał.- Ale się tego dowiem. Nie wytrzyma zbyt długo i skontaktuje się
ze mną. Znam ją aż za dobrze.- uśmiechnął się pod nosem.
-Kiedy tylko o trzymasz od niej wiadomość, masz mnie
natychmiast powiadomić. Musimy mieć tą sukę!
Przez chwilę oboje mierzyli się spojrzeniem. Skinął prawie
niezauważalnie głową w odpowiedzi. Mężczyzna machnął ręką, dając mu w ten
sposób znać żeby odszedł. Poniósł się z miejsca i wyszedł z pokoju. Zatrzymał
się na korytarzu i zerknął na telefon. Pusto. Żadnych wiadomości, ani
nieodebranych połączeń.
-Kurwa mać.- syknął i zacisnął pięść na urządzeniu. Jak to
się stało, że nie próbowała się z nim skontaktować? Może ten palant w graniaku
jej zabronił? Jego dłoń jeszcze bardziej się zacisnęła. Wyciągnął z kieszeni
spodni paczkę papierosów i czym prędzej odpalił jednego. Zaciągnął się i przez
chwilę utrzymywał dym w środku, zanim wydmuchał go na zewnątrz.
Już ją prawie mieli, tam przed uczelnią, ale musiał
pojawić się tamten. Kim on był do cholery?
Od razu na myśl przyszło mu tylko jedno, że tatusiek
wynajął dla córeczki ochroniarza. No tak, proste. Kiedy on nie mógł się nią
zająć, zatrudnił kogoś innego. Prychnął poirytowany i rzucił w połowie
wypalonym papierosem o ziemię. Przydeptał go, wyobrażając sobie, że przed jego
stopami leży tamten przystojniaczek.
*
2 godziny. Tyle dokładnie zajęło im dotarcie na lotnisko.
W trakcie jazdy, zdołał ubłagać Edwarda, na to, żeby, chociaż zatrzymał się
przed jej starym domem. Zapewniła go, że nikt nie zna tego adresu. Uległ
niechętnie.
W pośpiechu upchała rzeczy, które jej się nawinęły do
walizki. Co prawda już dawno ich nie nosiła i nie były w jej guście, ale cóż
mogła poradzić. Wzięła do ręki jedną, wściekle różową bluzkę i wykrzywiła twarz
w geście obrzydzenia. Odrzuciła ją szybko na bok i zaczęła szperać w komodzie.
Miała tylko nadzieję, że tam gdzie się udadzą, będzie
mogła udać się na zakupy i kupić to, co jej odpowiada. O ile pozwoli jej na to
pan Styles. Po akcji w jego domu, będzie musiała jakoś go udobruchać.
Zamknęła walizkę i po raz ostatni rozejrzała się po swoim
starym pokoju. Nic nie zmieniło się od jej ostatniego pobytu tutaj. Wszystko
leżało na swoim miejscu, oprócz porozrzucanych przez nią ubrań na podłodze.
Wzruszyła tylko obojętnie ramionami na zrobiony przez siebie bałagan.
Pomyślała, co jeszcze mogłaby ze sobą zabrać, ale jedyną
rzeczą, która przychodziła jej na myśl był, laptop. Z tym jednak mogła się
pożegnać. Styles za żadne skarby nie zawiezie jej do ojca. A niech go!
Opuszczając pokój, zawiesiła na ramieniu kurtkę i
pociągnęła walizkę za sobą.
Edward czekał na zewnątrz, oparty o bok samochodu, z
ramionami skrzyżowanymi na piersi i rozglądał się uważnie po okolicy. Słysząc,
że nadchodzi podszedł na tył samochodu i otworzył bagażnik. Wymownie spojrzał
na jej torbę i prychnął, ale bez żadnego słowa komentarzu spakował ja do
środka. Przez ta chwilę, kiedy był zajęty układaniem walizki w bagażniku jej wzrok
spoczął na jego bicepsach, które naprężały się, kiedy podnosił z ziemi jej
bagaż. Dopiero teraz dostrzegła liczne tatuaże pokrywające jego skórę.
Wcześniej ukrywał je za rękawem koszulki, ale teraz były nieco podwinięte,
ukazując czarne wzory na muśniętej słońcem skórze. Jej wzrok zatrzymał się na
moment na statku o dosyć pokaźniej wielkości, po czym dyskretnie zbadała resztę
jego tatuaży. Jak osoba posiadająca tyle cielesnych ozdób mogła zostać
zatrudniona do tak poważnej agencji? Kolejna rzecz, która tutaj jej nie
pasowała. Na myśl przyszło jej, że zapewne w otoczeniu pracowników i jej szefa,
zbytnio się tym nie chwalił.
Z zadumy wyrwał ją odgłos zatrzaskującej się z całej siły
klapy bagażnika.
-Jeszcze jakieś życzenia? Czy możemy już jechać?- spytał
obojętnym tonem, nawet nie racząc na nią spojrzeć.
-Tak.- odparła krótko.
-To dobrze. Wskakuj do środka.
Minął ją i zajął miejsce za kierownicą. Jeśli miał zamiar
zachowywać się przez cały ich pobyt niewiadomo gdzie, to była pewna, że tego
nie wytrzyma.
Przez całą drogę na lotnisko nie odzywali się do siebie.
Edward był zajęty prowadzeniem pojazd, rozglądaniem się po lusterkach i
sprawdzaniem telefonu, na który non sto
otrzymywał jakieś wiadomości. Zacisnęła usta powstrzymując się od tego,
żeby nie rzucić jakąś kąśliwą uwagą na sposób, w jaki się zachowywał, ale po co
jeszcze bardziej pogarszać sprawę?
-Pośpiesz się. Nie mamy za dużo czasu.- ponaglił
dziewczynę, zamykając samochód na alarm i szybkimi krokami udał się w stronę
ruchomych schodów prowadzących do głównego holu lotniska London Gatwick. Nie
mogąc się już dłużej powstrzymać, pokazała język jego oddalającej się sylwetce
i mocno pociągnęła za sobą walizkę.
Dogoniła go dopiero przy kasie. Swoja torbę postawił przy
nogach i opierając się o ladę, oczarowywał młodą kobietę siedzącą po drugiej
stronie. Irma stanęła obok niego, kładąc dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła
się szeroko. Był to wymuszony uśmiech, poznał to od razu, więc posłał jej
pytające spojrzenie.
-Podobno się śpieszymy, więc z łaski swojej skończ te
bzdety i kupuj bilety.- syknęła cicho, żeby słowa dotarły tylko do niego.
Poklepała go po plecach i szczerząc się sztucznie do kobiety, oddaliła się.
Usłyszała jeszcze jak tłumaczy się tamtej dziewczynie i przeprasza, po czym w
końcu prosi o bilety. Stanęła przy szklanych drzwiach, za którymi znajdowała
się poczekalnia i starała się w miarę cierpliwie czekać na swojego ochroniarza.
Wykorzystała okazję póki był zajęty i nie mój nią kontrolować. Wyciągnęła z
kieszeni telefon. Kątem oka obserwowała jego sylwetkę i szybko wystukiwała
tekst na białym polu. Gdy się odwrócił, wiadomość została już wysłana, a
telefon powrotem spoczywał na swoim miejscu. Podchodząc do niej wymachiwał
sobie przed nosem biletami, a kiedy wyciągnęła rękę, żeby wyrwać mu jeden,
zaśmiał się i pokiwał głową.
-Nie dowiem się nawet gdzie lecimy?
-Nie.- pchnął drzwi jedną ręką i przytrzymał je dopóki nie
przeszła na drugą stronę. Usiedli na niebieskich krzesełkach i w ciszy czekali.
Po pięciu minutach, kobiecy głos w głośnikach wywołał ich lot i stanęli w
robiącej się już kolejce do odprawy.
-Berwick-upon-Tweed, serio? Lecimy do jakieś kompletnej
wiochy?!- wytrzeszczyła na niego oczy, kiedy powoli przesuwali się w kolejce.
-Wierz mi, to nie ja wybierałem to miejsce. Wszystko jest
wyznaczone z góry. Prychnęła w duchu. A jednak mogło być jeszcze gorzej.
*
Gdy nadeszła ich kolej, dziewczyna spojrzała nerwowo na
Edwarda i wzrokiem wskazała na jego torbę, w której kryla się broń. Uśmiechnął
się tylko półgębkiem i ruchem ręki kazał jej zachować spokój. Ochroniarz
podszedł do niego, a ten podał mu paszporty i legitymacje, którą od razu
poznała. Podobną miał jej ojciec. Mężczyzna marszcząc czoło patrzył przez moment
na prostokątną tekturkę, po czym skinął głową i przepuścił nas bez słowa.
Wchodząc na pokład czuła powoli ogarniającą ją panikę.
Serce biło jej jak oszalałe, a mięśnie nóg zaczęły jej drżeć, na dodatek
zaczęła mieć mdłości. Idąc za Edwardem rozglądała się nerwowo dookoła i przez
jej głowę przewijało się pełno scen z filmów o katastrofach lotniczych.
Przełknęła głośno ślinę i szybko zajęła miejsce zdala od okna. Zacisnęła dłonie
na obręczy fotelu i wzięła kilka głębokich oddechów. Momentalnie jego wzrok spoczął
na niej, przyglądając się jej z ciekawością i troską, więc przybrała obojętny
wyraz twarzy. Wysiliła się nawet na łagodny uśmiech. Starała się nie pokazać
mu, że odczuwa paniczny lęk przed lataniem.
oj trzeba rozkrecic akcje :P starcie Jareda z Edwardem :P uwielbiam to opowiadanie :D ciekawie co bd robic na tym zadupiu, a zakonczenie obiecujace ciekawie co sie stanie w samolocie jak boi sie latac :D
OdpowiedzUsuńOMG...
OdpowiedzUsuńCudo, cudko, cudeńko...
Pisz, pisz i jeszcze raz pisz...
Ludzie, ciekawość mnie zżera, CO STANIE SIE W TYM SAMOLOCIE???!!!
Muszę wiedzieć!!!!
Będzie ostro, już to czuję - Edward kontra Jared - będzie się działo...
Jestem ciekawa co ona napisała w tym sms'ie...
TYLE PYTAŃ, A JA JUŻ CHCĘ ZNAĆ ODPOWIEDŹ...
Wiem, wiem, ciekawość - 1-szy stopień do piekła, ale cóż ją poradzę <3
Czekam niecierpliwie na nexta...
Życzę weny i czasu... / Zu
BOŻE, I TY MI POWIEDZIAŁAŚ, ŻE NIE WYSZEDŁ CI TEN ROZDZIAŁ? Nawet nie próbuj więcej UŻYWAĆ takich słów lub im podobnych, bo serio wyjmę swój karabin - a nie uzywałam go od dawna, więc pewnie gdzieś się kurzy w szafie - i Cię zastrzelę! I JAK TO ZAWIESZAC, JAK TO ZAWIESZAC, JAK TO JEST JEDEN Z MOICH ULUBIONYCH BLOGÓW? Tylko spróbuj, to wtedy do kompletu wyprowadzę czołg z garażu i się pogniewamy!
OdpowiedzUsuńAle zupełnie serio - chociaż nie myśl, że żartowałam, kochaniutka! - rozdział jest świetny. Boże, naprawdę dobry. I mam ochotę krzyknąć - WIEEEDZIAŁAM! Wiedziałam, że ten Jared jest jakiś, za przeproszeniem, pojebany, a jego "przyjaźń" wcale nie jest szczery.Czułam, że ma powiązania z Irmą i jak zwykle, mój radar złych ludzi się sprawdził. Mam tylko nadzieję, że ona nie jest taką idiotką, za jaką trochę ją uważam teraz, po wysłaniu tego sms-a i nie poda mu nazwy miejscowości. Chociaż, z drugiej strony, myśli, że może mu ufać... Oj tam, słuchaj się Stylesa, mała :D Stylesa z naprężonymi, wytatuowanymi bicepsami, który totalnie wyprowadził mnie z równowagi. Jestem w stanie wyobrazić sobie, jak czaruje urzędniczkę, oj jestem <3 I ta jego troska w samolocie, aww. Już nie mogę się doczekać, jak wylądują RAZEM, SAMI, w tej kompletnej dziurze, więc piszpiszpisz! <3
Świetnie kochana! Uwierz w siebie <3 - @theasiashow_xx
OdpowiedzUsuńJeeestem. Co jak co, ale rozdział jest dobry. Nawet bardzo.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, nadrobilam oba rozdziały i yaaaaay! Cholernie podoba mi się postać Edwarda! Niby taki obojętny, a jednak troska się w nim wzięła obudziła. To dobrze, choć zdaje sobie sprawę z tego, ze Irma nie da mu tak łatwo odetchnąć. W końcu pojawiły się już drobne znaki jej trudnego charakteru. Ale to tylko dodaje temu ff nutki komizmu. Tak myślę, chyba.
Gdzie był Styles kiedy ona pisała tego głupiego esemesa?! Bo gdzie!? Oczywiście ze go nie było, bo po co jej pilnować. Oj , Edwardzie, bi się pogniewamy.. Styles powinien jej zabrać telefon. A o Jaredzie wypowiadać się nie będę bo go nie lubię. Pff.ja ci mówię, wiedziałam ze on pracuje dla złych ludzi!
Kocham cię tak so much, ze wybaczę ci to, iż dodalas tu nowy rozdział xx